Wydarzenia

Urban: Chcę, byśmy zagrali dla kibiców

2017-09-07 14:45:00
Były trener Legii, a obecnie szkoleniowiec Śląska - Jan Urban - spotkał się z dziennikarzami na konferencji prasowej przed spotkaniem WKS-u z mistrzem Polski. Oto wypowiedź głównodowodzącego szatni wrocławian.
Jan Urban: Co było kiedyś – nie interesuje mnie. Pamiętam, gdy Śląsk przegrał u siebie z Legią, tracąc bardzo szybko trzy gole. Ale każdy mecz jest inny. To będzie fajne spotkanie – dla klubu, kibiców i piłkarzy. Każdy chce pokonać faworyta, a Legia praktycznie w każdym meczu nim jest. Wszyscy rywale bardzo szukają zwycięstwa, bo dodaje to pewnego splendoru, wygrać z aktualnym mistrzem Polski. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktoś się przestraszy i przegramy to spotkanie w głowach.

Moja drużyna czuje się dość pewnie. Nie przegraliśmy od pięciu kolejek i gra wygląda przyzwoicie, mimo że skład jest przemeblowany względem minionego sezonu, a do tego mieliśmy sporo kontuzji. Na teraz w meczu z Legią niemożliwy jest występ Michała Maka. Reszta – zobaczymy. Drużyna jest pełna optymizmu, chłopaki super pracują na treningach. Oby to się przełożyło na sobotnie spotkanie.

Przerwa na mecze reprezentacji to ważny czas. Staraliśmy się wykorzystać go jak najlepiej. W naszym przypadku – gdy na kadrę nie pojechało wielu – to dobra okazja do spokojnej pracy, integracji zespołu, lepszego zrozumienia się nawzajem. Teraz doszedł do nas Kamil Vacek i sądzę, ze nie będzie długo trwało, zanim wdroży się do drużyny. Po testach wytrzymałościowych i siłowych, jakie mu zrobiliśmy, muszę powiedzieć, że jego wyniki są naprawdę bardzo dobre. Jemu może brakować rytmu meczowego, ale fizycznie wygląda dobrze, potrafi grać w piłkę i może szybko złapać wysoką formę.

Czy przyjście Vacka sprawi, że nie zagramy już dwójką Piech-Robak z przodu? Nie wiem. Jeśli wszyscy będą w dobrej, wysokiej formie – na pewno znajdę miejsce na boisku dla całej trójki.



Dodatkowym smaczkiem meczu jest to, że ja długo pracowałem w Legii. A obecnym trenerem warszawian jest Jacek Magiera, mój były asystent. Widzę, że jest doskonale przygotowany do samodzielnego prowadzenia zespołu. Na marginesie – to samo z Kibu Vicuną, który pracuje ze mną około 10 lat. Wiem, że on kiedyś też „wyfrunie”, bo chce w przyszłości poprowadzić samodzielnie zespół.

Chcę, byśmy zagrali jak najlepszy mecz dla kibiców. Widzieć radość kibica to jest efekt końcowy naszej pracy. Podkreślenie, że to wszystko, co robiliśmy, przyniosło efekt. Dla mnie to najpiękniejsze co może być w piłce nożnej. Wiem, że nasi fani przyjdą na ten mecz, że będą nas wspierać. Czujemy ich doping. Myślę, że relacje na linii kibice-drużyna są bardzo dobre i oby tak dalej. My jesteśmy tymi, którzy mogą przyciągnąć więcej kibiców na stadion – dobrą grą i wynikami. To chcemy robić.

Dobrze wychodzą nam stałe fragmenty gry. Zawsze nad nimi pracujemy – zarówno nad defensywnymi, jak i ofensywnymi. Dość często dzieje się tak, że jak zdobędziesz pierwszą, potem drugą i trzecią bramkę ze stałego fragmentu, to zawodnicy mają więcej pewności do siebie. Idą w pole karne przy kornerze czy rzucie wolnym z większą wiarą w strzelenie gola.
W Legii jest mnóstwo reprezentantów wielu krajów, dla nich ta przerwa na mecze kadry wyglądają trochę inaczej. Natomiast w klubie wiedzą o tym i są przygotowani. Dlatego wygrana z Zagłębiem to nie jest ostateczny powód, że w grze Legii już wszystko gra. Tam na początku sezonu było dużo rotacji w składzie z racji gry w wielu rozgrywkach i kontuzji. Na stabilny skład Legii w lidze trzeba jeszcze poczekać.

Mamy pomysł na grę z Legią, jak na każdy inny mecz. Zanalizowaliśmy przeciwnika, znamy jego dobre i słabe strony. Nie wiadomo, jak będzie wyglądał ich skład, bo mają wiele możliwości. Jest u nich kilka kontuzji, a porównując do tego, jak wyglądali w poprzednim sezonie – z Ofoe, Nikoliciem czy Prijoviciem – z pewnością ich siła jest zdecydowanie mniejsza. Ale to ciągle mistrz Polski, z szeroką kadrą. Na dzisiaj Legii potrzeba czasu, by móc więcej powiedzieć nt zawodników, którzy przyszli do klubu. U nas wygląda to nieco podobnie.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również