Wydarzenia

Jagieła: Ważna jest szczerość

2020-06-16 13:00:00
Opiekun ekstraligowej drużyny Śląska Wrocław Piotr Jagieła zabiera nas w świat piłki nożnej kobiet. Trener nowej sekcji WKS-u opowiada o specyfice pracy szkoleniowca w kobiecym futbolu oraz wskazuje główne różnice i podobieństwa w wydaniu piłki nożnej kobiet i mężczyzn.
Jak zaczęła się twoja trenerska przygoda z piłką nożną kobiet?

Piotr Jagieła: Decyzję o tym, że chcę zostać trenerem, podjąłem, gdy rozpoczynałem studia. Zawiesiłem wtedy buty na kołku, wcześniej grałem na poziomie IV ligi. Pracując jako trener w „Wojskowym” Śląsku, związany byłem także z SMS-em Junior, czyli szkołą, z którą KS AZS mocno współpracował. Dwa lata temu otrzymałem propozycję prowadzenia drużyny KS AZS Wrocław w Ekstralidze. Poszukiwano wówczas osoby, która jest już zorientowana w temacie piłki nożnej kobiet, a także ma odpowiednie podejście. Z punktu widzenia trenera ta praca się różni - dlatego wskazane jest raczej łagodne usposobienie i umiejętność słuchania niż postawa trenera-dyktatora.

To jednak dość nieoczywisty kierunek dla szkoleniowca.

Wcześniej pracowałem z trampkarzami i faktycznie, w piłce młodzieżowej na samym końcu najważniejsze nie są punkty, lecz rozwój poszczególnych zawodników. Na poziomie seniorskim, w Ekstralidze, te akcenty się zmieniają i decydujący staje się wynik. To była duża zmiana, ale z drugiej strony: piłka nożna kobiet nie jest w Polsce postrzegana jeszcze równie poważnie co męska, dlatego potraktowałem to jako wyzwanie. Prawda jest taka, że słyszałem wiele głosów, abym się w to nie pakował, bo praca jest ciężka, mniej zauważalna i nie warto się poświęcać. Doszedłem jednak do wniosku, że ten zespół może potrzebować mnie, a ja z kolei mogę się dzięki niemu rozwinąć jako trener i zaryzykowałem. Bo tak naprawdę wtedy jeszcze nie do końca wiedziałem, na co się piszę.

Chciałbyś w przyszłości nadal pracować w kobiecym futbolu?

Nie zamykam sobie żadnych dróg. W sporcie nie ma nic na pewno. Przyznam jednak, że odnalazłem się w tym, lubię to robić i dostrzegam w drużynie duży potencjał, choć czeka nas jeszcze mnóstwo pracy. A co przed nami? Może w Śląsku będziemy w przyszłości walczyć w pucharach? Uważam, że takie doświadczenie będzie cenne dla każdego trenera. Z pewnością pozwoli nabrać dystansu i docenić dużo kwestii organizacyjnych, które w piłce męskiej są standardem, a w futbolu w wydaniu kobiecym nadal są wypracowywane.


Z jednej strony to pytanie nieco z przymrużeniem oka, z drugiej – zadaje je sobie wielu kibiców. W jaki sposób zapanować nad „szatnią” złożoną z dwudziestu kilku dziewczyn? Jak zbudować dobrze rozumiejący się zespół?

Pewne konflikty – czy to w szatni męskiej, czy kobiecej – są nieuniknione. Mówimy przecież o dwudziestokilkuosobowej grupie, w której każdy ma swoje cele, ambicje, występują różnice charakterów. Sądzę, że najważniejszą kwestią jest tutaj szczerość, zrozumienie i jak najwięcej rozmów. Trzeba pokazać zawodniczkom, że szanujemy to, co robią. Prowadzić dialog, pytać je o zadnie. Wystarczy na chwilę postawić się na miejscu takiej piłkarki, która uprawia jednak w tym kraju sport niszowy. Przez wielu nie jest traktowana serio, często podcina się jej skrzydła na różnych etapach. Jeśli jako trener pokażesz, że doceniasz jej ciężką pracę, wyznaczysz jasne cele, to zostaniesz obdarzony szacunkiem. Ważna jest szczerość. Czasami należy schować męską dumę do kieszeni i szukać zrozumienia. Trzeba podejść do zawodniczki po partnersku.

Czy funkcjonowanie takiej grupy w futbolu męskim i żeńskim się różni?

Myślę, że dziewczyny mocniej przeżywają porażki, podchodzą do sportu bardziej emocjonalnie. Po niepowodzeniach pojawiają się łzy. Piłkarz raczej zamyka się w sobie i nie okazuje tego na zewnątrz. Trzeba być dobrym obserwatorem i wiedzieć, kiedy zainterweniować. Ale większych różnic w podejściu do treningów czy meczów nie ma. Tu i tu są osoby mniej lub bardziej ambitne, mierzące wysoko, jak i takie, które robią tyle, ile muszą.

Za co lubisz tę pracę, a które rzeczy są najtrudniejsze z twojego punktu widzenia?

Z pewnością trzeba przeprowadzać naprawdę wiele rozmów, wykazywać empatię, wchodzić też poniekąd w rolę psychologa. Mówiąc pół żartem, pół serio – jeśli masz żonę lub partnerkę, to czasami w codziennych sprawach i tak trudno jest osiągnąć zrozumienie, a co dopiero, gdy dziewczyn jest 23. Trzeba poświęcać na to dużo czasu, wychodzić z inicjatywą i zadawać dużo pytań. Ale z drugiej strony sprawia to wiele satysfakcji, jeśli udaje się komuś pomóc i ta osoba rozwija skrzydła. Zainteresowanie piłką nożną kobiet nie jest u nas jeszcze zbyt duże, nawet na najwyższym szczeblu. Brakuje zaplecza i nawet jeśli wykonujesz dobrą robotę jako trener czy zawodniczka, to dość rzadko zdarza się, że ktoś to docenia.

Biorąc pod uwagę wasze zaangażowanie, pracę wykonaną na treningach – to bardzo niesprawiedliwe.

Ze swojej strony możemy robić wszystko, aby zacierać te granice. Podnosić intensywność. Pokazywać ludziom, że chcemy grać na wysokim poziomie, prezentować nowoczesny futbol.


Jakie różnice możemy wskazać porównując piłką nożną kobiet i mężczyzn właśnie pod kątem taktycznym, organizacji gry?

To akurat wygląda bardzo podobnie. Myślę, że w dużej mierze zależy to od tego, jaki sposób gry preferuje dany trener. W polskiej lidze przeważa system 1-4-4-2, ale pojawiają się zespoły, które łamią te schematy i preferują ustawienia bardziej ofensywne.

W oczy może rzucać się fakt, że kadrę KS AZS-u, a teraz Śląska, tworzą bardzo młode zawodniczki. Jak scharakteryzowałbyś swój zespół?

Zawsze należeliśmy do grona najmłodszych drużyn w Ekstralidze. Z pewnością wyróżnia nas też to, że kilka 17- czy 18-letnich zawodniczek gra u nas w wyjściowej jedenastce. Wierzymy, że w ten sposób będą się najlepiej rozwijać. Potwierdza się to choćby poprzez powołania do młodzieżowych reprezentacji Polski, których w tym sezonie mieliśmy siedem. Jako trener stawiam nacisk na to, aby zawodniczki rozumiały piłkę nożną, wiedziały jak reagować i jakie decyzje podjąć w każdej sytuacji. Bazujemy na tym, aby umiały sobie poradzić w różnych ustawieniach, a przy tym potrafiły płynnie je zmieniać. Chcemy grać ofensywnie, a po stracie piłki szybko ją odzyskiwać. I co bardzo dla mnie istotne, chciałbym, aby dziewczyny po prostu czerpały radość z tej gry.

Rozgrywki Ekstraligi 2019/20 KS AZS zakończył na 9. miejscu. Jak podsumowałbyś ten sezon w waszym wykonaniu?

Cieszy mnie rozwój zespołu, jak i poszczególnych zawodniczek. Każda z dziewczyn zrobiła wyraźny krok naprzód. Rozwijamy się na miarę naszego potencjału. Nie jest też tak, że w tej chwili mamy kadrę, która każe nam bić się o medal. Potrzebujemy czasu, musimy pracować też nieco nad aspektami fizycznymi, bo tak jak mówiłem, różnice wiekowe są znaczne.

Jak odbierasz połączeniu sił KS AZS-u ze Śląskiem Wrocław?

Jestem bardzo dumny i szczęśliwy, bo mówiło się o tym od lat, a doszło do tego właśnie teraz, gdy mam okazję pracować z tym zespołem. Niezmiernie się cieszę, ponieważ uważam, że to najlepsza możliwość rozwoju drużyny i impuls dla całej polskiej piłki kobiecej. Marketingowo i organizacyjnie to strzał w dziesiątkę. Wiemy, że Śląsk jest wielkim klubem, z doświadczeniem także na arenie międzynarodowej. I teraz ci ludzie będą nam pomagali i służyli radą. Mam nadzieję, że będzie to pewien trend i inne zespoły Ekstraklasy również będą tworzyć sekcje kobiece.
Autor: Tomasz Szozda, Fot. Dawid Antecki

Zobacz również