Wydarzenia

Urban: Patrzymy na siebie

2018-02-09 12:10:00
Przed pierwszym meczem rundy wiosennej - wyjazdowym starciem z Cracovią - na pytania dziennikarzy odpowiadał Jan Urban. - Każdy ma swoje problemy, rywale swoje, my swoje. Patrzymy na siebie, bo pierwsze mecze po przerwie zimowej zawsze są pewną niewiadomą - mówi trener WKS-u.
Jan Urban: Dużo dzieje się ostatnio w Cracovii. Każdy ma swoje problemy, my swoje, oni swoje. Oni też nie wiedzą, jak to wyjdzie w meczu oficjalnym. Każdy testuje różne warianty w sparingach. Ale bardziej patrzymy na siebie, bo zawsze mecze po przerwie zimowej są pewną niewiadomą.

Wydaje mi się, że najgorsze, co może spotkać zawodników po kontuzjach wiązadeł w kolanie, to sztuczna murawa. Trenujemy w Środzie Śląskiej, bo tam jest najlepsze boisko, warto jechać te 40 minut w jedną stronę. Jutro i pojutrze rezerwy rozegrają sparingi i Danek pojedzie z nimi. Ma zgodę, że jeśli nie będzie czuł się komfortowo, może poprosić o zmianę. Z punktu widzenia medycznego wszystko jest w porządku. On obawia się sztucznej murawy, ale musi się przełamać.

Jeśli chodzi o moje podeśjcie, to zawsze lepiej jechać „na pozytywie”. W Hiszpanii się tego nauczyłem. Tam nawet jak przegrają 2:3, to pokażą swoje bramki, albo powiedzą, że mieli mało szczęścia i następnym razem będzie lepiej. Na życie patrzą z dużym optymizmem.

W pierwszej rundzie też mieliśmy cztery takie trudne mecze, choć oczywiście na własnym boisku. Na papierze terminarz nie wygląda za dobrze, ale polska liga udowodniła wiele razy, że wszystko jest możliwe. Np. Górnik Zabrze nie przegrywał u siebie, a w ostatnim meczu uległ 0:4 z Cracovii. Taka jest nasza liga. W Legii i Lechu też zimą było troszkę zmian, zakupów. Ale my musimy wierzyć, że zawodnicy, którzy grali w I rundzie, złapali rytm meczowy, bo jak przychodzili do nas, to nie wszyscy go mieli. Przepracowali okres przygotowawczy i powinno być zdecydowanie lepiej. Czasem mówiliśmy, że jednego trzeba wprowadzać przez taki czas, innego przez inny. Na Cyprze były przyjemne warunki do treningów, nie byliśmy tam długo, bo 10 dni, ale trenowaliśmy solidnie. A teraz pracujemy na sztucznej murawie, ale inne zespoły, poza Legią, też nie mają innej mozliwości i startują na podobnym poziomie.

Mam nadzieję, że nic więcej, jeśli chodzi o kontuzje, nam się nie stanie. Doświadczyliśmy w tym sezonie tylu nieszczęść, kontuzji, że odpukać – ufam, że ich już nie będzie. Czekam jeszcze na kogoś, kto wzmocni bok pomocy. Nie za dobrze wygląda sytuacja na tych pozycjach i chcemy wykorzystać to okienko transferowe, poszukać jakiegoś wzmocnienia. Na papierze nasza kadra wygląda całkiem przyzwoicie. Gdybyśmy nie mieli kontuzji, nie potrzebowałbym żadnych transferów. Do kadry, jaką mamy, dochodzą młodzi chłopcy, z nadzieją na grę i nie wygląda to źle. Oczywiście liczyłem się z kontuzjami, które wykluczą zawodników na parę meczów, z zawieszeniami za kartki. Wtedy rotuje się ustawieniem, można przestawiać zawodników i grać dalej. Ale w takim przypadku, jaki spotkał nas, przy tylu i takich poważnych urazach jaki nas spotkał – bardzo o to trudno. Wiedziałem pod koniec jesieni, że sytuacja zdrowotna mocno się nie zmieni, że wróci do nas tylko Kosecki, który w końcówce rundy był wyłączony z gry. Pozostali nie wrócą od razu, bo kontuzje są zbyt poważne. Wiedziałem, że najbliżej powrotu jest Dankowski, ale i jemu potrzeba jeszcze czasu, by wrócił do pełnej formy i gry. A już teraz mamy dwóch zagrożonych kartkami, więc i to nas nie ominie.

Sam jestem ciekaw, jak Tim Rieder będzie wyglądał w lidze. Nie ulega wątpliwości, że na treningach i w sparingach prezentował się nieźle, choć także popełniał pewne błędy. Po pierwszych treningach wydawało mi się, że nie jest zbyt szybki. Ale w sparingach pokazał, że dysponuje niezłą szybkością i wyprowadzeniem piłki. Sparingi są po to, by nabrać rytmu meczowego, jednak pod względem psychicznym nie ma to nic wspólnego z meczem ligowym. Tylko czasem zdarzają się wyjątki, że ktoś gra lepiej w lidze niż w sparingach, częściej jest odwrotnie. Dlatego sam chcę go zobaczyć w meczach o stawkę.

Na pewno każdy prezes przychodzi, by zrobić dobrą prace dla Śląska. To nie ulega wątpliwości. Zmiany wynikają z różnych powodów, to nie moja działka. Ale to trochę  tak, jak w pracy trenera – masz pomysły, by poprawić funkcjonowanie zespołu czy klubu – ale potrzebujesz na to czasu. Ostatnio u nas albo ktoś był tymczasowo, albo szybko zostawał zmieniony. Miejmy nadzieję, że w tym przypadku pan prezes Marcin Przychodny będzie miał więcej czasu i okazję, by wprowadzać swoje pomysły. Jest otwartym człowiekiem, relacje międzyludzkie są dobre. Nie mogę za dużo powiedzieć, nie znam go aż tak długo. Na razie się poznajemy, wygląda to dość dobrze, ale ja koncentruje się na pracy z zespołem, to moje zadanie.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również