Wydarzenia

Zimny, fiński prysznic

2018-02-16 22:21:00
Mistrz Polski i lider tabeli za silny. Śląsk przegrał z Legią w Warszawie 1:4, a wszystkie gole padły w pierwszej połowie. Hat tricka w 10 minut skompletował Fin Kasper Hamalainen. Wrocławianie pozostają bez wyjazdowego zwycięstwa.
Problemy z kontuzjami, które dotykają Śląsk niemal od początku sezonu, do tej pory omijały najlepszego strzelca drużyny. Niestety, przed meczem z Legią uraz dosięgnął również Robaka. Co gorsza, w meczu przy Łazienkowskiej wystąpić nie mógł również drugi snajper WKS-u - Piech. Były Legionista w poprzedniej kolejce został bowiem napomniany czwartą żółtą kartką w sezonie i w Warszawie przymusowo pauzował. Wobec tych absencji trener Urban zdecydował się wystawić od początku Bergiera. 18-latek debiutował w wyjściowym składzie Śląska.

W szeregach Legii od początku wystąpiło dwóch napastników, którzy w ostatnich tygodniach byli chyba najpopularniejszymi piłkarzami LOTTO Ekstraklasy - Niezgoda i Eduardo. O Polaku mówiło się w kontekście dwóch goli strzelonych Zagłębiu i zgłoszeniu akcesu do reprezentacji, z kolei o Chorwacie ze względu na jego transfer do Legii. Urodzony w Brazylii zawodnik to były gracz m.in. Arsenalu i jedno z najgłośniejszych nazwisk, które kiedykolwiek pojawiło się w naszej rodzimej lidze. Gola dla warszawian zdobył jednak ten trzeci z ofensywnego tercetu gospodarzy - Hamalainen. Fin z zimną krwią wykończył świetną akcję zespołu trenera Jozaka. Legioniści "poklepali" piłkę w środku pola przed "szesnastką" Śląska, dokładną asystą popisał się Eduardo i było 1:0.

Niestety, gospodarze szybko zadali drugi, a co gorsza również i trzeci cios. Wszystkie w wykonaniu Hamalainena. Najpierw Fin dopadł przed polem karnym do piłki wybitej przez defensorów WKS-u i mierzonym strzałem pokonał Słowika. Trzy minuty później dostawił nogę po dośrodkowaniu z prawej strony boiska, kompletując hat tricka. Trzy minuty po tym bramkę kontaktową zdołał zdobyć Śląsk. Asystę Bergiera na gola zamienił Pich. Dla Słowaka było to drugie trafienie tej wiosny (poprzednio na listę strzelców wpisał się tydzień temu w Krakowie). Chwilę później WKS mógł mieć kolejnego gola, a Bergier kolejną asystę. Dobrego podania napastnika na gola nie zdołał jednak zamienić Kosecki. Ta sytuacja zemściła się w ostatniej akcji pierwszej połowy. Błąd stoperów gości wykorzystał Niezgoda, przejął piłkę i w sytuacji sam na sam nie miał problemów z podwyższeniem prowadzenia.

Na drugą połowę WKS wyszedł z jedną zmianą w składzie. Koseckiego zastąpił Pałaszewski, czyli kolejny młody piłkarz do niedawna występujący w rezerwach klubu. Chwilę po zmianie stron szansę na kolejnego gola miał Pich. Słowak wykorzystał złe wybicie Pazdana i kropnął z pierwszej piłki, ale futbolówkę przed samą linią bramkową zatrzymał naprawiający swój błąd stoper Legii i reprezentacji Polski.

Do końca spotkania Śląsk walczył o kolejną bramkę, starając się choćby zmniejszyć rozmiary porażki. Dużo chęci do gry miał Pich, ładny strzał z rzutu wolnego oddał Chrapek, jednak to było za mało na Malarza. Ostatecznie wynik meczu ustalony został już w pierwszych czterdziestu pięciu minutach.

Przed Śląskiem teraz powrót do Wrocławia i pierwszy w tym roku mecz na swoim boisku. WKS w niedzielę, 25 lutego, podejmie Górnika Zabrze. Bilety TUTAJ.


Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 4:1 (4:1)
Bramki:
1:0 - Hamalainen 23'
2:0 - Hamalainen 29'
3:0 - Hamalainen 33'
3:1 - Pich 36'
4:1 - Niezgoda 45'


Legia: Malarz - Broź, Remy, Pazdan, Jędrzejczyk - Mączyński, Philipps (55' Radović), Antolić - Hamalainen (64' Kucharczyk), Niezgoda (83' Vesović), Eduardo.
Śląsk: Słowik - Pawelec, Celeban, Rieder, Lewandowski - Pich, Chrapek (81' Łyszczarz), Vacek, Riera, Kosecki (46' Pałaszewski) - Bergier (63' Łuczak).

Żółte kartki: Radović - Lewandowski
Sędzia: Jarosław Przybył
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również