Wydarzenia

Cotra odzyskany. Pokonał ciężki uraz

2018-09-25 18:45:00
W meczu z Piastem Gliwice Djordje Cotra wrócił na ligowe boiska po przerwie spowodowanej kontuzją. Czekał na ten moment 323 dni.
3 listopada 2017 roku. Djordje Cotra w ostatnich minutach wyjazdowego spotkania z Koroną pada na murawę. Chwilę później opuszcza ją na noszach. – Od razu poczułem, że stało się coś niedobrego, bo przez całą karierę nie odniosłem takiej kontuzji – wspomina przykre dla siebie chwile. 

 
Uraz faktycznie okazał się poważny. Co gorsza, był bardzo nietypowy. Jak sam przyznaje, trzy kontuzje złożyły się w jedną: mocno naderwane więzadła poboczne oraz tylne krzyżowe, a do tego zerwany mięsień podkolanowy, który odpowiada za stabilizację stawu. Niezwykle rzadko piłkarze miewają aż takiego pecha.
 
Śląsk uległ wówczas Koronie 0:3. We wcześniejszych spotkaniach, zwłaszcza na przełomie września i października, wrocławianie prezentowali się jednak znakomicie. Duży w tym udział miał właśnie lewy obrońca WKS-u. Cotra błyskawicznie wkomponował się do zespołu i był jego mocnym punktem. Nazwisko Serba można było znaleźć choćby w najlepszej jedenastce 7. kolejki Lotto Ekstraklasy. Pozytywne recenzje swojej gry w zielono-biało-czerwonych barwach przyjmuje ze spokojem. – Dla mnie to przede wszystkim jedynie 14 meczów. Miałem niezłe momenty, ale sam jestem ciekaw, jak wyglądałbym się na tle całego sezonu. 
 
Specyfika i złożoność urazu zdecydowanie komplikowały rehabilitację. Później Djordje co prawda brał udział w treningach, lecz nie było mu łatwo odnaleźć się w nowej sytuacji. – Obyło się bez żadnego zabiegu, ale przez dwa miesiące nosiłem specjalną ortezę. Trudno to wytłumaczyć, ale noga jest po prostu inna, co ma wpływ choćby na poruszanie. Albo sobie z tym poradzisz, albo nie. Organizm nie pozwalał do końca robić pewnych rzeczy. Trenujesz ze świadomością, że nie wykonasz wszystkich ruchów, których chcesz – tłumaczy. 

 
Po drodze los także nie był zbyt łaskawy. Przed planowanym powrotem Djordje zagrał w drużynie rezerw i doznał bolesnego stłuczenia żeber, co oznaczało kolejne tygodnie przerwy od treningu. Pozostało zacisnąć zęby i być cierpliwym. W spotkaniu z gliwiczanami Cotra wreszcie wybiegł na boisko i spędził na nim pełne 90 minut. Po końcowym gwizdku nie krył radości z faktu, że pomógł zespołowi odnieść długo oczekiwane zwycięstwo. – Bardzo chciałem zagrać. Wiem jednak, że to nie koniec, nadal muszę ciężko pracować – zaznacza i dodaje: - Patrzę na to w ten sposób: zrobię, co tylko w mojej mocy, aby być gotowym. Nie będę jednak przejmował się tym, na co nie mam wpływu. 
 
Życzymy dużo zdrowia i wytrwałości, Djordje!
 
Autor: Biuro Prasowe, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również