Wydarzenia

Cierpliwy jak Słowik [WYWIAD]

2017-12-12 13:00:00
Na swoją szansę czekał właściwie od początku sezonu, a gdy ją dostał zaliczył chyba najbardziej spektakularną paradę w całej rudzie LOTTO Ekstraklasy. I to w zwycięskich derbach! O tym, a także o szkółce w Szamotułach, różnych wspomnieniach z Białegostoku i Szczecina oraz… nauce cierpliwości podczas wędkowania, opowiada Jakub Słowik, jeden z bohaterów ostatnich tygodni w Śląsku Wrocław.
Obrona podczas derbów z Zagłębiem to była twoja najlepsza interwencja w karierze?
 
Staram się nie pamiętać swoich interwencji. Piłka nożna jest grą zespołową, liczy się dobro drużyny. Indywidualne statystyki schodzą na drugi plan. Cieszę się po prostu, że zagrałem, że trener dał mi szansę i mogłem pomóc w odniesieniu zwycięstwa.

O zmianie w bramce trener informował was już po meczu z Arką. Byłeś zaskoczony, że szansę dostaniesz  właśnie teraz?

Nie, nie byłem zaskoczony. Ciężko pracowałem na to, by wskoczyć do składu. Od pierwszego dnia, odkąd jestem w Śląsku, trenowałem bardzo sumiennie. Bardzo chciałem otrzymać szansę i w końcu tak się stało. A że dostałem ją właśnie teraz – taka była decyzja trenera.

Pracowałeś, trenowałeś, ale na pewno te parę miesięcy, podczas których zagrałeś tylko raz – w Pucharze Polski – to był dla ciebie trudny okres.

Zgadza się, na pewno nie jest łatwo pogodzić się z rolą rezerwowego. Decyzją sztabu sezon w bramce zaczął Kuba Wrąbel. On bronił, a ja trzymałem za niego kciuki. Za niego i za cały zespół. Musiałem być cierpliwy, nie zrażać się i nadal pracować na swój moment. Wiedziałem, że pewnie taki przyjdzie. Cieszę się, że wskoczyłem do bramki i pokazałem się z niezłej strony. Mam nadzieję grać jak najdłużej i być mocnym punktem drużyny.

W ekstraklasie debiutowałeś jako 20-latek, w spotkaniu Jagiellonii z Legią. Mówiłeś wtedy po meczu, że czułeś „lekki stresik” przed pierwszym gwizdkiem. Teraz wskoczyłeś do bramki po dłuższej nieobecności, w trudnym momencie dla drużyny, a do tego w tak ważnym meczu jak derby. Znów pojawiło się trochę nerwów przed spotkaniem?

Raczej nie. Jestem już na tyle doświadczonym zawodnikiem, przeżyłem już w życiu tyle lepszych i gorszych momentów, że to zaowocowało i nerwów nie było. Na pewno byłem odpowiednio przygotowany, czułem, że jestem w dobrej formie i nie ma się czego obawiać. Cały czas pracujemy z trenerem Osińskim, z trenerem Urbanem i nawet gdy nie grałem, czułem, że się rozwijam. Wiem, że poszedłem w górę w niektórych aspektach. Dlatego też byłem spokojny przed meczem.

Dla ciebie były to w ogóle pierwsze derby w życiu.

Tak, dlatego tym bardziej cieszę się, że zagrałem, pomogłem drużynie i wygraliśmy. To było dla mnie bardzo fajne, nowe doświadczenie. Kibice dzień przed meczem przyszli do nas pod klub, motywowali nas, okazali swoje wsparcie. Pokazali, jak ważny jest to dla nich mecz.

Po ostatnich spotkaniach chwalony jesteś m.in. za grę na przedpolu, co jest postrzegane jako mankament Kuby Wrąbla. To twoja mocna cecha?

Dążę do tego, by być bramkarzem kompletnym, by wszystkie elementy były moją mocną stroną. Gra na przedpolu też się z tym wiąże. Takie mamy zadania, by wysoko wspomagać chłopaków z obrony. Cieszę się, że dobrze się z tego wywiązałem. Nie chcę wybierać konkretnej jednej cechy, wskazywać, która jest u mnie najlepsza. Na pewno jako bramkarz mam swoje wady, mam zalety, ale ciągle staram się rozwijać. Dużo pomaga mi praca z trenerem Osińskim, sporo rozmawiamy, analizujemy naszą grę, interwencje.

We Wrocławiu pamiętamy m.in. zeszły sezon, gdy na naszym stadionie w barwach Pogoni obroniłeś rzut karny, strzelany przez Kamila Bilińskiego. Chyba lubisz bronić rzuty karne.

Pamiętam tę sytuację i rzeczywiście, kilka tych „jedenastek” udało mi się w karierze złapać. Na pewno w takich sytuacjach to na strzelcu ciąży większa presja. Duże znaczenie ma gra psychologiczna przed wykonaniem rzutu karnego. Teraz napastnicy często zmieniają narożniki bramki, w które celują przy „jedenastkach”, więc tym bardziej trzeba być dobrze przygotowanym na taką ewentualność. W dzisiejszych czasach mamy dostęp do wielu danych, nagrań i staramy się to ze sztabem analizować. Wiadomo jednak, że rzut karny to zawsze będzie w dużym stopniu loteria.

Rola bramkarza ma to do siebie, że jednego dnia jesteś chwalony, ale to szybko może się zmienić, wystarczy jeden błąd, który na tej pozycji zwykle drogo kosztuje. Ty też miałeś w karierze parę - nazwijmy to  - „baboli”. Dobrze radziłeś sobie z krytyką?

Piłka nożna to gra błędów, kto popełni ich mniej – wygrywa. Nie  ma kogoś, kto ustrzegłby się ich całkowicie. Wydaję mi się, że jestem dość odporny na krytykę. Bardzo cenię sobie taką merytoryczną, ze strony sztabu szkoleniowego. Natomiast co do osób, które mają jakieś kompleksy, brak im własnego życia  i skupiają się nadto na cudzym – na takie opinie mam „wywalone”. Może to brzydko brzmi, ale naprawdę nie interesuję się zdaniem ludzi, którzy są mocni w sieci, a spotykając się na ulicy nigdy nie powiedzą prosto w twarz tego, co myślą.

Mieliśmy przykład Mariusza Pawełka, który często był wręcz wyśmiewany, a mało kto dostrzegał jego dobre występy.

Uważam, że Mariusz jest bardzo dobrym bramkarzem, który w Polsce nie ma takiego szacunku, na jaki zasługuje. Jest wielokrotnym mistrzem Polski z Wisłą, również w innych klubach pokazywał dobrą grę – także w Śląsku. A zawsze wszyscy pamiętają mu te gorsze strony. Niekiedy była na niego duża  nagonka, często bardzo niesprawiedliwie.

Odchodząc od spraw aktualnych i twojej formy – co było takiego magicznego w Szamotułach, że myśląc „bramkarze”, mówimy: Szamotuły? Najsłynniejszym wychowankiem tej szkółki jest Łukasz Fabiański, a jednym z pozostałych – Jakub Słowik.

Na pewno kluczowa była postać trenera Dawidziuka. Stamtąd wyszło wielu dobrych bramkarzy, bo i Łukasz Załuska, Radek Cierzniak, Jakub Szmatuła, Maciej Gostomski. Kilku wybiło się wysoko, tak jak mówisz, najwyżej Łukasz Fabiański. Mieliśmy na co dzień możliwość pracy z trenerem Dawidziukiem, wybitnym fachowcem. Pod jego skrzydłami można się było bardzo rozwinąć: technicznie, dynamicznie, również mentalnie. Szkółka w Szamotułach z pewnością dała mi bardzo wiele.

Rozwinąłeś się na tyle szybko, że już jako nastolatek trafiłeś do ekstraklasowego klubu, Jagiellonii. Dobrze wspominasz swój długi, bo (z krótkimi przerwami na wypożyczenia) ponad 5-letni pobyt w Białymstoku?

Wspominam dobrze, bo tam przecież zaliczyłem debiut w ekstraklasie, stamtąd trafiłem do reprezentacji. Fajny okres, ale wiadomo, jak to w życiu piłkarza – czasem jest lepiej, czasem gorzej. Były i słabsze momenty, jednak z biegiem czasu staram się pamiętać tylko te milsze chwile. To tam dostałem szansę pokazać się w poważnym futbolu i mogę powiedzieć, że pozytywnie wspominam tamten czas. Może tylko trochę za długo byłem w Białymstoku.

Z Pogoni Szczecin chyba nie masz już tak miłych wspomnień. Widząc niektóre komentarze kibiców, można odnieść wrażenie, że oni ciebie nie pamiętają zbyt przychylnie. Uważasz, że nie sprostałeś oczekiwaniom?

Nie, uważam, że zagrałem tam również dobre mecze. Wiadomo, że przytrafiły się gorsze, z tym się zgadzam, ale kibice pamiętają tylko te gorsze momenty. Wszystkie moje błędy były na świeczniku. Nie chcę się z kibicami układać czy coś w tym stylu. Starałem się grać jak najlepiej. Ale to już przeszłość, teraz jestem we Wrocławiu i czuję się szczęśliwy, że tu trafiłem.

Dałeś się poznać jako człowiek niezwykle spokojny, dosyć cichy, a często okazuje się, że to tylko pozory i w rzeczywistości ktoś z pozoru wyciszony ma jakieś szalone hobby czy zainteresowania. Może z tobą też tak jest?

Co do hobby to ostatnimi czasy bardzo lubię wędkować…

Szaleństwo!

No tak, śmieję się nawet, że swoją cierpliwość ćwiczyłem właśnie na rybach. To nie jest zajęcie dla wybuchowych ludzi. Gdy była lepsza pogoda często jeździłem z Dominikiem Budzyńskim łowić ryby. On też wędkuje i to fajny sposób na spędzenie czasu. Odkurzyłem starą wędkę i już parę okazów udało się wyciągnąć.

Na koniec – trójka bramkarzy, których według ciebie zabierze na mundial Adam Nawałka i który z nich zacznie pierwszy mecz z Senegalem w wyjściowym składzie.

Trudny wybór, bo uważam, że mamy naprawdę bardzo dobrych bramkarzy. Czy „numerem 1” będzie Łukasz Fabiański, czy Wojtek Szczęsny – możemy być spokojni. To są świetni zawodnicy i ktokolwiek z nich stanie między słupkami, to i tak będzie to nasza mocna pozycja. Jako trzeci pewnie pojedzie Łukasz Skorupski, tak to obecnie wygląda. Chyba, że jakiś bramkarz w tym pozostałym do mistrzostw okresie zaskoczy swoją wysoką formą. W kręgu zainteresowań pewnie jest Przemek Tytoń i kilku innych golkiperów, a mamy tak dobry sztab szkoleniowy w reprezentacji, że podejmą dobrą decyzję i wybiorą najlepszą w danym momencie trójkę.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również