Wydarzenia

Pich: Spodziewamy się trudnych warunków

2020-02-11 15:00:00
Choć jak sam mówi, nie pamięta jej zbyt dokładnie, to właśnie on zdobył jedyną bramkę dla Śląska w zremisowanym jesienią meczu z Pogonią Szczecin. Przed sobotnim starciem z Portowcami porozmawialiśmy z Robertem Pichem, skrzydłowym Śląska Wrocław.
Za Śląskiem pierwsze spotkanie w nowym roku, w którym wrocławianie 2:2 zremisowali z Lechią Gdańsk. Przed meczem celem było zwycięstwo, ale to, jak ułożyło się spotkanie (goście prowadzili już dwiema bramkami) sprawiło, że jeden punkt również trzeba szanować. - Oczywiste, że przed meczem bardzo chcieliśmy wygrać i to był nasz cel. Szybko straciliśmy dość łatwą bramkę i tworzyliśmy zbyt mało sytuacji, by wyrównać. A po zmianie stron od razu "dostaliśmy" drugiego gola. Z psychologicznego punktu widzenia Lechia poczuła się pewnie. Tym bardziej trzeba docenić to, jak nasza drużyna walczyła do ostatniej minuty, by zdobyć chociaż jeden punkt. Z perspektywy meczu trzeba powiedzieć, że to ważny punkt, jednak w domu bardzo chcieliśmy zwyciężyć - analizuje piątkowe spotkanie Robert Pich.

 
Słowak, który jest najlepszym strzelcem Śląska w tym sezonie (6 bramek na koncie) spędził na boisku 72. minuty, opuszczając murawę wtedy, gdy WKS - za sprawą rzutu karnego Krzysztofa Mączyńskiego - zdobywał bramkę kontaktową. Im bliżej końca meczu, tym przewaga wrocławian rosła. -  Lechia zdobyła dwie bramki i troszkę się cofnęli, nie chcieli atakować. My zaryzykowaliśmy, trener zdecydował, że w końcówce zagramy tylko na trzech obrońców. Z tego wynikało, że im bliżej końca meczu, tym więcej byliśmy na połowie przeciwnika, pod jego polem karnym. Szkoda, że trochę szybciej nie zdołaliśmy wyrównać, bo może mogliśmy jeszcze przechylić szalę na swoją korzyść - komentuje 31-latek. Wynik meczu na 2:2 ustalił Michał Chrapek w 93. minucie gry.
 
W sobotę przed zespołem Vitezslava Lavički kolejne trudne wyzwanie. Zagrają oni bowiem ze szczecińską Pogonią, bezpośrednio wyprzedzającą Śląsk w tabeli. Trzecie miejsce i 38 punktów na koncie to świetny wynik drużyny Portowców. Trzy ostatnie oczka zdobyli oni w niecodziennych okolicznościach, bowiem jeszcze w 76. min meczu przegrywali z Wisłą Płock... 0:2. - Widziałem, co zrobiła Pogoń w tym meczu. Też przegrywali 0:2 i w kilka minut strzelili trzy gole. To świadczy o dużej sile mentalnej tej drużyny. Wiemy doskonale jak trudno się gra, przegrywając dwoma bramkami. Walczyli do końca, nie poddali się  i to grając na wyjeździe - docenia najbliższego przeciwnika Pich. - Fizycznie Pogoń to również mocna drużyna, pokazują to przez cały sezon. Spodziewamy się w Szczecinie trudnych warunków, ale każdy mecz jest wymagający i do każdego podchodzimy w ten sam sposób. Mamy swoją filozofię i tego będziemy się trzymać - dodaje.

 
Najskuteczniejszy obcokrajowiec w historii Śląska jedną ze swoich 39 bramek w ekstraklasie zdobył w pierwszym w tym sezonie spotkaniu z Portowcami (1:1). - Szczerze? Nie pamiętam dokładnie tego gola... A, wtedy co dostałem asystę od Musondy! Tak, przypominam sobie, choć nie była to jakaś piękna bramka, nie utkwiła mi w pamięci. Cóż, od poprzedniego meczu z Pogonią minęło dużo czasu, obie drużyny się zmieniły i nie ma co porównywać. Każde spotkanie wygląda inaczej. Na pewno będziemy analizować rywala, jak atakują, jak bronią, jednak nie można wyciągać wniosków, że skoro latem mecz wyglądał w dany sposób, to teraz będzie podobnie. Może tak być, ale niewykluczone przecież, że będzie zupełnie inaczej - kończy Robert Pich. Mecz z Pogonią w sobotę o godz. 17:30.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również