Wydarzenia

Puchar Mistrzów we Wrocławiu

2019-11-13 10:00:00
Wiosną 1977 Śląsk Wrocław zdobył pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski. Dzięki temu, po raz trzeci z rzędu, wrocławska jedenastka mogła wystartować w europejskich pucharach. Po występach w Pucharze UEFA i Pucharze Zdobywców Pucharów, klub ze stolicy Dolnego Śląska czekał debiut w najbardziej prestiżowym - Pucharze Mistrzów, odpowiedniku dzisiejszej Ligi Mistrzów.
W dwóch poprzednich pucharowych startach wrocławianie nie mogli narzekać na uśmiech fortuny w kojarzeniu przeciwników, tym razem jednak tego szczęścia Polakom zabrakło. Śląsk wylosował trzynastokrotnego mistrza Bułgarii - Lewskiego-Spartaka Sofia. Przeciwnik wymagający, który w dwóch swoich poprzednich pucharowych startach docierał do ćwierćfinałów, odpowiednio w 1976 Pucharu UEFA i w 1977 PZP. Wielką gwiazdą zespołu był Paweł Panow, etatowy reprezentant kraju i w sezonie 1976/77 król strzelców ligi bułgarskiej. Z drugiej strony, klub ze stolicy Bułgarii był na pewno mniej atrakcyjny marketingowo niż wcześniejsi pucharowi przeciwnicy Śląska: angielski Liverpool czy włoskie Napoli.
 
Pechowa Sofia

Pierwszy mecz rozegrano w Sofii i był to jeden z najsłabszych pucharowych występów Śląska. Już 19. minucie pierwszą bramkę dla Bułgarów zdobył wspomniany Panow. Wrocławski bramkarz Zygmunt Kalinowski twierdził, że był przez strzelca gola faulowany, ale radziecki sędzia był odmiennego zdania i bramkę uznał.  Pod koniec pierwszej połowy dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Markow, a  przy obu golach nie popisała się wrocławska obrona.  Zanosiło się na pogrom. W drugiej połowie meczu Śląsk zaprezentował się na szczęście lepiej, a Bułgarzy zaczęli mieć problemy z kondycją. Wrocławianie, nie mając nic do stracenia, odważnie zaatakowali, ale zabrakło im szczęścia. Faber trafił w słupek, kapitan Zygmunt Garłowski w poprzeczkę, a gdy w końcu po strzale Pawłowskiego piłka znalazła się w siatce - arbiter dopatrzył się spalonego i bramki nie uznał. W ten oto sposób bułgarski bramkarz Stajkow zachował czyste konto i przed rewanżem sytuacja wydawała się klarowna.

Tak spotkanie w Sofii skomentował trener Śląska Wrocław: - Znów zawiodła defensywa. Wszystkie bramki wynikły z naszych błędów, które skwapliwie wykorzystali piłkarze Lewskiego. Do przerwy nasza gra wyglądała, jakbyśmy zapomnieli o założeniach taktycznych. Po utracie trzech bramek uzyskaliśmy przewagę na boisku, jednak prześladował nas pech i nie zdołaliśmy ani razu zmusić Stajkowa do kapitulacji. Uważam, że przy strzale Pawłowskiego w 88. minucie, sędzia zbyt pochopnie nie uznał bramki, dopatrując się spalonego - twierdził Władysław Żmuda. Trener wszech czasów WKS-u też wiedział, że po takim meczu w Bułgarii, rewanż we Wrocławiu będzie niezwykle trudny.

Dalszy ciąg artykułu w listopadowym numerze magazynu "Wokół Śląska". Oficjalny miesięcznik wrocławskiego klubu można nabyć w FanShopie #NaStadionie, w wybranych salonach Kolportera i na Stadionie Wrocław podczas meczów. Można go również zakupić w sklepie on-line już teraz - TUTAJ.
Autor: Krzysztof Mielczarek

Zobacz również