Wydarzenia

Svoboda: Piłka to moje powołanie

2020-01-27 19:30:00
O treningach podczas obozu na Cyprze, wspomnieniach z przygotowań sprzed lat i różnicach w pracy piłkarza oraz trenera - zapraszamy na rozmowę z drugim szkoleniowcem Śląska, Zdenkiem Svobodą. Prosto z Ayia Napy!
Jako piłkarz i później trener miał pan okazję odwiedzić wiele krajów podczas zimowych przygotowań. Jak na ich tle wygląda Cypr?
 
Wszystko jest tutaj w porządku. Nie chcieliśmy ryzykować i ponownie wybierać Turcji, bo rok temu pogoda pokrzyżowała nam plany. Zastanowiliśmy się i wspólnie uznaliśmy, że potrzebujemy zmiany. Jesteśmy zadowoleni z podjętej decyzji. Najważniejsze są dla nas boiska i mamy tutaj odpowiednią jakość do prowadzenia treningów. Słuchałem wcześniej opinii moich kolegów o Cyprze, ponieważ osobiście jestem tu pierwszy raz. Wielu zachwalała to miejsce i miała rację. Jeśli chodzi o obozy zagraniczne, to faktycznie, mam spore doświadczenie w tym zakresie. Byłem na wielu takich zgrupowaniach - w Turcji, do tego Portugalia, Hiszpania, a nawet Dubaj.
 
Jaki nakreśliliście plan na ten obóz? To chyba inna praca niż we Wrocławiu, bardziej nakierowana na taktykę, treningi stricte piłkarskie.
 
Tak, takie były nasze założenia, łącznie z rozegraniem tutaj trzech sparingów. We Wrocławiu zdarzało się, że był mróz, więc musimy być zadowoleni z boisk i warunków, które tu mamy. To najważniejsze, że możemy przeprowadzić zaplanowane przez nas treningi piłkarskie i taktyczne, bo jest ich tutaj więcej niż wcześniej, w Polsce. Jako sztab zawsze staramy się jednak, by zajęć bez piłki było jak najmniej.
 
Trudno chyba w trakcie 10 dni zmieścić wszystko, nad czym chcecie popracować, a jednocześnie nie przetrenować piłkarzy. Jak to zrobić?
 
Kluczowe jest to, aby znaleźć balans. Ustaliliśmy, że trzy sparingi są dla nas optymalne, nie chodzi o to, by zagrać ich sześć, a później nie mieć do dyspozycji wszystkich graczy z powodu dłuższej regeneracji czy kontuzji. Przy takich liczbie dni i sparingów, można zrealizować cały plan na zgrupowanie.

 
Jak wygląda sytuacja zdrowotna i powrót do formy Erika Exposito?
 
Erik idzie krok po kroku, nawet trochę ponadplanowo. Zakładaliśmy, że będzie tu pracował przede wszystkim kondycyjnie, natomiast trenuje już z piłką, wchodzi powoli w treningi strzeleckie. Nie chcemy oczywiście przesadzić, bo przez miesiąc nie mógł zupełnie trenować, ale być może pojawi się na boisku w ostatnim sparingu na obozie na kilka minut.
 
A jak spisują się nasi liczni młodzieżowcy na tle ekstraklasowych graczy?
 
Wiemy, że młodzieżowcy mają talent i spory potencjał, ale oni sami najlepiej czują, jaka jest różnica między nimi, a w pełni seniorskim futbolem. Chcemy im uświadomić, żeby byli aktywni w każdej sekundzie treningu, aby trenowali na maksa, byli skoncentrowani. Wszystko jest przed nimi. Ale podkreślę raz jeszcze, nie jest to łatwe i wymaga od nich skupienia na każdym ćwiczeniu. Bartek Boruń, Piotrek Samiec-Talar, Konrad Poprawa, czy Sebastian Bergier trenują z nami od dłuższego czasui ta różnica jest u nich zauważalna. Teraz są z nami też Marcin Szpakowski, Grzesiek Kotowicz i Bartek Frasik. Zdołali się już też zaadaptować do tych zajęć. Dla przykładu myślę, że po dwóch-trzech miesiącach dalszych treningów np. Szpaku jest w stanie zrobić postęp, aby być w jednej linii obok wcześniej wymienionych młodych zawodników.
 
Chciałem chwilę porozmawiać o wspomnieniach trenera z obozów z przed lat. Czy były one tak samo zorganizowane jak te dzisiejsze i jakie były różnice? 
 
Największą różnicę stanowiło to, że przerwa zimowa była znacznie dłuższa niż jest teraz. Często mieliśmy dwa obozy. Zdarzało się, że ostatni mecz był 20 listopada i trenowaliśmy jeszcze po nim do 10 czy 12 grudnia. Około 4 stycznia zaczynaliśmy przygotowania. Kolejny mecz był natomiast dopiero 15 marca! Dla zawodników taka długa przerwa w rozgrywkach to była najgorsza rzecz. W pierwszej części przygotowań pracowaliśmy głównie nad kondycją: wiele biegania, obozy w górach, bieganie na nartach i treningi bez piłki - czyli coś, czego zawodnicy wyjątkowo nie lubią. Z drugiej strony kondycyjnie byliśmy super przygotowani, to na pewno. Nie było wtedy dostępnych zbyt wielu sztucznych muraw, sparingi graliśmy na boiskach słabej jakości, wielu piłkarzy odnosiło kontuzje. Takie przygotowania nie były niczym przyjemnym. Często wyglądało to więc w ten sposób: najpierw obóz kondycyjny, powrót do Pragi i sparingi, a następnie wylot np. do Hiszpanii. Trwało to wszystko bardzo długo. Myślę, że dziś chłopaki mogą się cieszyć, bo staramy się właściwie wszystkie zajęcia przeprowadzać z piłką.

 
Przez lata praca piłkarzy podczas obozów też nieco ewoluowała.
 
Wcześniej byłem zawodnikiem, co z pewnością pozwala mi lepiej zrozumieć, na czym to polega, czego piłkarz potrzebuje od trenerów. Dotyczy to także negatywnych rzeczy, jak np. ćwiczeń które nie miałyby dziś sensu. Za moich zawodniczych czasów podnosiliśmy często duże ciężary, wykonywaliśmy zadania, z którymi obecni gracze jeśli nawet daliby sobie radę - to nie miałoby to większego sensu. Niegdyś przykładano mniejszą wagę do tego, co może niekorzystnie wpłynąć na zdrowie zawodników. Mam jednak przekonanie, że metody treningowe w ostatnich dwudziestu latach bardzo mocno poszły do przodu.
 
Kto wraca bardziej zmęczony po obozie - trenerzy czy piłkarze?

Myślę, że zawód i życie piłkarza są wspaniałe. Sam tego doświadczyłem i niektóre rzeczy docenia się tak naprawdę po latach. Praca trenera nie zaczyna i kończy się na godzinę przed treningiem i godzinę po, to znaczenie bardziej angażujące czasowo zajęcie. Ale ja nie chcę nazywać tego "pracą". Piłka nożna to moje życie, to moje powołanie. Całe życie żyję piłką i nie chcę sprowadzać tego do poziomu zwykłej pracy. Dla mnie to coś więcej.
 
Treningi przez lata się zmieniły, więc i piłkarze grają nieco inaczej. Gdyby jednak miał pan porównać Zdenka Svobodę-piłkarza, do któregoś z obecnych graczy Śląską, kto by to był?
 
Hmmm, na pewno musiałbym się zastanowić...
 
Trener Lavička w zeszłym sezonie wskazał na Farshada.
 
O, no tak, obaj lewonożni, z dobrą techniką. Ja byłem środkowym pomocnikiem, grałem jako "10", "8", potem niżej, bardziej defensywnie, pod koniec kariery nawet na środku obrony.  Myślę, że  mógłby to być miks: jako pomocnik łączyłem cechy Chrapka, Żivulicia i Mączyńskiego.

 
Ten ostatni przed sezonem został wybrany kapitanem Śląska i wydaje się, że on, jak i cała rada drużyny, bardzo dobrze współpracuje ze sztabem. Porozumienie na linii piłkarze-trenerzy jest na wysokim poziomie.
 
Tak, zgadzam się. To mądrzy ludzie, zawodnicy z doświadczeniem. Przede wszystkim kapitan, jak i cała rada, są sprawiedliwi. Każdy z nas, trenerów, czuje, że chcą działać wspólnie, dla dobra zespołu. Dzięki temu współpraca wygląda tak dobrze.
 
Teraz w Śląsku, a wcześniej w innych drużynach, jest pan asystentem trenera Lavički już od około 6 lat. Nie pojawiają się myśli o pracy na własną rękę?
 
Miałem różne pytania w tej sprawie, ale podoba mi się moja rola. Pierwszy trener ma nieco większy dystans wobec drużyny, mnie natomiast cieszy to, że mogę być bliżej zawodników i szatni – lubię jej „zapach”, atmosferę. Moje podejście jest zawsze ukierunkowane na zespół, chcę być w ciągłym kontakcie z piłkazami, przebywać w szatni. Pierwszy trener ma nieco inną rolę, decyduje, zarządza, ale nie jest aż tak częstym gościem w szatni. Żaden szkoleniowiec nie osiągnie jednak niczego sam, każdy podkreśla, jak ważny jest dobry cały sztab. Nie zamierzam przeskoczyć przez plecy trenera Lavički i powiedzieć, że teraz idę swoją drogą.
 
Na koniec - z jakiego wyniku na koniec sezonu będzie pan zadowolony?
 
Cel jest jasny – grupa mistrzowska. Pojawiły się nieplanowane przez nas rzeczy, jak kontuzje. Jest jeszcze czas, być może ktoś do nas dołączy, aby jeszcze zwiększyć rywalizację. Mamy cztery punkty straty do lidera, ale również cztery punkty przewagi nad dziewiątym miejscem. Musimy zachować chłodne głowy.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również