Wydarzenia

Dankowski: Jestem gotowy, ale...

2018-03-16 15:40:00
- Jestem gotowy do gry przez 90 minut, ale nie wiem, na jakim poziomie byłaby ta gra. Miejsce w składzie na pewno na mnie nie czeka, muszę na nie zapracować - mówi Kamil Dankowski przed meczem z Wisłą Płock.
Kamil Dankowski: Po kontuzji nie miałem jeszcze okazji zagrać pełnych 90 minut. Na Cyprze podczas sparingu z Karviną wystąpiłem przed około 70. Pierwsza połowa była na dobrym poziomie, ale w drugiej już trochę brakowało. Teraz jestem gotowy na grę od pierwszej do ostatniej minuty, ale nie wiem jeszcze, na jakim poziomie byłaby to gra.

Bardzo unikam sztucznej murawy, za trenera Urbana jednak trenowałem na takiej w Trzebnicy. Lekarz jednak odradzał mi grę w meczu na takiej nawierzchni, dlatego nie grałem w sparingach rezerw, które nie mogły być rozegrane na naturalnej murawie. Nawet zdrowych zawodników po treningach na sztucznej bolą kolana, a co dopiero kogoś po takiej poważnej kontuzji jak ja.

Nie dziwię się Makuszewskiemu, że tak szybko chce wrócić do gry. W jego sytuacji też bym się tak zachował, może grałbym już w tamtej rundzie. Widzę, że u niego wszystko idzie sprawnie do przodu, jest zaangażowany na 200%. Motywuje go mundial i dlatego robi wszystko, by wrócić na boisko jak najszybciej. Ma bardzo dużo do zyskania. Powrót tak prędko jest możliwy, ale wiele zależy od człowieka oraz od kliniki. Ja w każdym razie nie będę nigdy narzekał na trening piłkarski po takiej rehabilitacji, jaką przeszedłem. To były ciężkie chwile w moim życiu.

Miejsce w składzie nigdy nie czeka. Muszę sobie na nie zapracować. Rozmawiam z trenerami i wiem, że jestem na dobrej drodze. Ale będę musiał przesunąć z mojej pozycji kapitana! To też fajna motywacja dla mnie, by Piotrek wrócił na swoją pozycję do środka obrony, a ja wskoczył na swoją. Jednak najważniejsze jest dobro zespołu. Choćby w Krakowie wystąpiłem w końcówce na lewej obronie. Wiemy, w jakim jesteśmy miejscu i ważne jest, by w tabeli nie doszło do takiej sytuacji, jak w końcówce poprzedniego sezonu.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również