Wydarzenia

Urban: Rywalizacja to podstawa

2017-12-14 14:35:00
- W sporcie drużynowym rywalizacja o miejsce w składzie to podstawa. U nas takiej właściwie nie ma. Kontuzje nie wynikają z przeciążeń treningowych. Gdy ich nie było, Śląsk grał spokojnie, efektownie i zajmował miejsce w górnej części tabeli - mówi Jan Urban, trener WKS-u, przed meczem z Jagiellonią Białystok.
Jan Urban: Nie jestem z tych, którzy rano od razu wchodzą w Internet i czytają wszystkie opinie oraz spekulacje. Coś do mnie dociera, ale myślę o meczu z Jagiellonią.

Nie byłoby Picha na boku obrony, gdyby nie taka potrzeba. Robert dalej nie jest zadowolony ze zmiany pozycji. Ale jeśli drużyna cię potrzebuje, to musisz zagrać i dać z siebie tyle, ile możesz. W takiej sytuacji jest więcej do zyskania, bo przy słabym występie, tłumaczeniem może być zmiana pozycji.

Co do Augusto w meczu z Piastem – nigdy nie wystawiam zawodnika, który mówi, że nie jest gotowy do gry. Może on przeliczył się z siłami, może nie czuł się tak dobrze, jak myślał. Przed meczem nie zgłaszał problemów, zgłosił w przerwie i od razu była zmiana. Teraz trenuje normalnie. Podobna sytuacja była w Niecieczy z Piechem. Źle mu się oddychało po starciu z rywalem, w którym ucierpiał. Grał z opatrunkiem. Pytaliśmy, czy da radę. Ciągle mówił, że tak i prawie do końca meczu został na boisku. Augusto z Piastem w przerwie zgłosił problemy i nastąpiła zmiana.

Nie jest łatwo wytłumaczyć pierwszą połowę z Bruk-Betem. Widziałem przed meczem drużynę i nic nie wskazywało, że tak to będzie wyglądać. Piłkarze byli mocno skoncentrowani. Nawet mocniej niż przed niektórymi poprzednimi meczami. Chcieli zrobić jak najlepiej swoją pracę. W przerwie to ja musiałem powiedzieć parę męskich słów w szatni. Była na to reakcja, graliśmy lepiej, zdobyliśmy bramkę. Mogliśmy ten mecz na pewno zremisować.

Jagiellonia jest w tym momencie w dobrej formie, w dobrym momencie dla całej drużyny. Ma też wiele indywidualności, które mogą rozstrzygnąć spotkanie. Imponujące jest m.in. ich bardzo szybkie przejście z obrony do ataku. Ten mecz to ostatnie z trzech spotkań w krótkim odstępie czasu. A jest ogromna różnica, jeśli z meczu na mecz możesz dokonać paru roszad w wyjściowym składzie, do tego trzech w trakcie meczu. Na to trzecie spotkanie mamy wtedy zawodników w lepszej kondycji, mniej zmęczonych. U nas nie ma takiej możliwości.

My w Polsce ciągle budujemy piłkę klubową. Jest patologią, że trenerzy pracują tak krótko, teraz ta średnia to około pół roku. Można powiedzieć, że Śląsk już zrobił podwójną normę, mając trenera przez rok. Ale według mnie to krótko, prowadzę zespół niecałe 12 miesięcy i przez ten czas mieliśmy dwie różne drużyny. Pierwszą część mojej pracy, wiosnę, uważam za duży sukces. Za długo jestem w piłce, by nie potrafić ocenić potencjału drużyny. Wiem, co przeżywaliśmy i co musieliśmy zrobić, by utrzymać się w ekstraklasie. Co do oceniania potencjału, to podobną sytuację miałem w Legii. Przychodząc tam po raz drugi spojrzałem na kadrę i powiedziałem, że zdobędziemy mistrzostwo Polski, albo mnie tu nie ma. I wygraliśmy tytuł. Chociaż wtedy mistrzostwo dla Legii nie było tak częste, jak dziś. To były pierwsze złote medale od siedmiu lat.

W naszym kraju każdy przed sezonem mówi, że chce, by jego zespół był w pierwszej ósemce. Ze czasów mojej gry w Osasunie zdarzało nam się grać w europejskich pucharach, a to przytrafia się Osasunie raz na 8-10 lat. A potem władze klubu i tak mówiły, że w kolejnym sezonie naszym celem jest utrzymanie. W Polsce tak nie ma, nie ma realnej oceny potencjału.

Teraz mamy zdecydowanie mocniejszą drużynę, niż w zeszłym sezonie. Na początku, mimo że od razu mieliśmy kontuzje, zaczęliśmy rozgrywki nieźle. Mieliśmy jeszcze na tylu zawodników, że mogliśmy sobie pozwolić na grę jednym napastnikiem. Teraz to nie do pomyślenia, bo nie ma wystarczającej liczby piłkarzy i zmienników. Byłem zaskoczony, że tak szybko nasza gra zaskoczyła. Mieliśmy dziewięć meczów bez porażki z rzędu. Graliśmy piłką, długo utrzymywaliśmy się przy niej, konstruowaliśmy kombinacyjne akcje. Problemy były na wyjazdach, bo to bardziej drużyna do gry, niż do walki. Później często trzeba było improwizować ze składem, ustawieniem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przecież w sportach drużynowych rywalizacja to podstawa. U nas takowej na większości pozycji nie ma. Zawodnik stara się, gra najlepiej, jak umie, ale z tyłu głowy ma, że „i tak nie ma za bardzo kto za mnie zagrać”. Jeśli ktoś czyha na miejsce, jest nieco inaczej.

Gdy zawodnicy byli zdrowi, problemów z urazami było mniej, Śląsk grał spokojnie, był w połowie tabeli, a nawet wyżej. Dziś mamy średnią 2 punkty na mecz u siebie. Nawet lider nie ma tak wysokiej średniej na własnym boisku. Naszym problemem całą rundę były mecze wyjazdowe.

Wydaje mi się, że więcej spotkań lepiej graliśmy lepiej po zmianie stron, w drugiej połowie. Nie widziałem, żeby ktoś mógł powiedzieć po meczu, ze „Śląsk pękł fizycznie”. My monitorujemy przebiegnięte przez graczy kilometry, ich intensywność, porównujemy to z poprzednimi spotkaniami.
 
Tadeusz Pawłowski zawsze jest na karuzeli, gdy mówi się o zmianie trenera Śląska. Moim zdaniem Tadziu robi super robotę w Akademii. Boryka się z mnóstwem problemów, wiem o tym, bo rozmawiamy niemal codziennie. Widać jednak, że to zaczyna lepiej funkcjonować.

Przed sezonem ściągaliśmy zawodników znanych, by uniknąć ryzyka. Jedynym transferem gracza wcześniej nieznanego w Polsce, było przyjście Srnicia. Wiemy, że nie mamy zbyt mocno rozbudowanego skautingu, by móc jeździć i wielokrotnie oglądać zawodników, którzy nas interesują. Dlatego staraliśmy się stawiać na takich graczy, którzy byli pewniejsi. Zimą było podobnie. Latem w większości przypadków wybierałem zawodników z jakiegoś zaproponowanego mi grona. Czasu na to było mało, a jeszcze zamieszania właścicielskie sprawiły, że w pewnym momencie nie mogliśmy robić transferów, bo mógł się zmienić właściciel klubu. Dlatego transfer Vacka udało się dopiąć właściwie w ostatniej chwili. Taką kadrą mieliśmy sobie poradzić do grudnia. I pewnie gdyby nie kontuzje, wyglądałoby to dużo lepiej. A trzeba zwrócić uwagę, że praktycznie wszystkie urazy odniesione zostały w trakcie meczu. Nie wiemy tylko, skąd i dlaczego tak długo trwają problemy Jovicia z achillesem. Ale nasze kontuzje nie wynikają z przeciążeń treningowych.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również