Wydarzenia

Urban: Na szczęście trzeba zapracować

2017-09-20 10:55:00
Jan Urban spotkał się z dziennikarzami na konferencji prasowej przed meczem z Lechem Poznań, czyli drużyną, którą prowadził jeszcze na początku minionego sezonu. Oto, co mówił szkoleniowiec wrocławian.
Jan Urban: Wiadomo, że Lech ma najmniej w lidze straconych bramek, wiadomo, że Marcin Robak tam grał i dużo o nich wie. My też wiemy.

Jeśli możemy sobie pozwolić, by spokojnie wprowadzać zawodników, którzy nie są do końca przygotowani lub nie są w pełni sił – to staramy się tak robić. Niekiedy było to niemożliwe, brakowało nam ludzi i grał ktoś, kto nie był w 100% przygotowany do meczu. Zmuszała nas do tego sytuacja. Teraz – mówię o Kamilu Vacku – tak nie jest. Radzimy sobie, mamy kim grać w środku pola. Choć pojawiają się kontuzje. Jednak wprowadzamy Kamila coraz śmielej. Nie zapominajmy, że on ma trzy letni kontrakt. To nie znaczy, że on musi już teraz od razu grać wszystko. Wierzymy, że będzie się prezentował tak, jak pokazywał już w polskiej lidze. Ma na to dużo czasu, by pokazać swój najwyższy poziom.

Dla mnie nie było trudne stwierdzić, że Riera nie jest napastnikiem. On sam mi mówił, że źle się czuł na tej pozycji, choć w poprzednich klubach czasem tam występował. To nie jest jego pozycja. Samopoczucie zawodnika i jego wiara w to, że na tej pozycji czuje się dobrze i gra lepiej, jest niesamowicie ważna. Są sytuacje, gdy trzeba zmienić pozycje na dane spotkanie. Jeśli porozmawia się z zawodnikiem na spokojnie i powie, że to potrzeba chwili, to na pewno to przyjmie. Robienie czegoś na siłę nie wpływa dobrze na pewność siebie zawodnika.

Na pewno mówienie o Kubie Wrąblu nie skończy się po dobrym meczu w Zabrzu. Jest młodym zawodnikiem, a do tego bramkarzem. A na tej pozycji każdy błąd jest szczególnie widoczny. On ciągle się uczy, popełnia błędy, ma dobre interwencje, którymi popisał się m.in. w Zabrzu. Przed nim jest okres, w którym musi sprawdzić sam siebie w różnych sytuacjach boiskowych. W niejednej się pomyli, ale będzie miał materiał do analizy – co robić lepiej, jak trzeba się zachować, a jak nie można. Jeśli on nie będzie tego robił, będzie bramkarzem na linii. A bramkarz na linii to przeciętny bramkarz. Jeśli chce być bardzo dobrym golkiperem, musi dominować grę na przedpolu i ciągle poprawiać grę z nogami.

Tak się składa, że my do tej pory zawsze tracimy bramkę. Czasem to nasz błąd, czasem dobra akcja przeciwnika. Przy takim bilansie bramkowy, a mamy 12:12, nasza liczba punktów jest bardzo przyzwoita. Na pewno mamy coś do poprawienia. Jako Śląsk Wrocław idziemy dość dużą liczbą zawodników do gry w ofensywnej. W każdym spotkaniu stwarzamy sytuacje bramkowe, na każdym terenie. A to często powoduje, że nie jesteśmy do końca dobrze zorganizowani w grze defensywnej. Nie wszyscy są w stanie wrócić w porę za linię piłki i zorganizować się w obronie. Nie widzę w tym wszystkim wielkiego problemu. Ale jest to element, który można poprawić.

Nie można liczyć na szczęście, na to, że karta się odwróci i przestaniemy tracić bramki. Na to można liczyć od czasu do czasu. Trzeba pracować nad tym, trzeba poprawiać organizację gry obronnej, być przygotowanym na szybki powrót po stracie piłki. Na szczęściu daleko się nie zajedzie. Raz jest z przeciwnikiem, raz z tobą. Z reguły na koniec sezonu bilans szczęścia kręci się koło zera. Są mecze – np. nasze spotkanie z Piastem, kiedy rywale nie wykorzystali rzutu karnego w końcówce – w których można powiedzieć „mieliśmy fart”. Innym razem, jak w Lubinie z Zagłębiem, zdecydowanie go nie mieliśmy. Szczęście jest bardzo potrzebne, ale nie na dłuższą metę. Trzeba sobie na nie zasłużyć pracą na boisku. Jeśli wcześniej wykonałeś odpowiednią pracę, zostajesz nagrodzony.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również