Wydarzenia

Mateusz Mak: Kibicujemy sobie nawzajem

2017-12-09 13:30:00
Łączy ich piłka, dzielą barwy klubowe. Z Mateuszem Makiem porozmawialiśmy o relacjach z bratem bliźniakiem - Michałem, radzeniu sobie w trudnych sytuacjach i najbliższym meczu.
Utrzymujesz pewnie– jak to w przypadku braci bliźniaków – bliski kontakt z Michałem. Czym mógłbyś się z nami podzielić?
 
- Wszystkim nie mogę się podzielić, bo mamy swoje tajemnice. Michał w tym tygodniu wrócił do Polski po ponad trzymiesięcznym leczeniu w Barcelonie. W tym czasie rozmawialiśmy praktycznie codziennie przez Skype’a, więc byłem na bieżąco z jego postępami w rehabilitacji. Brat będzie na meczu Śląsk – Piast i sytuacja się zmieniła, bo ostatnio jak on przyjechał do Gliwic z Lechią, to Michał grał, a ja musiałem obserwować mecz z trybun. Teraz będzie odwrotnie... Szkoda, że znów nie będzie nam dane zmierzyć się. Fajnie, że chociaż będzie na trybunach, co dla mnie jest podwójną motywacją, by wystąpić w tym spotkaniu. Wiem, że będzie kibicować swojej drużynie i troszkę mniej mnie.

Jak Michał znosi tę przymusową, długą przerwą?

Dobrze, trafił tam na dobrych specjalistów i jeśli chodzi o Hiszpanię, to już mu przetarłem szlaki. Spędziłem tam też trochę czasu i poznałem fajnych ludzi. Jak zobaczyli Michała, od razu powiedzieli: „witamy ponownie!”. Myśleli, że to ja (śmiech)!

Sam również masz za sobą ciężkie kontuzje i wielomiesięczne leczenie. Jak wspominasz ten czas i co według Ciebie jest najważniejsze, by wrócić do gry na najwyższym poziomie?

Najważniejsza jest wytrwałość podczas rehabilitacji. To są sytuacje, z którymi piłkarz musi się liczyć i równocześnie w momencie kontuzji nie może się poddać. Ważne jest wsparcie rodziny i najbliższych przyjaciół, bo to naprawdę nakręca człowieka. Drugą ważną rzeczą to dążyć do wyznaczonego celu, czyli powrotu na boisko. Gdy się to osiągnie, uwierzcie, że czuje się podwójną satysfakcję. Mówiłem Michałowi, że ja miałem znacznie dłuższą przerwę od gry i wiem, że stać go na powrót do najlepszej formy. Najpiękniejsze po powrocie z ciężkiej kontuzji jest zdobycie bramki, okrzyk trybun i radość po golu. Do tego trzeba dążyć. Brat sam mi mówił, że tęskni za tym uczuciem i to mu pomaga w rehabilitacji.

Obecna pozycja Piasta w tabeli nie może Was zadowalać, choć różnice punktowe są niewielkie. Jak podchodzicie, jako drużyna, do spotkań, które zostały jeszcze w tym roku do rozegrania?

Przede wszystkim już nie przegrywamy w ostatnim czasie. Na siedem meczów zanotowaliśmy jedną porażkę, ale też sporo remisów i stąd wciąż nasza niska pozycja w tabeli. W naszym przypadku każdy punkt jest ważny. Zostały trzy spotkania do końca roku, a mecz ze Śląskiem może być dla nas kluczowy. Wygrywając, złapiemy oddech i do kolejnych meczów będziemy mogli podejść z nieco większą swobodą. Dlatego bardzo ważne jest wywiezienie trzech punktów z Wrocławia.

Ostatnie pytanie dotyczy Śląska. W lecie doszło do wielu zmian, co sądzisz o tej drużynie?
 
W Śląsku gra mój brat i kilku kolegów, dlatego darzę ten zespół sympatią. Uważam, że to drużyna z wieloma indywidualnościami i to jest jej siłą. W pewnym momencie mieli fajną serię zwycięstw, choć ostatnio mimo wygranych derbów z Zagłębiem, złapali „zadyszkę”. Patrząc na potencjał Śląska i Piasta, to uważam, że oba zespoły powinny znaleźć się w grupie mistrzowskiej i mam nadzieję, że tak się stanie. Może w rudzie finałowej w końcu zmierzę się z moim batem na boisku.

Faktem jest, że ostatnio WKS nie potrafi wygrać z Piastem.

Nie mam nic przeciwko, by to się nie zmieniło. Ale generalnie, ze względu na brata, w innych meczach będę dobrze życzył wrocławianom.
Autor: Michał Krzyminski, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również