Wydarzenia

Dundee po raz pierwszy | Śląsk w Europie

2020-02-25 15:30:00
Piłkarze Śląska w sezonie 1979/80 zajęli czwartą lokatę w tabeli ekstraklasy. Dzięki temu, że trzecia Legia zdobyła Puchar Polski, wrocławianie po raz piąty w swojej historii zakwalifikowali się do europejskich pucharów. W kolejnej części naszego cyklu przybliżamy historię rywalizacji Wojskowych ze szkockim Dundee United w Pucharze UEFA.
Jesienią 1980 roku Śląsk prowadził Orest Lenczyk, który w połowie 1979 roku na ławce trenerskiej wrocławskiego klubu zastąpił Józefa Majdurę. Wojskowi w pierwszej rundzie Pucharu UEFA trafił na Dundee United. Szkoci nie mieli wówczas na swoim koncie żadnych poważniejszych sukcesów. Rywale Śląska nigdy wcześniej nie zdobyli mistrzostwa czy też pucharu swojego kraju.
 
Dundee wyraźnie ustępował na krajowym podwórku najbardziej znanym i utytułowanym szkockim klubom, czyli Celtic i Rangers z Glasgow. We Wrocławiu liczono, że wojskowi, mający dużo większe doświadczenie w rywalizacji w Europie, spokojnie poradzą sobie ze szkockim przeciwnikiem. Pierwsze rozczarowanie fani Śląska przeżyli jednak już na Stadionie Olimpijskim.



Nudny remis

Występujący bez kontuzjowanego Sybisa Polacy zagrali bardzo bezbarwnie i bez pomysłu jak poradzić sobie ze skomasowaną obroną gości. Z boiska wiało nudą, a ciekawe akcje można było policzyć na palcach jednej ręki. Sytuacji sam na sam ze szkockim bramkarzem nie wykorzystał Jacek Nocko, a Pawłowski i Pękala w dogodnych sytuacjach nie potrafili celnie strzelić na bramkę przeciwnika. I to było wszystko, na co ofensywę Śląska było stać w tym meczu. Bardzo dobrą sytuację mieli też Szkoci, ale na szczęście na posterunku był Ryszard Sobiesiak i wybił piłkę z linii bramkowej. Goście postawili sobie za cel wywiezienie ze stolicy Dolnego Śląska remisu i po bezbramkowym meczu mogli być z siebie zadowoleni. Trener Dundee Jim McLean przyznał po meczu, że obawiał się Śląska i myślał, że wrocławianie postawią jego podopiecznym poprzeczkę dużo wyżej. Mecz nie wywołał zbyt dużego zainteresowania kibiców, którzy jakby przewidzieli, że lepiej zostać w domu niż oglądać tak słabiutkie spotkanie.
 
Nadzieje do przerwy

Piłkarze Śląska polecieli do Szkocji bez chorego Romana Fabera, ale za to już z Sybisem. Kibice liczyli na korzystny rezultat i awans do drugiej rundy. Nikt chyba nie przewidział, że występ w Dundee zakończy się dla Śląska kompromitującą porażką, a Szkoci aż siedem razy wpakują piłkę do wrocławskiej bramki. W pierwszej połowie jeszcze nic nie zapowiadało takiej klęski. Śląsk stracił co prawda dwie bramki, w tym jedną po fatalnym błędzie Wójcickiego, jednak zdołał odpowiedzieć kontaktowym golem Pawłowskiego. Wydawało się, że w drugiej połowie wojskowi mogą powalczyć co najmniej o remis, który dawałby awans.


 
Hat-trick w kwadrans!

Niestety, po przerwie rozstrzelali się Szkoci, a we wrocławskiej bramce słabo bronił Zdzisław Kostrzewa. Swój dzień miał za to Willie Pettigrew, który popisał się klasycznym hat-trickiem, na który potrzebował tylko niecały kwadrans! Szóstą bramkę dla Dundee strzelił Dodds. Wrocławian dobił Payne, na raty, ale skutecznie egzekwując rzut karny, podyktowany za faul Wójcickiego. Pierwszego karnego Kostrzewa obronił, ale szwedzki sędzia nakazał powtórkę, twierdząc, że polski bramkarz zbyt wcześnie się ruszył.

Rozmiary porażki zmniejszył jeszcze Pawłowski, ale niewiele to zmieniło. Klęska stała się faktem. Działacze Śląska winą za ten występ obarczyli trenera Lenczyka, którego zwolniono. Zastąpił go dotychczasowy asystent Jan Caliński.

Dalszy ciąg artykułu w lutowym numerze magazynu "Wokół Śląska". Oficjalny miesięcznik wrocławskiego klubu można nabyć w FanShopie #Oporowska, FanShopie #NaStadionie, w wybranych salonach Kolportera i na Stadionie Wrocław podczas meczów. Można go również zakupić w sklepie on-line już teraz - TUTAJ.
Autor: Krzysztof Mielczarek, Fot. archiwum

Zobacz również