Wydarzenia

Zapędzeni do rogu

2015-03-08 19:45:00
2
Śląsk Wrocław uległ dziś warszawskiej Legii 1:3 w meczu 23. kolejki ekstraklasy. Decydujące o porażce WKS-u okazały się stałe fragmenty gry, zwłaszcza skutecznie egzekwowane przez Legionistów rzuty rożne.

Już drugi raz w przeciągu tygodnia zmierzyły się ze sobą dwa wiodące kluby polskiej ligi. W obydwu jedenastkach, zarówno w tej Śląska, jak i Legii, w porównaniu do czwartkowego meczu w Pucharze Polski zaszły jednak zmiany. W ekipie WKS-u z powodu nadmiaru żółtych kartek nie mógł zagrać Mateusz Machaj, którego zastąpił Robert Pich. Ponadto do wyjściowego składu powrócił Tomasz Hołota, a miejsca zabrakło dla narzekającego na drobny uraz pleców Dudu Paraiby.

 

Legioniści do spotkania ligowego przystąpili z większymi zmianami. Przede wszystkim do gry powrócili zawieszeni w meczu pucharowym Vrdoljak i Rzeźniczak, a trener Berg postanowił na powrót porotować składem, w którym znalazło się miejsce dla Malarza, Saganowskiego, Brzyskiego, Koseckiego i Pinto.

 

Już na początku spotkania Śląsk mógł objąć prowadzenie, w 1. minucie gry piłka znalazła się pod polem karnym warszawskiej drużyny, gdzie dopadł do niej Lukas Droppa. Niestety uderzeniu Czecha zabrakło sporo precyzji, by można było mówić o zagrożeniu bramki przyjaciela Marco Paixao Arkadiusza Malarza.

 

Przed spotkaniem istniały obawy, czy po wyczerpujących 120 minutach w czwartkowym meczu obydwie drużyny będą na siłach, by w niedzielę ponownie stworzyć widowisko na najwyższym poziomie. Śląsk zdawał się nie zważać na wysiłek poprzednich dni i atakował. W 11. minucie na bombę z narożnika pola karnego zdecydował się Robert Pich. Uderzenie filigranowego Słowaka było soczyste, ale nie mniejszym kunsztem wykazał się Arkadiusz Malarz,który sparował strzał do bocznego sektora boiska.

 

Wrocławianie nie zwalniali tempa. Już 5 minut później Grajciar zapoczątkował z lewej strony murawy kolejną akcję WKS-u, podał do środka, do Marco Paixao, a ten podcinką uruchomił brata. Flavio zabrakło jednak centymetrów do skutecznego przyjęcia piłki i ta wylądowała w rękach Arkadiusza Malarza. 

 

Legia schowała się za podwójną gardą i czekała okazji do kontrataku lub ze stałych fragmentów gry. Taka nadażyła się w 19. minucie spotkania, gdy właśnie po dośrodkowaniu w pole karne z rzutu rożnego, do efektownego woleja złożył się Jakub Rzeźniczak. Uderzenie defensora było mocne i trafiło idealnie pod poprzeczką bramki Wrąbla dając Legionistom prowadzenie.

 

WKS chciał szybko odrobić straty i ruszył z ofensywą wyrażaną strzałmi z dystansu. W kolejnych minutach swoje próby podjęli Marco Paixao i Peter  Grajciar, jednak za każdym razem skutecznie interweniował Arkadiusz Malarz. Wrocławianie zyskiwali kolejne stałe fragmenty gry, ale ich wykonanie nie przynosiło korzyści w postaci kolejnych groźnych akcji.

 

Lepiej swoje kornery wykonywali warszawianie, którzy za ich pomocą w 33. minucie zwiększyli swoje prowadzenie. Piłkę wrzucał Tomasz Brzyski, a jego imiennik Jodłowiec głową skierował ją do siatki. Publiczność na Stadionie Wrocław zazgrzytałą zębami, bo dużo piekniejsze trafienia ten zawodnik notował w meczach Śląska z Legią jeszcze za czasów jego gry we Wrocławiu. Tym razem reprezentant Polski przykładał cegiełkę do zwiększenia prowadzenia drużyny ze stolicy.

 

Śląsk musiał zacząć odrabiać straty i jak przystało na drużynę wojowników - zaczął. Wrocławianie postanowili skorzystać z podobnych sposobów, co Legia. Rzut wolny z lewej strony boiska egzekwował Tom Hateley, a doskonale dośrodkowaną piłkę pewnie do bramki skierował Marco Paixao. Portugalczyk, jak przystało na kapitana drużyny, dał sygnał do ataku! W pierwszej połowie WKS-owi zabrakło już jednak czasu, by doprowadzić do wyrównania. 

 

Śląsk rozpoczął drugą połowę od cierpliwej gry, w trakcie której szukał okazji do sforsowania defensywy przyjezdnych. Zielono-biało-czerwoni postanowili rozmontować ją prostopadłymi podaniami. Najpierw centymetrów zabrakło, by do Picha dotarła taka piłka od Toma Hateleya, później idealnie w tempo uruchomił Zielińskiego Grajciar. Prawy obrońca połamał swoim wejściem legijne linie defensywne i oddał strzał. Ten jednak pewnie złapał w rękawice Arkadiusz Malarz.

 

Golkiper Legii nie musiał interweniować w 60. minucie, choć z pewnością musiało mu wtedy mocniej zabić serce. Fantastyczna kombinacja Grajciara, Marco Paixao i Roberta Picha sprawiła, że piłka zmierzała idealnie do stojącego oko w oko z Malarzem Flavio. Portugalczyka uprzedził jednak Jakub Rzeźniczak i Wojskowi musieli zadowolić się zaledwie rzutem rożnym.

 

Ze stałych fragmentów gry bramce Jakuba Wrąbla starali się zagrozić Legioniści. W 70. minucie warszawianie zyskali rzut wolny z niemal tego samego miejsca, z którego w pierwszej połowie wrzucał Tom Hateley. W roli vis-avis Anglika wystąpił Michał Kucharczyk, który piłką trafił na głowę Saganowskiego. Świetnie na linii zareagował jednak młody golkiper WKS-u, który sparował ją na rzut rożny.

 

Szans Wrąbel nie miał żadnych w 73. minucie gry. W wyniku szybko rozegranej akcji niepilnowany z prawej strony pola karnego Śląska znalazł się Michał Żyro, który zagrał prostopadłą piłkę wzdłuż linii bramkowej. Akcję zamknął jego imiennik Kucharczyk i warszawianie prowadzili już 3:1.

 

To trafienie "zabiło mecz", bowiem po nim Legioniści cofnęli się do defensywy i utrzymywali satysfakcjonujące ich prowadzenie. Zielono-biało-czerwoni starali się znaleźć dziurę w formacji obronnej gości, ale ci nie popełnili błędu już do końca meczu, dzięki czemu umocnili się na pozycji lidera T-Mobile Ekstraklasy.

 

Śląsk nie sprawił prezentu na Dzień Kobiet wrocławiankom, chociaż tych zjawiło się w niedzielę na Stadionie Wrocław 4652. 


Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 1:3 (1:2)


Bramki: M. Paixao 41 - Rzeźniczak 19, Jodłowiec 33, Kucharczyk 73
Śląsk: Wrąbel - Zieliński, Celeban, Hołota, Pawelec - Hateley, Droppa (72 Danielewicz) - F. Paixao, Grajciar (88 Lacny), Pich (75 Ostrowski) - M. Paixao
Legia: Malarz - Bereszyński, Rzeźniczak, Astiz, Brzyski - Vrdoljak, Jodłowiec - Żyro (90 Masłowski), Pinto (52 Duda), Kosecki (52 Kucharczyk) - Saganowski

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)
Żółte kartki:
 Robert Pich - Tomasz Jodłowiec, Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz, Ondrej Duda
Widzów: 21 005

Autor: Mateusz Kondrat, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również