Wydarzenia

Poniedziałkowe gazety o Śląsku Wrocław

2015-04-20 09:30:00
Zapraszamy na poniedziałkowy przegląd prasy. Z dzisiejszych gazet wybraliśmy najciekawsze artykuły dotyczące Śląska Wrocław i jego piłkarzy.

Gazeta Wrocławska - Mila wrócił i Śląsk od razu wygrał

 

Właściwie jedyną roszadą z wyboru, a nie z konieczności, było puszczenie w bój od pierwszej minuty Mateusza Machaja jako ofensywnego pomocnika. Po odejściu Sebastiana Mili rywalizuje o tę pozycję z Peterem Grajciarem, który tym razem usiadł na ławce rezerwowych.  Lechia do meczu przystąpiła bez swoich dwóch podstawowych bocznych obrońców, reprezentantów kraju zresztą - Grzegorza Wojtkowiaka i Jakuba Wawrzyniaka. Sebastian Mila w roli kapitana gości we Wrocławiu został powitany bez fajerwerków. W drugiej połowie pojawił się na młynie tylko skromny transparent „Sebastian Mila, dziękujemy". Nie było też przesadnej czułości przy losowaniu stron, podczas którego w nowej roli debiutował Mariusz Pawełek. Zresztą bramkarz gospodarzy żartował przed spotkaniem w Radiu Wrocław, że Milowy dla kolegów z Wrocławia nie zorganizował żadnej pożegnalnej imprezy. - O godz. 23 dowiedziałem się, że kluby są dogadane, a Śląsk o 7 rano jechał na zgrupowanie. Nie było czasu - ripostował Mila. (…)

 

Pierwszy celny strzał mieliśmy w 17 min, ale Krzysztof Ostrowski przymierzył dokładnie w to miejsce, w którym stał Mateusz Bąk. Trzy minuty później było już 1:0 dla WKS-u chociaż - po prawdzie - nic tego nie zapowiadało. W polu karnym faulowany był Robert Pich, a jedenastkę na bramkę zamienił Machaj. Były piłkarz Lechii równo rok temu - także przed pojedynkiem z Lechią - deklarował, że ma coś do udowodnienia, bo w Gdańsku szybko z niego zrezygnowano. No to udowodnił. (…) 

 

Im bliżej było przerwy, tym piłkarze Tadeusza Pawłowskiego bardziej mieli pod kontrolą sytuację.  To właśnie wrocławianie lepiej zaczęli drugą połowę. W 51 min do prostopadłej piłki wyszedł Pich, ale minimalnie uprzedził go Bąk. Chwilę później było 2:0. Pich po krótkim rzucie rożnym wrzucił piłkę w szesnastkę, a Piotr Celeban tak wyskoczył do piłki, tak znalazł tempo, tak huknął, że przypomniał nam się mistrzowski sezon...  Po tym strzale Lechia straciła trochę ochotę do gry, a Śląsk zaczął mądrze szanować piłkę. Przyjezdni obudzili się kwadrans przed końcem, jednak defensywa WKS-u nie popełniała błędów i dobrze wybijała ich z rytmu. Kropkę nad „i" postawił w 86 min Marco Paixao dostawiając nogę do podania ze skrzydła Krzysztofa Ostrowskiego. - Drużyna pokazała charakter. Chciałem podziękować kibicom, ale i dziennikarzom, że we mnie wierzyli i mogłem spokojnie pracować - powiedział po meczu Tadeusz Pawłowski.

 

Gazeta Wyborcza - Śląsk pewnie wygrał z Milą

 

Po dziewięciu wiosennych kolejkach Śląsk wreszcie triumfował. Złośliwi mówili, że wrocławianie do zwycięstwa potrzebowali obecności Sebastiana Mili, choć tym razem w charakterze rywala.  Dla Mili sobotnia wizyta na wrocławskim Stadionie Miej skim była pierwszą w karierze, w której reprezentował barwy gości. Mila przeciwko Śląskowi wcześniej grał tylko raz, 13 lat temu, jeszcze jako zawodnikowi Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski i na starym stadionie przy Oporow-skiej (Śląsk przegrał 0:2).  Mila przez ostatnie lata stał się ikoną Śląska, symbolem sukcesów wrocławskiego klubu. Jako kapitan poprowadził wrocławian m.in. do mistrzostwa i Superpucharu Polski. Zimą odszedł za300 tys. euro do Lechii. Przed sobotnim meczem kapitan gdańskiej drużyny dość kurtuazyjnie mówił, że to Śląsk jest faworytem spotkania.

 

Śląsk recepty na poprawę wyników szukał na wszelkie możliwe sposoby, podziałał ostatni, radykalny - zmiana kapitana zespołu. Trener Pawłowski odebrał kapitańską opaskę Marco Paixao, a nowym przywódcą szatni mianował doświadczonego Mariusza Pawełka. I paradoksalnie najbardziej na zmianie skorzystał Portugalczyk. Marco Paixao w meczu z Lechią imponował pracowitością i zaangażowaniem, które ostatnio wytykał mu nawet Pawłowski. Portugalczyk nie tylko był groźny w ofensywie, pomagał też w obronie. (…)

 

Dzięki zwycięstwu nad Lechią Śląsk jest już niemal pewny gry w pierwszej „ósemce". Do końca sezonu zasadniczego pozostały jeszcze dwie kolejki. Śląsk zmierzy się w nich z Lechem w Poznaniu i Wisłą Kraków u siebie. Po nich punkty zostaną podzielone na połowę, tabela na dwie grupy mistrzowską i spadkową, a każda z drużyn zagra po siedem dodatkowych meczów.

 

Przegląd Sportowy - Reaktywacja Machaja

 

Zwycięstwo Śląska nad Lechią miało dwa oblicza: krwawiącego Krzysztofa Danielewicza, który ambitnie dotrwał do końcowego gwizdka, i Mateusza Machaja, który wrócił do piłkarskiego świata żywych. Ostatnio bowiem tak rozgniewał trenerów, że w cztery tygodnie rozegrał tylko jeden mecz i to w rezerwach. (…)

 

- Z Mateuszem jest taki problem, że ma udział nie tylko przy zdobywanych przez nas bramkach, ale również przy traconych. Cieszę się, że w spotkaniu z Lechią wykorzystał szansę. W piątek wieczorem, podczas oglądania meczu Podbeskidzie - Wisła, zapytałem go, czy chce pogadać. Zajął się nim jednak nasz nowy kapitan Mariusz Pawełek. Najwyraźniej pomogło - cieszy się Pawłowski. Machaj zdobył z Lechią bramkę z karnego i miał udział przy golu na 2:0. Był jednym z najaktywniejszych graczy gospodarzy.

 

- Nie bał się wziąć odpowiedzialności za grę. Przed meczem zapytałem, kto będzie wykonawcą ewentualnego karnego, bo pierwotnie wyznaczony do strzelania Tom Hateley podczas piątkowego treningu doznał kontuzji. Mateusz pierwszy podniósł rękę. To dowodzi, że z jego psychiką jest coraz lepiej - dodaje trener Śląska.

 

Fakt - Grał z 23 szwami, a kibic kazał mu kończyć karierę

 

Krzysztof Danielewicz (24 l.) to jeden z największych twardzieli w ekstraklasie! Piłkarzowi w przerwie meczu założono 23 szwy na głowie, a on, mimo to rozegrał całe spotkanie. - Po takim występie wszyscy nabrali jeszcze większego szacunku do Krzyśka - mówi po zwycięstwie nad Lechią trener Tadeusz Pawłowski (62 l.). Ta sytuacja mogła skończyć się tragicznie. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy Krzysztof Danielewicz zderzył się głową z Marcinem Pietrowskim (27 l.). Obrońcy Lechii nic się nie stało, z kolei „Dani” w tej części meczu nie wrócił już na boisko. W drodze do szatni piłkarz Śląska mówił, że nie wie, co się z nim dzieje, po czym szybko udzielono mu pomocy lekarskiej. Wyraźnie odstający płat skóry zszyto aż 23 szwami, a Danielewicz uparł się, że musi ten mecz dokończyć. - Krzysiek udowodnił wszystkim niedowiarkom, że zostawi na boisku dużo zdrowia za ten zespół. A przecież jeszcze niedawno na naszym treningu pojawił się kibic, który krzyczał do niego, by kończył karierę - dodaje Pawłowski.  Po tym, jak trener na początku tygodnia uderzył pięścią w stół i zmienił kapitana, drużyna zaczęła walczyć o każdy metr boiska. Najlepszym przykładem jest Danielewicz, któremu pamiątka po zwycięstwie nad Lechią zostanie na głowie już do końca życia.

Autor: Mateusz Kondrat

Zobacz również