Wydarzenia

„Nie unikam odpowiedzialności”

2017-09-27 13:50:00
Niewielu jest piłkarzy w polskiej lidze, którzy mogliby równać się z nim pod względem popularności. Po powrocie do ekstraklasy Jakub Kosecki robi jednak wszystko, by pokazać, że mało kto może się z nim równać także pod względem umiejętności piłkarskich. Udowadnia też, że prawdziwy Kosa nie jest taki, jak można sądzić po przejrzeniu kilku portali plotkarskich.
 „Kosecki z Chlebicką na zakupach!”, „Co jeszcze pokazał Kosecki?”, „Pupa Koseckiego hitem Internetu!”, „Kosecki nie nosi bielizny. Dlaczego?” – to tylko kilka tytułów z plotkarskich portali, gdzie skrzydłowy WKS-u gościł przed laty nad wyraz często. Do tego wizyta w programie Kuby Wojewódzkiego, kupno samochodu Porsche, ekstrawaganckie ubrania. Kosa mocno zaznaczył swoją obecność w mediach spoza sportowego nurtu. Wizerunek rozbisurmanionego chłopaka, któremu w głowie tylko pieniądze i szpan, przylgnął do niego kilka lat temu i u wielu osób wciąż taki pozostaje. Nawet jeśli nie zgadza się z rzeczywistością. Dobrym podsumowaniem może być ostatnie zdanie jednego z artykułów, opisującego wyjście Kuby z przyszłą żoną na zakupy: „Wybrali się m.in. do sklepu Versace, ale nic nie kupili”…
 
„Mówię to, co myślę”

Po dołączeniu do Śląska Kosa od razu stał się jedną z gwiazd zespołu. Rozpoznawalne nazwisko i świetne w przeszłości występy na polskich boiskach rozpaliły wyobraźnie kibiców WKS-u. Piłkarz musiał wrócić do autografów i wywiadów, których podczas pobytu w Niemczech było jak na lekarstwo. – Grając w Sandhausen rozdałem może 20 autografów przez dwa lata. Wywiadów też praktycznie nie miałem – przyznaje. Teraz i jednego, i drugiego, ma pod dostatkiem. – Nie ma co się od tego odcinać. To część naszej pracy.  Czasami dziennikarz dorzuci coś od siebie, bo ja praktycznie nigdy nie autoryzuję wywiadów. Mówię to, co myślę i może czasami jest to kontrowersyjne albo komuś się nie spodoba. Nie unikam odpowiedzialności za swoje słowa – mówi pięciokrotny reprezentant Polski.

Popularność, która wróciła do Kuby wraz z powrotem do LOTTO Ekstraklasy, sam zawodnik postrzega jako swego rodzaju nagrodę. – Po co grasz w piłkę? Po co ciężko pracujesz na treningach i dajesz z siebie wszystko podczas meczów? Również po to, by stać się bardziej popularnym. To też jest ciekawe i miłe. Mnie bardzo się to podoba, lubię udzielać wywiadów, rozdawać autografy. Ludzie, którzy mnie nie znają, mogą mówić i pisać różne rzeczy. Jednak sądzę, że Wy – pracownicy klubu, kibice, dziennikarze – zauważyliście, że jestem uśmiechnięta osobą, która ze wszystkimi stara się mieć dobry kontakt. Dużo mówię, dużo żartuję, staram się nie robić problemów – opowiada Kosa.  Liczba udzielonych wywiadów, programów, w których wziął udział, zrobionych zdjęć  i rozdanych autografów może to tylko potwierdzić.



„Jesteśmy bardzo mocni”

Nie byłoby takiego zainteresowania zawodnikiem z nr „7” na koszulce Śląska Wrocław, gdyby nie jego dobra gra.  Od pierwszej kolejki był wyróżniającą się postacią w zespole Jana Urbana. Ciągnął drużynę w trudnych momentach, brał ciężar gry na siebie. Strzelił nawet swojego pierwszego gola, przeciwko byłemu klubowi – Lechii Gdańsk – i wydawało się, że wszystko idzie tak, jak należy. Chwilę później przytrafiła się niestety kontuzja. Przez nią Kosa musiał opuścić niezwykle ważny dla siebie mecz z Legią, w której wychował się i odnosił największe sukcesy.  – Tydzień po kontuzji bardzo mocno trenowałem, by doprowadzić nogę do pełnej sprawności. Taka praca na siłowni jest naprawdę ciężka i żmudna. Ale bardzo chciałem wrócić, by pomóc drużynie/ Czuję się dużo lepiej, nie mam żadnego dyskomfortu. Wszystko jest tak, jak było przed kontuzją. Sztab medyczny wyprowadził mnie na dobrą ścieżkę w stu procentach. Jestem gotowy do gry i chcę dać z siebie maksimum już w najbliższym meczu! - mówił już przed spotkaniem z Lechem Poznań, w którym faktycznie wystąpił od pierwszej do ostatniej minuty.

Kosa szaleje na skrzydle, a w ataku doskonale gra Marcin Robak, mając już na koncie 7 bramek. – Każdy zespół w naszej lidze chciałby mieć takiego snajpera, który mając dwie sytuacje, strzeli dwa gole. Lepiej się gra ze świadomością, że w polu karnym na podania czeka taki napastnik. Jeśli chodzi o mnie – mogę mieć zero bramek na koncie, a wiele asyst do Marcina czy innego kolegi z drużyny. Chodzi o to, by zespół wygrywał, bo to jest dla mnie najważniejsze. Zawsze tak było i zawsze tak będzie – mówi Kosecki. Nie on jeden może pomóc Robakowi w poprawianiu dorobku strzeleckiego. – Mamy zespół, w którym nie brakuje kreatywnych zawodników, potrafiących zagrać prostopadłe podanie albo dobrą wrzutkę. Jeśli omijają nas kontuzję i gramy w pełnym składzie, to jesteśmy naprawdę bardzo mocni – przestrzega rywali filigranowy skrzydłowy.



„Inni są ważniejsi”

Gole Marcina Robaka przyszły w momencie, gdy cała wrocławska drużyna nabrała rozpędu i wydłużała passę meczów bez porażki w lidze(w tej chwili wynosi ona siedem spotkań). Start sezonu nie był jednak dla Śląska udany i nie pomogła w tym wysoka dyspozycja Koseckiego. – Początek był zły, to prawda. Można gdybać, że jakby nie porażka w Lubinie czy gdyby nie remis z Bruk-Betem, to tych punktów mielibyśmy znacznie więcej. Ale można też powiedzieć, że jeśli  inaczej ułożyły się mecze z Lechią, Legią, albo końcówka z Cracovią, to punktów byłoby z kolei wyraźnie mniej. Taka jest piłka nożna – raz coś daje, raz odbiera. Ale jeżeli  ty nie dasz z siebie stu procent, to futbol nic ci nie odda – mówi były piłkarz m.in. Lechii Gdańsk i ŁKS-u. 

Jak na razie futbol oddaje Śląskowi owoce ciężkiej pracy zawodników i sztabu szkoleniowego, która przyniosła poprawę stylu, wyników i miejsca w tabeli. Teraz WKS gra nie o to, by oddalić się od strefy spadkowej, ale o to, by wskoczyć do ścisłej czołówki. – Prezentujemy się dobrze i słychać sporo pochwał. To miłe, jednak musimy zdać sobie sprawę, że może przyjść kryzys. Każda drużyna przez niego przechodzi. Wtedy wszystko będzie na naszych barkach i nie możemy unikać odpowiedzialności. Jestem przekonany, że mamy takich zawodników, tak charakternych, że nikt jej unikać nie będzie. Jak przyjdzie słabszy moment –będziemy umieli go przezwyciężyć – dodaje Kosa.  Dotyka więc sfery, bez której żaden zespół nie może odnosić sukcesów: chemii w drużynie. Nie on jeden podkreśla, jak odczuwalna jest ona w szatni WKS-u. Michał Chrapek zaznacza, że nigdy nie spotkał się z taką atmosferą jak w Śląsku. Z kolei Piotr Celeban zawsze podkreśla, że wszyscy piłkarze dają z siebie maksimum, bo walczą za Śląsk dla całego Wrocławia.

- Jak będzie coś źle z naszą grą, to ja jestem pierwszy, który wyjdzie i postara się to wyjaśnić. Ale są ode mnie ważniejsi w szatni – Piotrek, Mariusz, Marcin, Łukasz, Arek, Djordje – mają większy posłuch, ich opinia więcej waży i ja się ich słucham. A jak mogę dodać coś od siebie, trochę uśmiechu czy humoru, to jestem bardzo zadowolony – nadmienia.
 
Prawdziwy Kosa
 
 „Zespół jest dla mnie najważniejszy”, „nie unikam odpowiedzialności”, „staram się nie robić problemów”, „oni są ważniejsi i ja się ich słucham” – jakże inne są te cytaty od przytoczonych na początku tytułów artykułów na temat Kuby. Z każdym kolejnym jego dniem w Śląsku można odnieść wrażenie, że to one zdecydowanie lepiej określają go jako człowieka i piłkarza. A taki Kosa to dla Śląska prawdziwy skarb.


Tekst pochodzi z oficjalnego klubowego magazynu "Wokół Śląska" (nr 4, 149), wydanego przed spotkaniem z Lechem Poznań w ramach 9. kolejki LOTTO Ekstraklasy sezonu 2017/18. Całość magazynu dostępna TUTAJ.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również