Wydarzenia

Bez konkretów

2020-06-21 19:15:00
Nie udało się Śląskowi pozytywnie rozpocząć zmagań w grupie mistrzowskiej. Wrocławianie przegrali w Warszawie z Legią 0:2 po dwóch bramkach Gwilii. WKS spadł na 4. miejsce w tabeli, a już w czwartek zmierzy się u siebie z Cracovią.
Po pięciu latach Śląsk powrócił do grupy mistrzowskiej Ekstraklasy. W dobrym stylu, bo na trzecim miejscu po rundzie zasadniczej i z mocnym otwarciem - od starcia w Warszawie z wyraźnie liderującą w tabeli Legią. Stołeczny klub po 30. kolejkach miał siedem punktów przewagi nad drugim Piastem i 11 nad WKS-em. Wobec porażki gliwiczan z Lechem, warszawianie stanęli przed szansą na powiększenie przewagi nad mistrzem Polski, a wrocławianie - na zmniejszenie straty.
 
Inauguracyjne spotkanie rundy finałowej Trójkolorowi rozpoczęli w nieco innym składzie niż ostatni mecz sezonu zasadniczego. Trener Lavička zdecydował się na dwie zmiany w środku pola - Łabojkę zastąpił Żivulić, a Picha Chrapek.
 
Goście z Wrocławia dobrze rozpoczęli spotkanie, przez kilka pierwszych minut utrzymując się przy piłce na połowie rywala. Gdy jednak Legia po raz pierwszy pojawiła się w okolicach "szesnastki" Śląska, od razu zrobiło się groźnie. Strzał Kante pewnie złapał jednak Putnocky. Dla słowackiego bramkarza było to 150. spotkanie w Ekstraklasie. 31 z nich (a więc komplet z tego sezonu) rozegrał w zielono-biało-czerwonych barwach.
 
Po lepszym początku Śląska inicjatywę przejęła Legia, która szybciej i dokładniej potrafiła operować piłką pod polem karnym. WKS zagroził po kontrze, kiedy to dobrą okazję po podania Chrapka miał Exposito. Gospodarze nabierali jednak rozpędu, groźnie zrobiło się po strzałach Gwilii oraz Antolicia, a w 35. min Gwilia wyprowadził Legię na prowadzenie. Z prawej strony dośrodkował Wszołek, piłka odbiła się od głowy Puerto i nieszczęśliwie dla wrocławian spadła wprost pod nogi Gruzina, który dał warszawianom prowadzenie do przerwy.
 
Przed przerwą podopieczni trenera Lavički znajdowali się w posiadaniu piłki wyraźnie częściej niż rywale, jednak brakowało konkretów pod polem karnym. Podobnie rozpoczęła się druga część gry. To Śląsk miał piłkę, ale zdołał oddać tylko jeden niecelny strzał w wykonaniu Żivulicia. Legia odpowiedziała w najlepszy dla siebie sposób. Dośrodkowanie w pole karne, zgranie głową Pekharta i znów w szesnastce najlepiej odnalazł się Gwilia. Gruzin uderzył lewą nogą i podwyższył wynik.
 
Śląsk starał się odwrócić losy meczu, jednak nadal miał spore problemy ze stworzeniem stuprocentowej okazji. Pomóc miały zmiany - wprowadzenie Picha i Gąski - ale gdy wydawało się, że goście zepchną Legię do głębszej defensywy... czerwoną kartkę obejrzał Żivulić. Chorwat faulem zatrzymał groźną kontrę przeciwników, w efekcie czego sędzia Lasyk po raz drugi napomniał go żółtym kartonikiem, wyrzucając defensywnego pomocnika z boiska.
 
Grając w osłabieniu wrocławianie, nie potrafili już zdobyć choćby bramki kontaktowej i mimo nie najgorszego spotkania wracają do Wrocławia bez zdobyczy. Tym samym w tabeli spadają na czwarte miejsce, za Lecha. Szansa na odegranie się za tę porażkę już w czwartek. O godz. 19 na Stadionie Wrocław Śląsk podejmie Cracovię. Bilety TUTAJ. 


Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 2:0 (1:0)
Bramki:
1:0 - Gwilia 35'
2:0 - Gwilia 54'

Legia: Majecki - Vesović (46' Stolarski), Jędrzejczyk, Lewczuk, Karbownik, Antolić (73' Slisz), Martins, Wszołek, Gvilia, Luquinhas, Kante (32' Pekhart)
Śląsk: Putnocky - Stiglec, Tamas, Puerto, Musonda - Żivulić, Mączyński - Płacheta (80' Bergier), Chrapek (75' Gąska), Marković (58' Pich) - Exposito

Żółte kartki: Wszołek, Stolarski - Żivulić, Mączyński, Gąska
Czerwona kartka: Żivulić 75' (druga żółta)

Sędzia: Piotr Lasyk

Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również