Wydarzenia

Magiera: Będziemy grać o zwycięstwo

2021-10-22 14:30:00
Przed meczem 12. kolejki PKO Ekstraklasy z Wisłą Kraków na pytania dziennikarzy odpowiedział Jacek Magiera, trener Śląska Wrocław.
Jacek Magiera: Nie uważam, że to jeden z najważniejszych meczów za mojej kadencji w Śląsku Wrocław. Mecz z Rakowem był bardzo dobry w naszym wykonaniu, jak i bardzo dobry ze strony Rakowa. Spotkały się dwie wyrównane drużyny i wynik mógł pójść w każdą stronę. Straciliśmy dwa gole w najlepszym dla siebie momencie na boisku. Te akcje nas nie zaskoczyły. Wiedzieliśmy, że Ivi Lopez, gdy dostanie centymetr wolnej przestrzeni to zrobi z tego pożytek. Dobrze jednak zareagowaliśmy. Zdobyliśmy bramkę po bardzo ładnej akcji. Jeśli sobie ją przeanalizujemy, to zobaczymy jaką ofiarnością wykazał się Raków, by tej bramki nie stracić. Siedmiu piłkarzy rzucało się pod nogi naszych, a piłka i tak trafia w okienko. Ta porażka boli, bo to irytujące, gdy gra się dobrze i się przegrywa. Jestem w sporcie tyle lat, że wiem, iż czasami grając słabo się wygrywa, a grając dobrze się przegrywa. To normalna rzecz. Trzeba z tym żyć. Mecz w Krakowie będzie trudny, Wisła też potrzebuje punktów. Na stadion przyjdzie mnóstwo kibiców, natomiast nic się nie zmienia jeśli chodzi o nasze podejście. Cały czas pracujemy nad tym, żeby to była drużyna, która właśnie w takich momentach bierze na siebie odpowiedzialność. Jedziemy po to, aby wygrać. Doceniamy przeciwnika, ale wiemy jakim jesteśmy zespołem i jak to wygląda, jeśli chodzi o nasze zachowania na boisku.
 
Trudno powiedzieć, czy na dziś Lech i Raków to najmocniejsze drużyny w lidze, bo patrząc na to, co w ostatnich meczach robi Lechia Gdańsk, widzimy, że spisuje się świetnie. Pod wodzą nowego trenera grają kombinacyjnie, odblokowali się zawodnicy ofensywni. Nie rozmawiajmy jednak o Lechii, bo to nie na tym polega. Jest grupa drużyn, która jest zbliżona poziomem do Śląska Wrocław, w której każdy z każdym może rywalizować. Wiemy, jaka jest nasza liga, każdy może stracić punkty z każdym. Widzimy, jaka jest na dziś pozycja Legii Warszawa. Mają na koncie sześć porażek, a przed sezonem nikt nie brałby tego na poważnie. Analizujemy grę, by w nowej rundzie zdobywać punkty również z Lechem i Rakowem, natomiast to odległy temat. Na dziś koncentrujemy się na Wiśle Kraków. Najistotniejsze, byśmy nie stracili tego, co pokazywaliśmy do tej pory, tylko byli jeszcze bardziej zdeterminowani.
 
Czy drużyna Śląska Wrocław może zdobyć mistrzostwo Polski? Może, to jest sport. Oglądając mecz rezerw z Radunią Stężyca, gdy siedziałem na trybunach przychodziły mi powiadomienia ze spotkania Bayeru Leverkusen z Bayernem Monachium, gdzie w 37. minucie Bayern prowadził już 5:0. Przed meczem nikt nie brałby tego pod uwagę. Czasami, gdy spotykają się drużyny na podobnym poziomie, decyduje dyspozycja dnia. Śląsk stawiany jest na pewno w grupie pościgowej. Przed sezonem faworytami do mistrzostwa są Legia i Lech, to się nie zmienia. Do tego dochodzi Raków, który jest cały czas rozwijany i robi duże transfery. Mamy też grupę, która do tego dąży. Są w niej Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Lechia Gdańsk, Piast Gliwice. Drużyn na zbliżonym poziomie jest wiele. Chcemy się wyróżniać, mieć swoją tożsamość i grać o jak najlepszy wynik. Chcemy grać w europejskich pucharach, to nasz cel. Za chwilę 12. kolejka, przed nami jeszcze sporo grania i wiele się może wydarzyć. Ważne, by łapać serię zwycięstw i po rozpoczęcie tej serii pojedziemy do Krakowa. Zobaczymy z jakim skutkiem, ale będziemy walczyć o trzy punkty. Tak na dziś wygląda ekstraklasa. Trzeba to przeanalizować i zaakceptować. 
 
Patrząc na mecz rezerw z Radunią Stężyca, można powiedzieć, że wszyscy byli jednakowi. Nie było zawodnika, który by się wyróżnił. Oni o to walczą. Śląsk dobrze rozpoczął ten mecz, pierwszy strzelił gola, natomiast zabrakło poświęcenia, które jest najważniejsze u młodych piłkarzy. Żeby do czegoś dojść, trzeba się poświęcić. Pokazaliśmy na odprawie gola, którego stracił z nami Raków. Czy zrobili wszystko, by do tego nie doszło? Zrobili bardzo dużo. Wszystko było na wysokim poziomie. Czy Śląsk II zrobił coś, by tych bramek nie stracić? Nie zrobił nic, bo żaden zawodnik, nie rzucił się pod piłkę, nie zablokował. Tak grać nie można. Możemy opowiadać o różnych fazach przejściowych, ale zacznijmy od podstaw. Najważniejsza jest mentalność. Nie sztuka grać, gdy wszystko idzie. Sztuką jest, grać w drugim zespole, jeśli nie łapiesz się w pierwszym i mieć w sobie motywację, by wrócić do składu. To ich szansa na to, by być w pierwszej drużynie.

 
Caye Quintana wróci do kadry i pojedzie do Krakowa. To zawodnik, który wyszedł od początku w dwóch meczach. Pierwszy miał miejsce w Krakowie, gdzie wygraliśmy z Cracovią. Zagrał tam 60. minut i był to jego pierwszy mecz od dłuższego czasu, gdzie wyszedł w pierwszym składzie. Następnie zagrał z Termaliką. Stworzył sobie kilka znakomitych sytuacji, nie wykorzystał ich, a potem dostał czerwoną kartkę i osłabił zespół. Podejrzewam, że z nim w składzie Śląsk miałby większe szanse na awans, bo grając w dziesięciu i tak dominował. Zobaczymy, czy dostanie szanse, ale cały czas będziemy od niego wymagać pokazania pełni swoich umiejętności. Został sprowadzony, by strzelać gole, to jest najistotniejsze. Czasem wejście na 10-15 minut to wcale nie jest mało, bo strzelić gola, szczególnie, gdy ma się sytuacje. Caye na pewno jest doświadczony, wcześniej grał w Hiszpanii. Nie trenował z drużyną przez trzy tygodnie, przygotowywał się indywidualnie. Jedzie z nami, ma być gotowy i zobaczymy co dalej, jeśli chodzi o pierwszy skład.
 
Rywalizacja jest bardzo ważna. Erik Exposito wygrał ją z każdym napastnikiem. Napastnika przede wszystkim rozliczamy z goli. Erik na dziś ma sześć trafień. Do tego nieuznany gol z Wisłą Płock, który był prawidłowy. Jest to zawodnik, na którego drużyny przeciwne patrzą już inaczej i widać było choćby w meczu z Rakowem, że dwóch-trzech zawodników cały czas jest przy nim. Erik dostał zadanie, by zwalniać strefę pozycji numer 9, zbiegać w innej sektory i dawać miejsce innym. W tamtym spotkaniu akurat się to nie powiodło. Erik jest szanowany i bardzo groźny. Nie ma mowy o lekceważeniu, bo pokazuje jakość, którą widać gołym okiem. 

Nie znam Mariusza Idzika na tyle, żeby się na jego temat wypowiadać, nie chcę mówić, bo jeszcze nie widziałem go na żywo w żadnym z możliwych do zobaczenia treningów. Jeśli dostanie szansę w Śląsku, jeśli będzie z nim podpisany kontrakt, to będzie miał takie same szanse, jak każdy inny. To, że grał na niższym poziomie, nie zawsze ma znaczenie, bo czasami zawodnicy z tego niższego poziomu dostając szansę od razu wchodzą w drużynę, łapią z nią kontakt, są skuteczni i to jest dla niego najistotniejsze. Jeśli będzie zawodnikiem Śląska, będziemy się mu przyglądać, być może zaprosimy go na trening pierwszego zespołu, by zobaczyć, jak on może funkcjonować w naszym zestawieniu.
 
Można zapraszać, można dawać szansę, ale też pamiętajmy, że jesteśmy rozliczani z wyniku - trzeba na to spojrzeć w ten sposób. Wprowadzenie od razu zbyt dużej liczby młodych zawodników nie zawsze pójdzie w parze z wynikiem sportowym i to będzie inwestycja w przyszłość. I tę inwestycję robimy. Karol Borys już dwa razy był na zaproszony na zajęcia z pierwszym zespołem, pojechał z nami na sparing do Lipska, zagrał tam siedem minut, chcemy go powoli wkomponować w zespół, by poznał specyfikę gry w seniorach. Ale nie oszukujmy się - to zawodnik piętnasto-, za chwilę szesnastoletni. Ja miałem 16 lat i 3 miesiące, jak zadebiutowałem w seniorach, ale to było wtedy trochę inaczej. Będziemy mu się przyglądać, bo to zdolny zawodnik i obserwować. Jak zobaczymy, że to ten czas, by zadebiutował w ekstraklasie, to dla mnie nie ma problemu, nie będziemy patrzeć na wiek.
 
Dawida Gruszeckiego też będziemy zapraszać, miał być z nami w tej przerwie reprezentacyjnej, ale został powołany do swojej kadry. Staramy się raz na jakiś czas zapraszać zawodników z drugiego zespołu, tych wyróżniających się, a na dzisiaj jest to Szymon Michalski. Był z nami w Lipsku i musze powiedzieć, że to on jest najbliżej tego, by dostać szansę w pierwszym zespole. Ale to, co powtarzamy - na to trzeba zasłużyć, nie dajemy szans, by robić liczby, to ma przynieść skutki, by za chwilę zawodnik był ważną postacią.
 
Widzieliśmy Szymona na pozycjach środkowego-lewego lub prawego obrońcy oraz na środku obrony, nie ukrywam, że widziałem go również na pozycji defensywnego pomocnika w rezerwach. I tutaj kolejna kwestia - czy szybkość grania na poziomie ekstraklasy pozwoli Szymonowi prezentować się w taki sam sposób, jak w juniorach? No nie, wszystko dzieje się zdecydowanie szybciej, a na to trzeba czasu, żeby on w to wszedł. Można go wystawić w pierwszym zespole, ale na to trzeba być gotowym. Szymon na dobrą postawę, jest wysokim zawodnikiem, z takim dobrym "mentalem". Przed nim dużo dobrego, ma pracować i dawać sygnały. Tak jak powiedziałem, był mecz z Radunią i tam nikt się nie wyróżnił i to też o czymś świadczy. Dlatego nie jedzie do Krakowa, a będzie walczył w Puławach.
 
Nie wiem, czy jesteśmy faworytem czy nie, nie zastanawiałem się nad tym, ja naprawdę nie dzielę meczów na te, w których gramy z faworytem czy nie, szkoda czasu na to, dla mnie ważniejsze jest przygotowanie drużyny pod względem taktycznym, technicznym, motorycznym i mentalnym. To najistotniejsze. Będziemy grać o zwycięstwo, tak było z Legią, takie samo nastawienie było z Lechem, z którym polegliśmy czy z Rakowem. To samo będzie w Krakowie.
 


Drużyna Wisły się zmienia, przyszedł nowy trener, który ma zupełnie inne spojrzenie niż trener Hyballa, który był tam w poprzednim sezonie. Widać, że drużyna się dogaduje, jest kilku młodych, którzy robią postępy, jak bramkarz Biegański, Starzyński, jest Serafin Szota, który był na mistrzostwach świata, także taka mieszanka polskiej młodości i doświadczenia jak Sadlok i Uryga. Jest też Młyński, który miał momenty w Arce, to zespół ciekawy, fajnie zbalansowany, z możliwością gry pressingiem, grający zarówno systemem z trzema, jak i czterema obrońcami. Ciekawa drużyna, dobra praca trenera, ale to, co powiedziałem - Wisła to jedno, dla mnie ważniejszy jest Śląsk.
 
Znamy atuty Dino Stigleca, wiemy, że grywał jako lewy obrońca, dzisiaj przechodząc na system z trójką obrońców jest rozpatrywany na pozycji wahadłowego. Nie zamykamy się, jeśli chodzi o granie nim jako lewy-środkowy obrońca, oczywiście to dwie różne pozycje, ale ma być gotowy. Ta rywalizacja jest cały czas, nie wiadomo kiedy wskoczy do składu. Pracuje, tu muszę powiedzieć, że to zawodnik, na którego się fajnie patrzy jeśli chodzi o zaangażowanie w trening, jego podejście do sytuacji, w której się znalazł, ma być gotowy - jeszcze raz powtórzę. Tylko wchodząc na boisko można to pokazać.
 
Marka Tamasa nie ma w kadrze ze względu na kontuzję, ale za to Verdasca jest. I będzie w meczowej dwudziestce.
 
Kiedy przychodził Kacper Radkowski, też miałem rozmowę z dyrektorem sportowym, że to melodia przyszłości, zawodnik do rozwoju. Nie patrzyłem na Kacpra, jak na zawodnika pierwszego składu - oczywiście każdy ma szansę, jeśli byłby zdecydowanie lepszy w przedsezonowych sparingach od Poprawy czy Bejgera, to byśmy na niego stawiali, dzisiaj przegrywa rywalizację z młodzieżowcami. Nie był ani razu wpuszczony na boisko, ale ma swoje robić w drugim zespole i najpierw tam się wykazać.  
 
Podobnie z Hyjkiem, z nim taka sytuacja, że raz trenuje, a za chwilę znów nie trenuje. Miał kontuzję, przez którą wypadł na trzy tygodnie. Teraz jedzie z rezerwami do Puław, ale nie grać od początku - takie są zalecenia medyczne, by zagrał w odpowiednim wymiarze czasu. Podobnie wygląda sytuacja Sebastiana Bergiera. Hyjek ma walczyć, dał dobrą zmianę z Piastem, wchodził na murawę w trudnym momencie, Śląsk przegrywał 0:1 i rozruszał drużynę, a tego od niego wymagamy. Ja go pamiętam jeszcze z Atletico, jak go oglądałem, to taki żywy chłopak, żywe srebro. Dużo biega, ma sporo odbiorów, lubi małą grę kombinacyjną, też jeszcze od niego wymagamy, by więcej grał w przód, nie wszerz. To są te małe rzeczy, detale, na które zwracamy uwagę i chcemy, żeby zawodnicy to robili i Javier wie, czego od niego będziemy oczekiwać. Ma pracować i jeśli wygra rywalizację, to będzie grał.
Autor: Grzegorz Krawczyk, Paweł Prochowski, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również