Wydarzenia

Jak Wiślak został Ślązakiem | Wokół Śląska

2020-11-17 14:00:00
Na kartach historii WKS-u wyróżniło się nie tylko wielu piłkarzy, ale również wyjątkowi trenerzy. W pierwszym odcinku nowej serii w ramach "Wokół Śląska" przedstawiamy Władysława Giergiela, który jako pierwszy szkoleniowiec wprowadził WKS do ekstraklasy.

 

Władysław Giergiel to kawał historii polskiego futbolu. Był nie tylko wybitnym trenerem Śląska Wrocław, ale również świetnym piłkarzem krakowskiem Wisły. Przyszły zawodnik i szkoleniowiec urodził się 29 września 1917 roku w Krakowie. Był wychowankiem Grzegórzeckiego Kraków. Jako młody chłopak bardzo chciał trafić do Cracovii, bowiem jego nauczycielem i idolem był Józef Kałuża - legendarny napastnik Pasów i reprezentacji Polski.

Szatniarz na drodze do Pasów

W 1933 Giergiel - wraz ze swoimi kolegami z Grzegórzeckiego - mając pisemną rekomendacją Kałuży miał spróbować swych sił w juniorach Cracovii, jednak młodych piłkarzy mało poważnie potraktował... szatniarz Pasów. Nie chciał on rozmawiać z początkującymi zawodnikami i polecił zgłosić się ponownie do klubu za kilka dni. Rozgoryczeni młodzieńcy po naradzie udali się do lokalnego rywala, czyli Wisły. Na Reymonta trafili akurat na trening juniorów Białej Gwiazdy. Ekipie z Grzegórzeckiego zaproponowano rozegranie z nimi sparingu, który niespodziewanie wysoko wygrali. Trenerzy Wisły poczęstowali ich słodyczami i zaproponowali, by zostali piłkarzami ich klubu. W ten sposób oprócz Giergiela do Wisły trafił też m.in. Mieczysław Gracz - zawodnik, który później także mocno zapisze się w historii Białej Gwiazdy. Po latach pod Wawelem żartowano, że był to najlepszy transfer w historii klubu. Natomiast w Cracovii długo żałowano, że chłopakom z Grzegórzeckiego tak łatwo pozwolono odejść do konkurencji.



Konspiracyjna piłka

 
Giergiel z juniorami Wisły w 1936 zdobył mistrzostwo Polski juniorów. Później długo grał w jej rezerwach, a w kwietniu zadebiutował w pierwszej drużynie. I był to debiut bardzo udany.  Już w maju strzelił hat-tricka w meczu derbowym z Cracovią. Wiślacy ostatecznie wygrali 5:1, a bohaterem meczu jednomyślnie uznano Giergiela. Wydawało się, że kariera stoi przed nim otworem. Najlepsze lata zabrała mu jednak wojna. 
 
Wielu ekspertów - w tym inny wybitny piłkarz Wisły Henryk Reyman - uważało, że gdyby nie okupacja, Giergiel mógłby zrobić wielką karierę, choć i tak do końca lat 40. zaliczał się do najlepszym skrzydłowych w Polsce. W czasie wojny nie mógł żyć bez piłki i brał udział w konspiracyjnych rozgrywkach w Krakowie. Był też uczestnikiem meczów Warszawa - Kraków, które rozgrywano w Piasecznie. W czasie powrotu pociągiem z jednego z takich meczów został poważnie ranny w nogi.  Po wojnie mocno zaangażował się w reaktywację sekcji piłkarskiej Wisły. Z Białą Gwiazdą zdobył mistrzostwo Polski w 1949 roku a wcześniej dwukrotnie wicemistrzostwo Polski (1947, 1948).
 
Z precyzyjnych dośrodkowań Giergiela piękne bramki zdobywali m.in. Mieczysław Gracz i Józef Kohut. W lipcu 1947 w przegranym 1:2 meczu z Rumunią jedyny raz wystąpił w reprezentacji Polski.  W 1950 zakończył karierę piłkarską i został trenerem. Prowadził m.in. Wawel Kraków (awans do ekstraklasy i Puchar Zlotu), Zawiszę Bydgoszcz, Polonię Gdańsk (awans do II ligi), krótko Ślęzę Wrocław i Zagłębie Wałbrzych (awans do III ligi).



Jak Wiślak został Ślązakiem

 
W 1960 roku razem z żoną Giergiel przeprowadził się z Krakowa do naszego miasta, a w styczniu 1962 r. został trenerem Śląska. Na Oporowską ściągnął go generał Czesław Waryszak, który znał go z wspólnej pracy w Wawelu Kraków. W historii naszego klubu zapisał się jako pierwszy trener, który wprowadził wrocławian do ekstraklasy. 
 
Jesienią 1963 podopieczni Giergiela zakończyli pierwszą rundę II ligi na pozycji lidera, a wiosną bili się o ekstraklasę ze Startem Łódź i Zawiszą Bydgoszcz. 6 czerwca 1964 r. Ślsk, zajmujący miejsce na szczycie tabeli, w spotkaniu na szczycie podejmował na stadionie przy ul. Oporowskiej wicelidera z Łodzi. Do awansu  WKS potrzebował tylko remisu. Spotkanie było bardzo zacięte i wyrównane. Dopiero na dwie minuty przed końcowym gwizdkiem sędziego gol głową Zygfryda Blauta przesądził o wygranej w tym spotkaniu, która dawała tak długo oczekiwany awans do ekstraklasy. Wrocław oszalał!

"Giergiel i jego gwiazdy", czyli drużyna, która wprowadziła Śląsk do ekstraklasy
 
W pamiętnym spotkaniu ze Startem Łódź WKS zagrał w składzie: 
Piotr Brol - Władysław Poręba, Rudolf Siegert, Zygfryd Blaut, Władysław Żmuda I, Eugeniusz Kulik, Walenty Czarnecki, Stefan Szefer, Hubert Skowronek, Joachim Stachuła i Paweł Śpiewok. Ponadto w sezonie 1963/64 w ekipie Giergiela grali: bramkarze Jerzy Apostel i Klaus Masseli oraz gracze z pola: Reinhard Pilarek, Fryderyk Cholewa, Wacław Jarmuż, Józef Klimza, Alojzy Krzywoń, Zbigniew Lenczowski, Tadeusz Płaneta, Rudolf Stach, Józef Mokrus, Rainer Kuchta, Mirosław Kaźmierski i Henryk Majnusz. Im wszystkim, prowadzonym przez szkoleniowca z Krakowa, Wrocław zawdzięcza pierwszy awans na najwyższy szczebel rozgrywkowy.

"Giergieliki" zachwycają Wrocław

 
Zawodników Śląska od nazwiska trenera zwano wówczas we Wrocławiu "Giergielkami". Wielu z nich trafiło do WKS-u w ramach służby wojskowej, z reguły z klubów z niższych lig. Giergiel z tych mało znanych piłkarzy, którzy w większości grali ze sobą dopiero od roku, potrafił stworzyć zgrany i dobrze rozumiejący się kolektyw. Wrocławskiego szkoleniowca docenili też kibice i w 1963 roku został wybrany Najlepszym Trenerem na Dolnym Śląsku w Plebiscycie Słowa Polskiego.
 
Pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej był dla beniaminka bardzo trudny, ale Giergiel zdołał utrzymać Śląsk w ekstraklasie, a wojskowi byli wówczas najmłodszą drużyną ligi. Zespół robił się na tyle popularny, że stadion przy ul. Oporowskiej zrobił się dla "Giergielików" za mały. Wiosną wojskowi przenieśli sie na Stadion Olimpijski. W maju mecze Śląska z Górnikiem Zabrze (3:3) i ŁKS-em Łódź (2:1) oglądało po 40 tysięcy kibiców.

"Z nożycami to proszę do krawca!"

 
Trener Giergiel miał zwyczaj spotykać się ze swoimi piłkarzami na kawie w KDM-ie na Placu Kościuszki. Szkoleniowiec Śląska był bardzo dobrym gawędziarzem i miał w kawiarni zawsze spore grono słuchaczy. Miał też specyficzne poczucie humoru. Gdy proponowano mu, by lepiej przyjrzał się jednemu z zawodników rezerw, który w ostatnim meczu strzelił pięknego gola nożycami, odpowiedział „z nożycami to proszę do krawca!".
 
Latem 1965 r. Giergiel dostał propozycję przejścia do Górnika Zabrze, wówczas najlepszego polskiego klubu, na którą przystał i w sezonie 1965/66 wywalczył mistrzostwo Polski i awansował do finału Pucharu Polski. Mimo że z Górnikiem osiągnął największy sukces trenerski, to jednak pracy w Zabrzu nie wspominał najlepiej. A nieznajomość gwary śląskiej spowodowała, że już nigdy nie podjął się prowadzenia klubu z Górnego Śląska.
 
Po odejściu z Zabrza trenował drużyny zaplecza ekstraklasy: Górnika Wałbrzych, Motoru Lublin i Hutnika Kraków, a także zespoły z niższych lig takie jak Bielawianka Bielawa, BKS Bolesławiec, Piast Słupiec, Celuloza Kostrzyn czy też MZKS Ostrołęka i Unię Kalety.



W sercu Śląsk i Wisła

 
Na początku lat 80. wyjechał do syna do USA, gdzie trenował juniorów Eagles Chicago. Po powrocie do Polski współpracował z Romanem Durniokiem - swoim byłym podopiecznym z Wawelu. Pomagał mu w prowadzeniu najpierw Wisły Kraków, a później Szombierek Bytom.  Po zakończeniu kariery trenerskiej często można go było spotkać na Oporowskiej na meczach Śląska, ale jeździł też do Krakowa, na spotkania Wisły. 19 października 1991 miał pojawić się pod Wawelem na meczu Białej Gwiazdy ze Stalą Stalowa Wola. Niestety, tego spotkania już nie zobaczył. Nie zdążył też spisać wspomnień o swojej bogatej karierze piłkarskiej i trenerskiej. Te plany przerwała nagła śmierć. Zmarł we Wrocławiu, 17 października 1991 roku.  Został pochowany na Cmentarzu Grabiszyńskim. Pracował w wielu klubach, ale jak często powtarzał kochał dwa - Wisłę Kraków i Śląsk Wrocław.
Autor: Krzysztof Mielczarek, Fot. archiwum

Zobacz również