Wydarzenia

Roman: Nie ma zwykłych chwil

2016-10-13 10:00:00
W piłkarskiej karierze przeżył wiele niesamowitych momentów. Grał na Camp Nou w barwach Barcelony, na Santiago Bernabéu przeciwko Realowi Madryt, spędził kilka lat w Manchesterze City... O kolejne postara się w Śląsku, bo – jak głosi cytat z jego ulubionego filmu – „Nie ma zwykłych chwil”.
Wywiad pochodzi z magazynu "Wokół Śląska", dodawanego do "Gazety Wrocławskiej" w czwartki przed domowymi meczami WKS-u. 

Masz dopiero 23 lata, ale przebyłeś długą drogę, zanim trafiłeś do Śląska. Opowiedz, jak ona się zaczęła. Twój tato był piłkarzem, więc chyba byłeś skazany na futbol.

Tato grał chyba najwyżej na trzecim poziomie rozgrywkowym. Teraz jest trenerem. Przez niego futbol był obecny w naszym domu i ja już jako pięciolatek zaczynałem kopać piłkę. Tak samo mój brat, który jest ode mnie młodszy. Grałem w szkolnych drużynach, potem w lokalnym zespole Santa Crues, ale tylko przez rok.

I trafiłeś do Espanyolu Barcelona, gdzie spędziłeś już znacznie więcej czasu.

Sześć lat. To kawał mojego życia. Poznałem tam prawdziwych przyjaciół, nazywam ich nawet „braćmi”. Byłem jeszcze dzieciakiem, niesamowicie cieszyłem się z każdej gry, z każdego wyjazdu na turniej.  Mam stamtąd świetne wspomnienia.

Skoro w Espanyolu czułeś się tak dobrze, dlaczego już jako 16-latek zdecydowałeś się wyjechać do Anglii?

To był moment w życiu, gdzie stwierdziłem, że dobrze zrobi mi zmiana otoczenia. A zawsze lubiłem Anglię i uwielbiałem Premier League. Po latach w Hiszpanii, w Espanyolu, czułem się na tyle dobrze, żeby dołączyć do tak wielkiego klubu jak Manchester  City. Przedyskutowaliśmy tę decyzję z całą rodziną i stwierdziliśmy, że to będzie najlepsza opcja dla mnie.

Duże były różnice w treningach między Anglią a Hiszpanią?

Może w Anglii futbol i treningi są bardziej fizyczne. Biegasz trochę więcej, jest nieco mniej zajęć z piłką. Nie są to jednak olbrzymie dysproporcje. W ogóle wydaje mi się, że teraz się to zmienia. Do Anglii trafia wielu trenerów z Hiszpanii, Włoch, Portugalii, również zawodnicy z całego świata i te różnice się wyrównują. 

Musisz się zmierzyć z pytaniem, o który spory toczą kibice na całym świecie: która liga jest najlepsza? Hiszpańska czy angielska?

Ja uważam, że najlepsza na świecie jest Premier League. Ma wiele świetnych zespołów i jest bardzo wyrównana – nawet 5-6 drużyn walczy o mistrzostwo. To samo z kibicami. Niemal każdy mecz gromadzi komplet publiczności na stadionie, jest świetna, zdrowa atmosfera. Kluby i kibice rywalizują, ale nie ma wrogości. Jeśli weźmiemy pod uwagę to wszystko – liga angielska jest najlepsza.

Zdecydowałeś się jednak opuścić Anglię, zdradzić Espanyol i dołączyć do FC Barcelony…

Zdradzić może nie, bo nie przeszedłem do Barcy bezpośrednio z Espanyolu. Ostatecznie futbol to jednak moja praca i muszę podjąć decyzję najlepszą dla własnego rozwoju. Ale gdy dostajesz ofertę z Balugrany… Cóż, byłem zachwycony, szczęśliwy z tej szansy i wróciłem do Hiszpanii. 

Jak ubrałeś bordowo-granatową koszulkę ze swoim nazwiskiem, czułeś, że spełniają się marzenia?

Chyba tak. Miliony piłkarzy o tym marzy, a ja mogłem się znaleźć w środku tej drużyny, trenować z najlepszymi zawodnikami na świecie, więc tak, poczułem się wyjątkowo.

Kto z tych zawodników zrobił na tobie największe wrażenie? Messi, czy może ktoś inny?

OK – Messi to Messi. Jest unikatowy. Ale mnie na treningach najbardziej inspirował Iniesta. Jak on prowadzi piłkę… Czysta magia. Wydaje się, że porusza się wolno, ale zawsze wszystko robi dokładnie, bezbłędnie, wybiera najlepsze opcje. Uwielbiam oglądać jego grę. Wcześniej moim ulubieńcem był Ivan de la Pena. Chodziłem na mecze Espanyolu jako mały chłopiec, podawałem piłki i patrzyłem na jego grę z zachwytem.
Potem jednak spotkałem Iniestę i to on jest moim piłkarskim idolem, od którego starałem się uczyć.

I to w Barcelonie nauczyłeś się najwięcej?

Na pewno nauczyłem się dużo, ale to specyficzny rodzaj gry. Ja jestem osobą, która lubi się uczyć i wszędzie starałem się wyciągać jakąś wiedzę dla siebie – w każdym klubie, od każdego trenera, zawodników, których spotykałem. Tak naprawdę nigdy przecież nie przestajemy się uczyć.

Potem był Villareal. W jego barwach zagrałeś na Santiago Bernabéu przeciwko Realowi Madryt.

To był mój debiut w lidze i jednocześnie najtrudniejszy mecz w karierze. Wszedłem na ostatnie trzydzieści minut i musiałem biegać tak dużo jak jeszcze nigdy wcześniej. Zagrałem tylko pół godziny, a byłem niesamowicie zmęczony. No i przegraliśmy chyba 1:3. Innym takim wielkim meczem w Villareal było spotkanie na Vicente Calderon z Atletico Madryt, kiedy wyszedłem w podstawowym składzie. Wyjątkowe było też dla mnie starcie z Sampdorią na Camp Nou w barwach Barcelony.

Z Barceloną zagrałeś też w Polsce, pamiętasz to spotkanie?

Tak, to była moje pierwsza wizyta w waszym kraju. Zmierzyliśmy się z Lechią Gdańsk, a ja wszedłem na boisko w 22. min za Cristiana Tello.

Z Lechią, czyli przyjaciółmi Śląska.

Tak? Nawet o tym nie wiedziałem. Ale to miło. I fajnie będzie jako gracz Śląska znów pojawić się w Gdańsku, miejscowy stadion również jest bardzo ładny.

Zanim trafiłeś do Wrocławia grałeś jeszcze w Portugalii, ale twoje występy tam nie były regularne.

Mówiąc szczerze – nie wiem, czemu tak się stało. W Bradze zacząłem grać naprawdę dobrze, ale trenerzy nie wystawiali mnie, potem przytrafiła mi się kontuzja, poszedłem na wypożyczenie, gdzie sytuacja nie uległa wyraźnej poprawie. Musiałem to zaakceptować, nie nad wszystkim można mieć kontrolę. 

Odejdźmy na chwilę od piłki. Powiedz, jaki jesteś prywatnie, no i czy już znalazłeś sobie dziewczynę we Wrocławiu?

Ale wcale nie szukam! Podoba mi się we Wrocławiu, zwłaszcza to, że macie tutaj tak wiele drzew, ogrodów i w ogóle miejsc związanych z przyrodą. Miasto jest ładne i jego mieszkanki również, ale nie szukam dziewczyny. Wierzę, że takich rzeczy jak miłość się nie szuka, one same do ciebie przychodzą. A prywatnie jestem spokojnym chłopakiem. Lubię spędzać czas w domu, gotować, również czytać. Na pewno jestem też kinomaniakiem.

Poleć więc jakiś swój ulubiony film.

Nie wiem, czy go znasz, nazywa się „Peaceful Warrior” („Siła spokoju”, red.). Jeśli ktoś nie oglądał – musi nadrobić!

Nadrobimy, ale wcześniej pogramy na komputerze. Wiesz, jak nazywa się najlepszy piłkarz Śląska w piłkarskiej grze FIFA 17?

Nie grałem jeszcze w najnowszą edycję, kiedyś w ogóle częściej grałem na komputerze. Ale skoro pytasz, to może… ja?

Dokładnie. Masz 73 punkty w tej grze. Najwięcej, spośród graczy WKS-u.

73? Chyba całkiem nieźle. Chcę jednak grać lepiej i pracować, by w FIFA 18 mieć więcej!
 
„Jedenastka Romana”

Joan ułożył dla nas najlepszą drużynę z piłkarzy, z którymi był kiedykolwiek w jednym zespole. Taka ekipa, z takim kapitanem, mogłaby osiągnąć naprawdę wiele!
Valdes – Pablo Zabaleta, Puyol, Celeban (C), Jordi Alba – Sergio Busquets, Xavi, Iniesta – Tevez, Aguero, Messi
 


Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska, Mateusz Porzucek

Zobacz również