Wydarzenia

Stiglec: Mecz w pucharach to jak trzy w lidze

2021-06-25 11:30:00
Dla Dino Stigleca tegoroczny obóz Śląska jest wyjątkowy, bo zorganizowany w jego rodzinnym kraju - Chorwacji. W krótkim wywiadzie lewy obrońca opowiedział o miejscowości Sveti Martin na Muri, chorwackich sparingpartnerach WKS-u, grze w Europie i rywalizacji o miejsce w składzie z Victorem Garcią.
Letnie przygotowania Śląska ułożyły się chyba według wymarzonego dla Ciebie scenariusza, bo WKS trenuje w Twojej rodzinnej Chorwacji, mierząc się z kilkoma drużynami z tego kraju.
 
Kiedy pierwszy raz usłyszałem, że będziemy tutaj na obozie, byłem bardzo szczęśliwy. Jestem z Zagrzebia i jak wylądowaliśmy tam na lotnisku, to moje serce było pełne. Miałem stamtąd naprawdę blisko do domu. Dobrze się tu czuję, jestem przyzwyczajony do takiego klimatu. Kilka razy byłem zresztą w tym mieście, nawet w tym samym hotelu.
 
Sveti Martin na Muri to częsta destynacja chorwackich klubów piłkarskich?
 
Tutaj często przygotowuje się kadra U21 i kiedy ja byłem młody i dostawałem powołania do reprezentacji, to byliśmy tu na obozie. Zdarzyło się to również, gdy grałem w jednym z klubów, ale Sveti Martin na Muri nie jest bardzo popularnym miejscem na przygotowania wśród chorwackich zespołów. Choć niekiedy drużyny przyjeżdżają tutaj, bo mają dobre warunki i spokój. Bo tak naprawdę to nawet nie jest miasto, tylko wieś. Nie ma dużo ludzi, można skupić się na treningach i pracy.
 
Czyli Sveti Martin jest popularniejszy wśród turystów, jako miejsce na wakacje?
 
Nie do końca na wakacje. To bardziej miejsce, do którego przyjeżdżasz na wolny weekend. Jeśli masz blisko, to warto przyjechać, pospacerować, zabrać dzieci, pójść na basen. Ale raczej nie na dłuższy urlop. Ja sam też niebyt często tu przyjeżdżałem, ponieważ z Zagrzebia miałem dwie godziny do morza. Jeżeli miałem więc więcej czasu, to wolałem podjechać nad morze.

 
Nie dość, że możesz robić za przewodnika na obozie, to masz również sporą wiedzę o przeciwnikach, ponieważ większość sparingów zagramy z drużynami z Chorwacji. Najmocniejszym rywalem wydaje się Osijek, który mieszka teraz w tym samym hotelu co Śląsk.
 
Są wicemistrzem kraju, a to nie może być przypadek. Mają mocny, twardy zespół. Osijek jest bardzo konkretną drużyną, grają na wynik, mniej interesuje ich styl gry, ale sam rezultat. W kolejnym sezonie chcą sięgnąć po złoty medal, więc śmiało można powiedzieć, że to nasz najmocniejszy przeciwnik na obozie.
 
Trenerem Osijeku jest Nenad Bjelica, znany w Polsce z prowadzenia Lecha Poznań.
 
Nie pracowałem z tym szkoleniowcem, ale słyszałem od wielu piłkarzy, jakim jest trenerem, jak pracuje czy teraz w Chorwacji, czy również wcześniej w Ekstraklasie. Nie muszę dużo o nim mówić, bo jego wyniki mówią same za siebie. Wszędzie, gdzie trafił, potrafił osiągać naprawdę dobre rezultaty. Do tego zawodnicy bardzo go lubią i chwalą sobie współpracę z tym trenerem.
 
Podobno Nenad Bjelica był nawet jednym z kandydatów na selekcjonera...
 
To prawda, prezes Boniek dzwonił do niego i pytał, jaką ma sytuację w klubie, jak wygląda jego obecna praca. Ale Bjelica był wtedy kilka miesięcy po podpisaniu umowy z Osijekiem i  nie chciał rezygnować z tego kontraktu w klubie.

 
Podczas obozu zagramy również ze Slavenem Belupo, czyli Twoim byłym zespołem. Z ostatniego sezonu nie są tam pewnie zadowoleni, bo zajęli w tabeli siódme miejsce.
 
Ambicje tam zawsze są wyższe, ale to trochę zależy od polityki klubu. Mają problem, bo w każdym kolejnym sezonie dokonują dużo zmian zawodników, systemu grania i to utrudnia im sięgnięcie po wyższe lokaty. Pod względem poziomu są jednak solidnym klubem ze średniej półki ligi chorwackiej. Grałem tam pięć lat temu, ale teraz nie poznam tego zespołu, bo tak dużo się zmieniło - jest inny trener, inni piłkarze.
 
Bardzo ciekawym rywalem z ligi chorwackiej będzie też Hajduk Split. Klub z długą historią, wieloma sukcesami, ale w ostatnich latach nie wygrywający mistrzostw. Choć - trzeba przyznać - ciągle będący w czołówce.
 
Mają tam problem z kibicami, którzy próbują zarządzać klubem. Często dokonywane są zmiany prezesa, również trenera, dyrektora sportowego. Hajduk ma swoją wartość, mają najlepszych kibiców w Chorwacji, bardzo fanatycznych, zaangażowanych. I jest tam duża presja na wynik, sukcesy. Historycznie są bardzo mocni, ale przez ostatnie 10 lat chyba nic nie wygrali. Czasem grają w pucharach, ale to dla nich za mało, dlatego ciągle dokonują kolejnych zmian, licząc, że to da efekt. Jeżeli ciągle coś zmieniasz, to te zmiany nie przyniosą dobrego rezultatu.
 
Wymagający rywale mają stanowić przetarcie przed europejskimi pucharami. Ty jesteś w gronie tych zawodników WKS-u, którzy mieli już okazję posmakować tej rywalizacji.
 
To coś trochę innego niż mecze w lidze. Poznajesz inny styl gry, inną kulturę piłkarską. Zawsze grasz przeciwko najlepszym w poszczególnych krajach. To bardzo dobre i duże doświadczenie. Więcej da ci jeden mecz w kwalifikacjach europejskich pucharów niż trzy w lidze. Każde takie spotkanie buduje umiejętności i doświadczenie.

 
Najmocniejszym przeciwnikiem, z którym mierzyłeś się w pucharach, był chyba Qarabag FK, rywalizujący już nawet w Lidze Mistrzów.
 
Mój klub to była wtedy Olimpija Ljubljana i pamiętam, że mieliśmy dwumecz 50:50, bardzo wyrównany. Rok wcześniej z tą drużyną przegrała Legia, wiedzieliśmy o tym, że czeka nas trudny przeciwnik. To klub, który w każdym roku gra w pucharach i do takich zespołów trzeba się porównywać i patrzeć, ile ci brakuje, czy możesz ich pokonać, na jakim jesteś poziomie. Jeśli jesteś dobrze przygotowany i wiesz, co masz robić, to możesz rywalizować z takimi drużynami jak równy z równym i wygrać.
 
Stawiacie sobie cel na Ligę Konferencji UEFA czy patrzycie na razie tylko na pierwszego rywala?
 
Zawsze musisz mieć cel, ale to musi być ten najbliższy przeciwnik, ponieważ dziś każdy może wygrać z każdym. Nie ma sensu mówić o drugiej rundzie, gdy nie przeszliśmy jeszcze pierwszej. Śląsk ostatni raz grał w pucharach 6 lat temu, więc trzeba mieć świadomość, by iść krok po kroku, a nie na to, co będzie dalej.
 
Przed nami mocni rywale na obozie i w Europie, ale i Tobie przybył mocny konkurent do gry na lewej stronie defensywy - Victor Garcia Marin.
 
Konkurencja nikomu nie szkodzi. Victor jest nowym zawodnikiem, ale normalne jest, że każdy walczy o swoje. W sezonie czeka nas wiele meczów i wszyscy dostaną swoją szansę. Nie czuję dyskomfortu ze względu na to, że jest nowy zawodnik na tę pozycję, chcę walczyć o swoje i zagrać jak najwięcej minut.

 
Czułeś w minionym sezonie, że brakowało Ci konkurencji?
 
Nie miałem takiego komfortu czy świadomości, że zawsze będę w pierwszym składzie. Jeżeli nie gram dobrze - trener zawsze znajdzie inną opcję. Gdy zmieniliśmy ustawienie, to w końcówce sezonu faktycznie konkurencja akurat na tę pozycję była mniejsza, ale wcześniej, gdy graliśmy czwórką z tyłu, było kilku graczy, którzy mogli zagrać w tym miejscu. Teraz jest inaczej, mamy inny system, gramy 3-4-3 i w tej sytuacji potrzebuję konkurenta.
 
Gra wahadłowego mocno różni się od gry bocznego obrońcy?
 
Jako wahadłowy masz większą odpowiedzialność i cały czas musisz pracować w obu kierunkach - do przodu i do tyłu. Cała strona jest twoja. Gdy grasz w czwórce, więcej czasu spędzasz w obronie, czasami idziesz do przodu. Nie jest to łatwa pozycja, ale mamy mocne treningi i nie będzie z tym problemu.
 
Wyobrażasz sobie siebie jako jednego z tych trzech środkowych obrońców, np. jako półlewy stoper?
 
Trzeba pytać trenerów, czy mieliby taki plan. Sądzę, że jeśli potrafisz grać w piłkę, to dasz sobie radę, choć to oczywiście bardzo różne pozycje. Jeżeli byłaby potrzeba - mógłbym zagrać również tam.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również