Wydarzenia

Kovacević. Bałkański charakter

2017-01-29 18:00:00
Szybko zaaklimatyzował się w zespole i ma już za sobą pierwsze występy w zielono-biało-czerwonych barwach. O sobie mówi, że jest nieustępliwy i nigdy się nie poddaje. Aleksandar Kovacević w pierwszym wywiadzie po przyjściu do WKS-u opowiada o Śląsku, obozie w Side i wielu innych kwestiach. Zapraszamy do lektury.
Dlaczego Śląsk?
 
Aleksandar Kovacević: Nie ukrywam, że miałem kilka ofert. Zainteresowane mną było też Kansas City z amerykańskiej MLS i Haugesund z norweskiej ligi. Prowadziliśmy z nimi rozmowy, ale Śląsk był najkonkretniejszy. Ja sam też nie chciałem mocno zmieniać otoczenia. Uważam Śląsk za mocną drużynę, która ma ugruntowaną pozycję w Polsce. Takie miałem odczucia względem wrocławskiego klubu. W mojej ocenie był najlepszym kierunkiem i nie żałuję, że wylądowałem tutaj. Ważnym elementem było też to, że znam ligę, wiem, jak się tu gra. To ważne dla mnie, bo chcę grać jak najwięcej. Dlatego po części to wypożyczenie. Kolejnym argumentem jest fakt, że Ostoja tu gra, z którm znam się z czasów gry w Serbii. Dużo rozmawialiśmy i on pomógł mi w podjęciu decyzji. 
 
Grałeś przeciwko Śląskowi w Gdańsku, za Tobą też już kilka dni w nowym zespole. Jakie się twoje pierwsze odczucia? 
 
Tak, grałem przeciwko Śląskowi, ale krótko. Podajże 10 minut w wygranym spotkaniu przez Lechię 3:0. Z zespołem jestem niespełna tydzień, więc nie mogę dużo powiedzieć. Na pewno stać nas na więcej niż 12. miejsce w tabeli. Jeśli chodzi o pierwsze chwile w drużynie, to za mną dobra aklimatyzacja. Poznałem się z chłopakami, ale najczęstszy kontakt mam z Ostoją, z którym zresztą jestem w jednym pokoju na obozie. Ze sztabem też często rozmawiam, dają mi dużo wskazówek i mogę skupić się na wkomponowaniu się w styl nowego zespołu.
 
W Side ciężko pracujecie. Czujesz zmęczenie?
 
Tak, ale ten obóz traktuję jako czas na mocny trening. Jeśli chce się grać, trzeba skupić się na pracy. Na pewno jest ciężko, dużo trenujemy i organizm nie ma dostatecznie dużo czasu an odpoczynek. Skupiam się na sobie, a w wolnym czasie lubię obejrzeć film czy posłuchać muzyki we własnym pokoju.

 
Szybko dostałeś szansę na grę. Na koncie masz już dwa mecze w zielono-biało-czerwonych barwach. 
 
Nie ukrywam, że byłem zaskoczony, gdy dostałem szansę na grę w pierwszym sparingu i to od pierwszej minuty. Dla mnie to bardzo ważne, bo przez ostatnie trzy miesiące bardzo rzadko przebywałem na boisku. Najczęściej wchodziłem z ławki na końcowe minuty. Jestem zadowolony ze swojej postawy i mam nadzieję, że z każdym meczem będzie lepiej. Zagrałem też w drugim sparingu, więc nie mam powodów do narzekania. Na pewno jednak nie czuje się optymalnie. Jak już wcześniej mówiłem, ciężko pracujemy na treningach. Mam nadzieję, że wiele meczów w Śląsku przede mną i będę walczyć o miejsce w podstawowej jedenastce.
 
- W WKS-ie jesteś jednym z trzech zawodników spoza Unii Europejskiej (obok Ryoty Morioki i Lashy Dvalego), a na boisku równocześnie może grać dwóch. Jak do tego podchodzisz?
 
Taka sytuacja spotkała mnie w Lechii, więc nie jest to nic nowego. To piłka nożna, a my jesteśmy profesjonalistami. Podchodzę do tego, jak do normalnej rywalizacji. Grać będzie lepszy, a decyzja kto znajdzie się na boisku, należy do sztabu szkoleniowego.
 
Jeśli jesteśmy przy Lechii. Myślisz, że zdobędzie mistrzostwo kraju?
 
Na pewno to mocna drużyna, ale nie mieliśmy presji i dalej nie ma, żeby robić wyniki. Może dlatego tak wysoko Lechia stoi w tabeli. W Lechii jest szeroka kadra i mocna rywalizacja o grę. To ją napędza. Czy zdobędzie mistrzostwo? Kibicuję jej mocno!
 


W mediach krąży opinia, że na boisku jesteś „zadaniowcem”. Lubisz też grę ofensywną...
 
To prawda, ale taki przydomek przylgnął do mnie dopiero w Lechii. Trener Nowak przydzielał mi specjalną rolę na boisku i musiałem przykładowo pilnować szczególnie jednego piłkarza. Wcześniej nie zdarzały się takie sytuacje. Co do drugiej części: piłka można polega na strzelania goli, jeśli jest okazja, to podłączam się. W Lechii zdobyłem trzy bramki w trzydziestu meczach jako defensywny pomocnik, więc chyba coś w tym musi być.
 
Jak oceniasz polską ligę, przyrównując ją do serbskiej?
 
Polska piłka jest na pewno szybsza. Polega na sile i dynamice, a do tego dochodzi bardzo dobra infrastruktura. Macie nowoczesne stadiony, a dzień meczowy jest dobrze zorganizowany. Każdy mecz można zobaczyć na żywo w telewizji i pod tym względem jest to bardzo duża różnica w porównaniu z realiami w Serbii. To się też przekłada też na poziom sportowy.
Jeśli chodzi o Serbię, to jest to utalentowana nacja. Piłka polega na grze technicznej i mamy dużo dobrych pikarzy. Problem jest jednak w braku pieniędzy. Wielu zawodników nie umie się przebić do profesjonalnej piłki i słuch o nich ginie.
 
Z Crveną Zvedą zdobyłeś dwa mistrzostwa kraju. Występowałeś też w reprezentacji do lat 21. Opowiedz o tym okresie.
 
Mieliśmy bardzo silną reprezentację, ale nie zdołaliśmy osiągnąć wielkiego sukcesu. Tego żałujemy, ale wpływ miało wiele okoliczności… W drużynie drzemał duży potencjał, ogólnie serbskie drużyny młodzieżowe słyną z dobrej gry i zdobywamy systematycznie tytuły. Okres w młodzieżówce wspominam bardzo dobrze, był to dobry czas dla mnie, ale tak jak mówiłem: żałuję, że nie został podkreślony osiągnięciem na wielkim wydarzeniu sportowym. 

Na poziomie seniorskim już znacznie ciężej o miejsce w kadrze reprezentacji Serbii. Widzisz się w niej w przyszłości?
 
To bardzo długi temat. Na razie nie myślę o tym, bo gry w moim wykonaniu było mniej. Na mojej pozycji grają bardzo dobrzy zawodnicy – Matić czy Mitrović - którzy grają w mocniejszych ligach i zespołach. Nie mówię jednak „nie”. Robię swoje i może moje marzenie się kiedyś spełni.
 


Dobrze czujesz się w Polsce? 
 
Gdy tu przyjeżdżałem, nie wiedziałem prawie nic o Polsce, a jeszcze mniej o Gdańsku. Życie tutaj było dla mnie zagadką. Na miejscu byłem bardzo zaskoczony. W Gdańsku od razu poczułem się bardzo dobrze. Zobaczyłem ładny kraj i widać, że standard życia jest na dobrym poziomie. Wiem, że Wrocław jest pięknym miejscem, ale nie miałem okazji jeszcze zwiedzić miasta. Na pewno to jednak niebawem zrobię.
 
Obserwując Ciebie, można mieć wrażenie, że nie lubisz, być w centrum uwagi. 
 
Można mieć takie wrażenie, ale bez przesady. My, ludzie z Bałkanów, jesteśmy nieustępliwi. Nigdy nie odpuszczamy i zawsze walczymy do końca. Jest w nas duża determinacja. To jest bałkański charakter.
 
A na koniec wróćmy do samego początku. Jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką?
 
W młodym wieku udało mi się wskoczyć do szkółki Crveny Zvezdy. Tam spędziłem 10 lat i to tam zacząłem przygodę z piłką. Jako młodzieżowiec przeniosłem się do greckiego Olympiakosu, ale po 6 miesiącach musiałem wrócić, bo okazało się, że są problemy z moimi dokumentami. Wróciłem do Crveny, ale zaczęły się wypożyczenia. Najpierw FK Sopot, ale tam mało grałem. Przeniosłem się do Spartaku Subotica i tam się odbudowałem. Potem wykupiła mnie znów Crvena, z którą wywalczyłem dwa mistrzostwa kraju. W 2015 roku przeniosłem się do Polski, a obecnie gram dla Śląska. To moja historia.
 
Autor: Michał Krzyminski, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również