Wydarzenia

Historia: FC Liverpool nad Odrą

2016-12-27 20:00:00
W piątym odcinku cyklu przedstawiamy debiut naszych piłkarzy w europejskich pucharach.
W sezonie 1974/75 Śląsk Wrocław zajął medalowe trzecie miejsce i po raz pierwszy zdobył przepustkę do europejskich pucharów. Jesienią 1975 roku Śląsk słabiej grał w lidze, ale dużo lepiej radził sobie w Pucharze UEFA. 
 

Hat-trick Sybisa 

 
Pierwszym pucharowym przeciwnikiem wojskowych z Wrocławia była szwedzka drużyna GAIS Göteborg. Klub ten był wówczas siedmiokrotnym mistrzem Szwecji, jednak tytuły te zdobywał dużo wcześniej i podobnie jak Śląsk debiutował w pucharach. W pierwszym spotkaniu w Göteborgu piłkarze Śląska górowali nad przeciwnikiem techniką, ale razili brakiem skuteczności i przegrali 1-2. Mecz rewanżowy na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu, gdzie Śląsk grał wszystkie swoje mecze pucharowe, był bardzo zacięty i nerwowy. Sędzia Zlatanos z Grecji odesłał na trybuny trenera Żmudę, za krytykowanie jego decyzji. Wielką klasę w tym meczu pokazał Janusz Sybis strzelając gościom trzy bramki, ale o awansie do drugiej rundy zadecydowała dopiero czwarta bramka zdobyta przez Pawłowskiego na pięć minut przed końcem spotkania.
 



Szczęśliwa Antwerpia

 

Kolejny przeciwnik Śląska, czyli belgijski Royal Antwerp w pierwszej rundzie sprawił dużą niespodziankę dwukrotnie wygrywając z angielską Aston Villa i to Belgowie byli faworytami następnego dwumeczu. W pierwszym spotkaniu we Wrocławiu lepiej zaprezentowali się przyjezdni, którzy częściej zagrażali wrocławskiej bramce. Śląsk zagrał bardzo zachowawczo i tylko zremisował, a trener Żmuda tłumaczył się, że zabrakło mu kontuzjowanego Sybisa. W Antwerpii, skazani na porażkę wrocławianie, zagrali bardzo dobre spotkanie. Po golach Sybisa i Pawłowskiego Śląsk prowadził do przerwy 2:0, a w drugiej połowie Belgowie mimo wielu wysiłków zdołali odpowiedzieć tylko jednym trafieniem. Sensacyjny awans stał się faktem, a bohaterem obu meczów z Antwerpią uznano bramkarza Zygmunta Kalinowskiego.
 



Pechowe gole

 

W trzeciej rundzie Śląskowi przyszło się zmierzyć z późniejszym zdobywcą Pucharu UEFA tej edycji, słynnym Liverpoolem. Mecz z tak renomowanym rywalem wywołał we Wrocławiu ogromne zainteresowanie, mimo przenikliwego zimna i mrozu na Stadion Olimpijski przyszło aż 50 tys. kibiców. Przez godzinę utrzymywał się bezbramkowy remis, w pechowej 60 min. Śląsk stracił pierwszą bramkę. Faber podał piłkę do Kalinowskiego a ten się poślizgnął. Przy drugim golu dla Anglików Johna Toshacka, wrocławski bramkarz nie interweniował, myśląc, że jest spalony. Nie mając nic do stracenia, Śląsk zaatakował i zdobył kontaktowego gola po strzale Pawłowskiego. Na wyrównanie zabrakło już czasu. Długo zastanawiano się we Wrocławiu, jak ten mecz by się potoczył, gdyby mógł zagrać kontuzjowany Żmuda. W rewanżu piłkarze Śląska, znów bez etatowego defensora, zagrali przyzwoicie, ale nie sprawili niespodzianki i przegrali 0:3. Wszystkie gole strzelił Jimmy Case. Co ciekawe, Śląsk był pierwszym polskim klubem, który w swym pucharowym debiucie dotarł do trzeciej rundy europejskiego pucharu.
 




Tekst ukazał się w 17 (136) numerze magazynu "Wokół Śląska".

Autor: Krzysztof Mielczarek, Fot. Archiwum klubu

Zobacz również