Wydarzenia

"Krytykę zaczynam od siebie" - wywiad z kapitanem

2018-02-04 14:00:00
Obozy przygotowawcze to zawsze jeden z najważniejszych momentów sezonu. O kończącym się obozie WKS-u na Cyprze, ale i o tych minionych, o podejściu do pracy, stylu życia, trenerze Lenczyku, jodze, planach i marzeniach rozmawiamy z Piotrem Celebanem, kapitanem Śląska Wrocław.
Ayia Napa, wschód słońca, morze, piękne, puste plaże. Idealne miejsce do wyciszenia i koncentracji na pracy przed rundą wiosenną.
 
To prawda, okolicę mamy piękną. Nad morzem można trochę się zrelaksować, poczytać książkę albo zrobić zdjęcie. Dobre miejsce na „selfie” (śmiech). Ale rano, przed śniadaniem, plaża to przede wszystkim idealne miejsce, żeby sobie pobiegać. Wszystko po to, by jak najlepiej prezentować się w lidze. A patrząc na ostatnie pół roku, to niestety wyglądaliśmy mocno średnio. I trzeba to uczciwie przyznać. Mamy lepszy zespół niż miejsce w tabeli, ale życie kilka razy brutalnie nas zweryfikowało. Nasza drużyna dopiero się tworzyła, a nowi zawodnicy byli na różnych etapach przygotowania fizycznego. Część z nich w poprzednich klubach nie grała zbyt często, inni mieli problemy ze zdrowiem. Potrzebny był czas. Dlatego teraz trzeba więcej pracować i więcej wymagać od siebie. I mówię to oczywiście również o sobie. Nie jestem zadowolony z minionej rundy, bo w wielu meczach popełniałem błędy. Nie mam problemu, by się do tego przyznać. Zawsze krytykę zaczynam od siebie.
 
Robisz więc coś więcej, by wiosna była lepsza? Czy przy twoim podejściu do treningów trudno już coś dołożyć?
 
Staram się z całych sił być dobrze przygotowanym na wiosnę. Nie tylko podczas treningów całego zespołu, ale i robię coś samemu, dodatkowo ćwiczę,  biegam. Mam taką zasadę: gdy brakuje ci sił – idziesz i biegasz. Ja robiłem tak wielokrotnie. Oczywiście wszystko jest za zgodą trenera, nic nie dzieje się za plecami. Trzeba wycisnąć z siebie maksa. Jeśli każdego dnia zrobisz wszystko, by o 1% podnieść swoje umiejętności, to w końcu staniesz się lepszym piłkarzem. Jeśli nie będziesz się przykładać do treningów,  to słabiej będzie wyglądać twoja gra w lidze. Prosta zależność.
 
Wyobrażasz sobie kolejną wiosnę z walką o pozostanie w lidze?
 
Ja już mam dosyć gry o utrzymanie. Dwa lata o to graliśmy, znamy to uczucie, gdy w każdym meczu walczysz o życie. Nie ma zawodnika, który chciałby mieć w CV spadek z ligi. Kontrakt kontraktem, ale każdy ma swoje ambicje. Ja po skończeniu kariery chce się czuć piłkarzem spełnionym – obojętnie, co się osiągnie, bo tego nigdy nie można być pewnym. Ale chcę mieć satysfakcję, że dałem maksa. Nie zawsze predyspozycje pozwalają wzbić się na same wyżyny futbolu, ale jeżeli możesz każdego dnia zrobić coś ponad, przekroczyć swoje granice, to na pewno będziesz czuł się lepiej, nawet jeśli ostatecznie nie osiągniesz wszystkiego, co chciałeś.

 
Jesienią WKS nie osiągnął wszystkiego, co chciał. Ale były również bardzo dobre momenty.
 
Były fajne mecze z Legią, z Lechem, z Pogonią. Ale dla mnie to za mało. Śląsk jest dla mnie najważniejszy w całej profesjonalnej przygodzie z piłką. Jestem wychowankiem Pogoni, ale większość kariery spędziłem we Wrocławiu, osiągnąłem coś z tym klubem, jednak w polskiej lidze można dużo dużo więcej. Uważam, że my, z naszym potencjałem, powinniśmy być w piątce najlepszych drużyn tabeli. Przed nami nowa runda, mam nadzieję, że zdecydowanie lepsza. Szczególnie musimy poprawić grę na wyjazdach. W pierwszych czterech kolejkach mamy trzy wyjazdy i wierzę, że wreszcie nastąpi to przełamanie.
 
Już 10 lutego z Cracovią?
 
Oczywiście najlepiej byłoby wygrać od razu, już Cracovią. Zagramy przy pustych trybunach, może to będzie jakiś mały handicap. Według mnie to kara i dla kibiców, i dla zawodników. Po to trenujemy, by grać przy dla fanów, by nas oglądali i dopingowali. Ale to nie nasza decyzja. My jedziemy, żeby wygrać, niezależnie od okoliczności. Mam nadzieję, że wszyscy będą dobrze przygotowani do tego meczu.
 
Ty ostatnio dodałeś nowy element do swoich przygotowań.
 
Jogę traktuję jak dodatkową formę treningu, która pozwala mi lepiej poznać możliwości mojego ciała. Ćwiczę ją pod okiem doktor Ewy Moroch. Pełni ona funkcję nie tylko psychologa sportowego w naszej akademii piłkarskiej, gdzie stale pomaga młodym chłopakom, ale jest także zawodową joginką, zresztą bardzo uznaną w kraju. Stworzyliśmy wspólnie program Yoga sport, który można oglądać w serwisie Youtube. W pewnym wieku trzeba znaleźć nowy bodziec dla organizmu. Po tysiącach godzin na treningach, na boisku, ciało przyzwyczaja się do pewnych nawyków. Trzeba dodawać mu bodźców innymi elementami. Jeśli chodzi o jogę dla sportowców, to oczywiście polecam mój fanpage, gdzie pokazujemy pewne elementy, które są mi potrzebne. Mam taką genetykę, że jak pójdę na siłownie parę razy, to od razu rosnę i sztywnieję. A po trzydziestce organizm zachowuje się inaczej. Musi być elastyczny, by ciągle trzymać wysoki poziom. Uważam, że to dla mnie bardzo dobre.
 
Gdy byłeś młodszy, świadomość własnego organizmu była u ciebie mniejsza. Jak to się stało, że o mało co nie wylądowałeś na stole operacyjnym?
 
Kiedyś przesadzałem z siłownią. Chodziłem  na nią przed treningiem, po treningu. Byłem młody, chciało się fajnie wyglądać. I nie zawsze robiłem to z głową. Dlatego w pewnym momencie miałem problemy z mięśniami brzucha, z pachwinami. Lekarze powiedzieli mi, że mam przepuklinę i potrzebuję operacji. Dzięki współpracy z doktor Ewą Bieć lepiej poznałem swoje ciało, zacząłem trenować inaczej, pracować nad mięśniami głębokimi. Jak tylko czuję jakiś dyskomfort, to znaczy, że potrzebuję się dobrze porozciągać. By odpowiednio wyglądać muszę nie tylko dużo biegać, ale i chodzić na siłownie, rozciągać się, trenować elementy piłkarskie. Trzeba przykładać wagę do wszystkiego.

 
Tegoroczny obóz, podczas którego rozmawiamy, odbywacie w miejscu dla Śląska szczególnym. Tutaj przygotowywaliście się również z trenerem Lenczykiem przed pamiętnym, mistrzowskim sezonem 2011/12.
 
Doskonale pamiętam tamten obóz. Śmiejemy się, że ściana, która jest przy boisku treningowym i o którą czasem odbijamy piłkę, to „ściana sukcesu”. Za trenera Lenczyka mieliśmy wspaniały czas, zdobywaliśmy trofea. On był takim szkoleniowcem, który - według mnie - wyprzedził epokę. Robiliśmy ćwiczenia „na gumie”, ćwiczenia koordynacyjne. Teraz wygląda to podobnie, a nazywa się „crossfit”. Naprawdę to są podobne rzeczy. I one dają efekt. Piłka nożna to nie tylko gra na boisku, ale wszystko dookoła. Siła, koordynacja, zwinność, trening ogólnorozwojowy. Połączenie tego wszystkiego skutkuje wynikami. 
 
Trener Lenczyk to dla ciebie ważna osoba nie tylko ze względu na sukcesy sportowe.
 
Dużo mu zawdzięczam. A niektórzy twierdzą, że był między nami konflikt… Kto wtedy był w klubie, wie, przez co przechodziłem w 2012 roku, jak trudny to był dla mnie czas. Po meczu z Widzewem dowiedziałem się, że zmarł mój ojciec. To był ciężki moment, tato był dla mnie wzorem do naśladowania, po każdym meczu rozmawialiśmy ze sobą, analizowaliśmy grę. Wtedy zostało to brutalnie przerwane. Gdy przekazałem to trenerowi Lenczykowi, nic nie powiedział. Przytulił tylko i dodał, bym jechał do domu i wracał, kiedy będę gotowy. Tak zrobiłem. Wróciłem po tygodniu, przed meczem z Koroną. Trener spytał, czy jestem gotowy do gry. Powiedziałem, że tak i wystawił mnie w pierwszym składzie. Takich rzeczy się nie zapomina. Sport sportem, ale w życiu są chwile, w których on schodzi na drugi plan.
 
Takie chwile to również narodziny dziecka.
 
Wtedy trener świetnie się zachował. 24 kwietnia urodził się mój syn i dostałem wolne od trenera, bo powiedział, że w takich chwilach muszę być przy żonie, zobaczyć dziecko. To coś wspaniałego, coś, co zmienia perspektywę naszego patrzenia na życie. A nawet zmienia całe życie. I w moim przypadku tak było.

 
Rzeczywiście działo się dużo. Narodziny syna, mistrzostwo Polski i wyjazd do Rumunii.
 
W Śląsku skończył mi się kontrakt i wylądowałem w FC Vaslui. To był ciężki okres ze względu na rozłąkę z rodziną, ale dobry pod względem rozwoju kariery. Były problemy finansowe, kontrakt rozwiązałem po roku i 8 miesiącach, ale czas tam spędzony dużo mnie nauczył. Tam tak naprawdę miałem bardzo ciężkie treningi.  Po niektórych zajęciach człowiek nie miał siły dojść do łóżka. Ciężka praca sprawia, że w meczu masz dużo siły i nie kalkulujesz. U mnie tak się stało i trafiłem do reprezentacji Polski. Gdy masz mniej sił, to częściej popełniasz błędy, często bardzo proste, których normalnie byś nie popełnił.
 
Czyli wszystko zaczyna się na treningu.
 
Trening treningiem, ale ważny jest również styl życia. On powoduje, że możesz się wzbić na wyżyny. Ja wstaję skoro świt, śniadanie, przygotowanie do treningu, odpoczynek, kolejny treningi i koło 22-23 kładę się spać. Żeby 7-8 godzin odpocząć, wyspać się i mieć energię do pracy. Wtedy forma jest odpowiednia. W sezonie nie ma czasu na atrakcje, dyskoteki czy tego typu rzeczy. Moment na relaks jest po rozgrywkach. Ale sezon to jest świętość. Trzeba być w stu procentach gotowym, by dobrze zagrać w meczu.
 
Gotowy do gry jesteś już od 70 meczów z rzędu.. Wiosną chyba nie zamierzasz przerywać tej passy?
 
Mam nadzieję, że tak będzie nadal, że trener będzie na mnie stawiał. Nigdy nie miałem konfliktu z żadnym trenerem, zawsze relacje były bardzo dobre. Ja jestem od pracy, a nie od dyskusji na różne tematy ze szkoleniowcem. Skupiam się na sobie, na tym, co chcę osiągnąć z drużyną Śląska. A oczywiście chciałoby się mistrzostwa Polski i Pucharu. Rozgrywki o Puchar Polski nam nie leżą i wreszcie trzeba to przełamać. To już jednak cel na przyszły sezon. W tym liczy się przede wszystkim awans do górnej ósemki.
Autor: Jędrzej Rybak, Daniel Biernat, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również