Wydarzenia

Łabojko: Zespół jest scalony

2019-10-24 09:00:00
Od początku sezonu występował w każdym meczu, aż nie nadeszło starcie z byłą drużyną - Rakowem Częstochowa. W Bełchatowie Jakub Łabojko cały mecz przesiedział na ławce. - Oczywiście, że chciałem zagrać, niemniej rozumiem decyzję trenera. Jest duża rywalizacja w drużynie, ale zespół jest scalony. Wierzę, że dzięki temu od meczu z Arką zwycięstwa powrócą - mówi środkowy pomocnik Śląska Wrocław.
Za Śląskiem nieudany mecz w Bełchatowie, który przedłużył serię meczów bez zwycięstwa do ośmiu (licząc Puchar Polski). Paradoksalnie, gorsze wyniki WKS notuje z rywalami teoretycznie słabszymi, zajmującymi niższe miejsca w ligowej tabeli. - Na pewno druga część sezonu wygląda gorzej niż pierwsza. Jeśli ktoś jednak powie, że to dlatego, że na początku mieliśmy mocniejszych rywali i bardziej się koncentrowaliśmy na tych meczach - będzie to nieprawda. Staramy się trzymać naszej wizji, grać w swoim stylu i wygrywać w każdym meczu. Wierzę, że od meczu z Arką zwycięstwa powrócą - mówi Jakub Łabojko, pomocnik Trójkolorowych.
 
Pierwsze mecze sezonu wyglądały lepiej, choć na boisku nie pojawiało się wielu graczy. Zwykle trener Lavička rotował wokół 14-15 piłkarzy, którzy odpłacali się dobrą postawą na boisku. Później do słowa doszły jednak zawieszenia za kartki oraz kontuzje, które również w ostatnim spotkaniu dały się we znaki. - Nie wydaje mi się, by przyczyną słabszych wyników były braki w składzie - twierdzi jednak Łabojko. - Zawieszenia i kontuzje zdarzają się w każdej drużynie, to wkalkulowane w piłkę nożną. W zespole jest duża rywalizacja, mamy równorzędnych graczy na daną pozycję. Gdy spojrzymy na środkową linię, to zawodników do grania jest przynajmniej ośmiu. Każdy chce grać, każdy, gdy dostaje szansę, robi wszystko, by ją wykorzystać. Zapewniam jednak, że mimo sporej konkurencji oraz słabszych ostatnio wyników, zespół jest scalony, jesteśmy jednością, nie ma złej atmosfery. Nie jesteśmy teraz zadowoleni z naszej gry, ale podniesiemy się z tego dołka - zapewnia.
 
- Spadliśmy w tabeli i to z pewnością denerwujące. Byliśmy w czubie, a teraz otwieramy dolną ósemkę. Szatnia jest jednak taka, jak była - skonsolidowana i skoncentrowana zawsze na najbliższym meczu, z pragnieniem zwycięstwa. Nie ma złych emocji. Czegoś brakuje w naszej grze, jednak w najbliższych meczach postaramy się to zmienić - dodaje 22-letni zawodnik, dla którego obecny sezon jest drugim na poziomie ekstraklasy. Do Śląska przyszedł latem 2018 roku z zespołu... Rakowa Częstochowa. I choć w bieżących rozgrywkach Jakub zagrał dotychczas we wszystkich spotkaniach, w tym dziewięciu kolejnych w wyjściowym składzie, to właśnie starcie z byłym klubem musiał przesiedzieć na ławce rezerwowych. - Czy bardzo byłem rozczarowany? Może tak, ale najważniejsze jest dobro zespołu i ja to rozumiem. Liczy się to, by drużyna wygrywała, tylko to jest ważne. W tym meczu trener zadecydował inaczej, ja nie zagrałem, choć z pewnością bardzo chciałem wystąpić i pokazać się byłemu szkoleniowcowi, byłym kolegom z drużyny, prezesowi. Nie zapominajmy, że jest jeszcze mecz w rundzie wiosennej, a może spotkamy się z Rakowem w górnej ósemce? Bardzo bym tego chciał i postaram się, by wtedy dostać szansę, więc nic straconego - kończy defensywny pomocnik.
 
Najbliższe spotkanie WKS rozegra w niedzielę, przeciwko Arce Gdynia. Czy z Jakubem Łabojką w pierwszym składzie? O tym przekonamy się o godz. 15 na Stadionie Wrocław. Bilety do kupienia TUTAJ.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również