Wydarzenia

Słowik: Przełamać barierę bólu

2019-01-11 15:30:00
Bramkarz Śląska jesienią musiał zmagać się z urazami – złamanym palcem i naderwanym mięśniem czworogłowym. Pierwszy zimowy obóz rozpoczął już jednak w pełnym zdrowiu. W wywiadzie prosto ze Szklarskiej Poręby opowiada o minionej rundzie i przygotowaniach do ligowej wiosny.
Praca bramkarzy podczas obozu i podczas sezonu – bardzo podobna, czy są zauważalne różnice?
 
Na pewno teraz jest większa intensywność treningów, to największa różnica. Trenujemy ciężko i dwa razy dziennie. Same ćwiczenia bramkarskie są dosyć podobne. Na pewno plan jest dobrze przygotowany, mamy w sztabie fachowca, Krzysztofa Osińskiego. Obyśmy ten plan w pełni i jak najlepiej zrealizowali, a wtedy będą tego owoce w rundzie wiosennej.

Jakie są Twoje pierwsze wrażenia z pracy z trenerami Lavičką i Svobodą?

Na pewno cały czas się poznajemy, bo jesteśmy razem dopiero kilka dni. Pierwsze odczucie jest bardzo pozytywne. Z pewnością jest to osoba z dużym autorytetem, ma nieprzeciętne CV. Cieszymy się na dalszą współpracę i jesteśmy ciekawi kolejnych dni. Bo ona dopiero się tak naprawdę zaczyna. Myślę, że wspólnie, jako Śląsk, możemy zrobić duży progres z tym szkoleniowcem.

Zmiany w sztabie były istotne, ale chyba jako bramkarze cieszycie się, że trener Osiński nadal pracuje z wami?

Na pewno nasza współpraca układa się dobrze. Nawet bardzo dobrze. Ja osobiście cieszę się, że nadal będę miał możliwość pracy z trenerem. Nic tylko jak najwięcej czerpać ze wspólnych treningów, analiz i nadal się rozwijać. To najważniejsze, by rozwijać się indywidualnie, a to wpływa na wyższy poziom rywalizacji w zespole i większą jakość drużyny.



W Szklarskiej Porębie panują prawdziwie zimowe warunki. A Ty miałeś już w swojej karierze doświadczenie z podobnymi warunkami podczas obozu.

Pamiętam, że, będąc w Jagiellonii, mieliśmy zimą obóz na Litwie. Była sroga zima. To chyba się działo za czasów trenera Hajty. Zresztą, Białystok leży w najmroźniejszym regionie Polski, więc można się było przyzwyczaić. Z pewnością to są całkiem inne przygotowania od tych w ciepłych krajach, w Turcji, na Cyprze itp. Tam ma się większą przyjemność z samej gry, jest  lepsza pogoda, naturalna trawa. W naszym regionie zimą często musimy trenować na sztucznej murawie. A to dla stawów nie jest naturalne i obojętne, organizm dostaje mocno w kość. To są dwa różne obozy, różne plany i cele.

Ważne, że już do pierwszego obozu możesz przystąpić w pełnym zdrowia. Bo w minionej rundzie trochę ono szwankowało…

W trakcie sezonu zdarzają się mniejsze czy większe urazy. Trzeba jednak przełamać barierę bólu. Każdy z chłopaków w drużynie może powiedzieć, że z urazami, czy też „na blokadzie”, grał z pewnością nie jeden mecz. Jesienią zdarzyło mi się grać kika meczów ze złamanym palcem. Kontuzję odniosłem na rozgrzewce przed starciem z Legią i potem zagrałem w jeszcze kilku spotkaniach, do momentu aż palec się zrósł. Z kolei pod koniec rundy naderwałem mięsień czworogłowy. Zaleczyłem to, ale jednak nie w stu procentach i grałem na lekach przeciwbólowych. Na szczęście od stycznia jest już wszystko dobrze i mam nadzieję, że zdrowie będzie dopisywać przez całą wiosnę.

Twoja kontuzja sprawiła, że do bramki wskoczył Kuba Wrąbel. Pojawiła się w Twojej głowie myśl, że nie wrócisz do pierwszego składu po wyleczeniu urazu?

Znam swoją wartość i takie rzeczy nie mają na mnie wpływu. Wiem, że jestem dobrym bramkarzem, ale na każdym kroku powtarzam, że zdrowa rywalizacja pomaga całemu zespołowi. Gdy bronił Kuba to ja trzymałem za niego kciuki, by te mecze były dobre i zwycięskie dla Śląska. Kilkakrotnie powtarzałem, że najbardziej zależy mi na dobru zespołu i całego klubu. W tamtej sytuacji też o tym myślałem.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również