Wydarzenia

Gąska: Dalej walczę o swoje marzenia [WYWIAD]

2019-07-05 15:00:00
Transfer do ekstraklasy, debiut, gorsze chwile, pokaz świetnej formy, zawiedzione nadzieje związane z brakiem powołania na ME U21 i walka o utrzymanie. A do tego narodziny dziecka i zmiany w życiu prywatnym. Miniony rok był wyjątkowym w życiu Damiana Gąski, pomocnika Śląska. - Co by się nie działo, ja się nie załamuję i walczę dalej o swoje marzenia - mówi 22-latek w długim wywiadzie prosto z obozu przygotowawczego.
Szybko minął Ci ostatni rok?

Bardzo szybko. Zawsze tak jest, gdy dużo się dzieje. A wiele działo się i w klubie, i w moim życiu prywatnym.

Początek sezonu miałeś stosunkowo udany, ale szybko przyszedł trudny moment i niefortunna "asysta" w meczu z Wisłą...

Pamiętam to, niestety. W końcówce spotkania zaliczyłem moją pierwszą tak poważną wpadkę w piłce seniorskiej. Źle zagrałem w obronie, "wyłożyłem" piłkę Ondraskowi i ewidentnie przeze mnie straciliśmy bramkę, która pozbawiła nas punktów. Trochę mi się wówczas "zamieszało" w głowie, bardzo źle się z tym czułem. Starałem się o tym nie myśleć, zapomnieć o tym meczu najszybciej, jak to możliwe. Wiadomo jednak, że tak się nie da.

Po "wpadce" z Wisłą chyba pierwszy raz w Twojej karierze musiałeś się zmierzyć z taką krytyką.

Wiadomo, mówi się, że mediów się nie czyta, ale wiele osób to robi, a jeśli nie zobaczy się samemu, to docierają te informacje przez kogoś. Nie była to łatwa chwila dla mnie, jednak w profesjonalnej piłce nożnej trzeba być przygotowanym na krytykę. Wszyscy mogą nas oceniać i musimy to zaakceptować. Jak wspomniałem - próbowałem odłożyć to gdzieś obok, nie przejmować się aż tak, skupić się na rodzinie, przyjaciołach. Odciąć się od złych myśli.

Jak reagujesz na takie błędy, gorsze momenty?

Zamykam się w sobie. Moja żona zna mnie już wiele lat i wie, czego potrzebuję, gdy przegramy, zagram gorszy mecz, czy popełnię błąd. Chcę sobie chwilę posiedzieć sam, wyciszyć się.

Niektórzy piłkarze nawet po dobrych spotkaniach, wracając do domu, nie chcą o nich rozmawiać, wolą na jakiś czas oderwać myśli od piłki.

Ja tak nie mam. Po udanych meczach lubię o nich porozmawiać, obejrzeć dobre akcje. Po to się gra, żeby cieszyć ludzi i jak uda się zrobić fajną akcję czy strzelić ważną bramkę, lubię to sobie przypomnieć. Dla takich momentów pracuje się na treningach i myślę, że po fajnych meczach to miło wrócić myślami do spotkania i utrwalić w głowie udane zagrania.

Czyli nie dotyka Cię "przesyt futbolu"? W pracy piłka, w domu rozmowy o niej, potem mecz w telewizji, a na koniec jeszcze gra w FIFĘ?

Może to jeszcze nie jest ten etap, żebym miał dosyć. Kochał piłkę nożną i cieszę się, że moje życie kręci się wokół niej. Czas wolny lubię poświęcić na oglądanie meczów albo pogranie w FIFĘ, nie przeszkadza mi to zupełnie.

A jak już oglądasz, to częściej ekstraklasa czy ligi zagraniczne?

Najwięcej ekstraklasy, ale inne ligi też, zależy jaki jest okres. Wtorek i środa z kolei to czas na Ligę Mistrzów. Czasem, gdy jadę do mojej rodzinnej Warszawy i zadzwoni do mnie przyjaciel, to wyjdę sobie również "pokopać" rekreacyjnie. Także piłki jest u mnie w życiu bardzo dużo, ale zupełnie nie stanowi to dla mnie problemu, nie czuję się nią "przejedzony".

Mówiliśmy o gorszych chwilach, ale miałeś też kilka naprawdę udanych. Który moment wspominasz najlepiej? Mecz w Bytowie?

Na pewno, bo to w końcu moje jedyne - jak na razie - bramki w Śląsku. W dodatku pomogły nam w awansie do kolejnej rundy. Nie było ich niestety zbyt wiele w przekroju całego sezonu. Ale tak naprawdę za każdym razem gdy wchodzę na boisko, jest to dla mnie ważny, pozytywy moment. Wtedy mogę pokazać, co potrafię. Czasami wychodzi lepiej, czasami gorzej - tak już jest w piłce. To jednak zawsze są istotne dla mnie chwile. Ale tak - mecz z Bytovią mogę wspominać najprzyjemniej.

To był w ogóle dobry dla Ciebie czas. W listopadzie byłeś chyba jednym z najlepszych piłkarzy Śląska. Chciało się powiedzieć "wreszcie", bo wcześniej nie wykorzystywałeś swoich możliwości.

Wtedy był taki moment, bo i w Śląsku prezentowałem się jak najbardziej w porządku, i na kadrze U21 wyglądałem naprawdę dobrze. Piłka nożna jest taka, że zwykle w sezonie nie ma ciągłości wysokiej formy, wpada się w dołki i mi również się taki zdarzył. Będę dążył do tego, by ustabilizować dyspozycję najbardziej jak to możliwe, żeby tych bardzo dobrych meczów w moim wykonaniu było znacznie więcej. Bo wtedy najmocniej będę w stanie pomóc drużynie.



Towarzyszy Ci uczucie, że nie pokazałeś pełni swoich umiejętności?

Miałem takie myśli w gorszych momentach sezonu i tak naprawdę cały czas mam taką świadomość. Wiem, że mam duże możliwości. Brakuje mi pewności siebie na boisku, chcę to poprawiać z każdym treningiem, sparingiem, ale najbardziej pomóc w tym mogą udane mecze o punkty.

Po roku w ekstraklasie możesz powiedzieć, że przeskok z I ligi jest bardzo duży czy może mniejszy niż się wydaje?

Moim zdaniem różnica w jakości jest bardzo duża. Dalej jednak uważam, że w I lidze jest ostrzejsza gra. Przyjmuje się piłkę i od razu jest "kasacja" od obrońców. W ekstraklasie gra się bardziej taktycznie.

Często mówi się, że ogromna różnica jest w "otoczce" ligi.

To prawda, być może przez jeden sezon w ekstraklasie udzieliłem więcej wywiadów niż przez wszystkie poprzednie w niższej lidze. Chociaż w czasie mojego ostatniego sezonu w barwach Wigier też miałem ich sporo. Niemniej różnica na pewno jest wyraźna. Media, reklamy, zdjęcia, wielkie stadiony, wszystkie mecze w telewizji... Wszystko jest profesjonalne, na najwyższym poziomie.

I w ekstraklasie, i wcześniej w I lidze, dałeś się poznać jako zawodnik, którego można kojarzyć z asystami. W minionym sezonie zaliczyłeś ich 5.

Nie jest to dla mnie dobry wynik. Nie jestem zadowolony ze swoich liczb i będę to otwarcie mówił. Wiem, że muszę to poprawić. Trenerzy też mi o tym mówią, że gdy zacznę strzelać gole i zaliczać asysty to będzie bardzo dobrze. Tych asyst zawsze miałem najwięcej, teraz może nie ma tragedii, ale nie satysfakcjonuje mnie to. Chociaż do dziesięciu na sezon chciałbym dobić. Mam nadzieję, że w najbliższym tak będzie. No i oczywiście liczę na jakieś brameczki!

Nie tylko Ty nie wykorzystałeś chyba w pełni swojego potencjału, bo Śląsk jako drużyna spisał się poniżej oczekiwań. Pod koniec sezonu pojawiły się w Twojej głowie myśli o spadku? Czy świadomość, że w zespole jest wystarczająco dużo umiejętności, dawała Ci spokój nawet gdy sytuacja w tabeli zrobiła się bardzo trudna?

Wiedziałem, że mamy dobrych zawodników. Że patrząc na nasze umiejętności, nie powinniśmy się znaleźć tak blisko dołu tabeli. Nasza sytuacja była jednak znana i na pewno z tyłu głowy pojawiała się myśl, że ten spadek wcale nie jest całkowicie wykluczony. Starałem się jednak skupić na pozytywach i sądzę, że końcówka sezonu pokazała, że nie zasługujemy na spadek. Wygraliśmy kilka meczów z rzędu, z każdym kolejnym zyskiwaliśmy pewność siebie. Dobrze, że utrzymaliśmy się kolejkę przed końcem i ten ostatni mecz nie był o wszystko.

Sezon zaczynałeś jako "10", potem trener Lavicka ustawił Cię na skrzydle.

Za trenera Pawłowskiego też występowałem czasem na boku pomocy, czasem na środku, trener trochę tak mną rzucał. Z kolei trener Lavicka jak zobaczył mnie w treningach to powiedział, że widzi mnie na skrzydle. Żebym grał 1 na 1, przodem do bramki, wykorzystał swój potencjał i zaczął strzelać gole. Od razu jak przychodziłem do Śląska mówiłem, że mogę zagrać na kilku pozycjach i na środku, i na boku, nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia. To decyzja trenera, ja ją uszanowałem i robię wszystko, żeby wyglądać na niej jak najlepiej.

Wydaje się, że w Śląsku nie ma takiej klasycznej "10", ofensywnego pomocnika grającego całą karierę za napastnikiem. Oczywiście występują tam Mateusz Radecki, Robert Pich, czy Michał Chrapek, ale nie dziwiło Cię trochę, że skoro nie ma takiego typowego gracza na tę pozycję, to Ty jesteś przesunięty na stałe do boku?

Czasami się nad tym zastanawiałem, pamiętam, jak rozmawiałem z tatą na ten temat. Jednak ostatnio występuje tam Robert i wygląda to fajnie, zagrał kilka razy bardzo dobrze. Sądzę, że to może dobrze zadziałać w tym sezonie. Ja będę robił wszystko, by jak najlepiej grać na skrzydle.

A jak już skrzydło to prawe, czy lewe?

Wolę grać na lewej stronie. Zawsze mogę zejść do środka i oddać strzał, a z lewej nogi również potrafię dobrze wrzucić. Czuję się obunożny - i prawą, i lewą mogę namieszać. Ale strzały lepiej wychodzą mi prawą nogą, dlatego wolę zagrać na lewej stronie, ściąć do środka i uderzyć.



Byłeś zawiedziony z braku powołania na ME U21?

Byłem trochę zawiedziony, nie ukrywam. Troszkę się zdenerwowałem, bo bardzo długo czekałem na to powołanie, a ono ostatecznie nie przyszło. Wiadomo, że trener wybrał optymalny skład, taki, jaki uważał za słuszny. I dobrze nam poszło na tym mistrzostwach. Oglądałem, kibicowałem i naprawdę dobrze się chłopaki pokazali. Szkoda, że nie udało się wywalczyć awansu do półfinału i przepustki na Igrzyska Olimpijskie w Tokio, ale i tak występ można ocenić pozytywnie. 

Ktoś może powiedzieć "ale co jest pozytywnego w odpadnięciu po fazie grupowej"?

To prawda, nie udało się awansować dalej, ale większość kibiców skazywała Polaków na pożarcie. W tej "grupie śmierci" wszyscy się spodziewali, że będzie totalne klapa w myśl zasady: "pierwszy mecz otwarcia, drugi mecz o wszystko i trzeci o honor". Chłopaki pokazali, że stać ich na znacznie więcej. Udało im się wygrać z gospodarzami, z Włochami, przez co tak naprawdę Włosi nie awansowali do półfinału i do Tokio. Hiszpanie grali naprawdę super, może wynik jest troszkę za wysoki, ale wiadomo, jakich Hiszpania ma zawodników. My graliśmy dobrze w defensywie, mieliśmy świetnie przeanalizowanych rywali, trener dobrał dobrą taktykę, tak jak zawsze. Ale na Hiszpanię to wszystko było za mało. Ja jednak jestem zadowolony z chłopaków, byłem zawiedziony z braku powołania, ale trzymałem za nich kciuki.

A spodziewałeś się, że powołania nie będzie, trener Michniewicz dał takie sygnały, że raczej nie możesz na to liczyć?

Osobiście spodziewałem się, że znajdę się w kadrze. Takie jest życie, raz jest pod górkę, raz jest z górki. Nie załamuję się, walczę dalej o swoje marzenia.

Na wcześniejszych konsultacjach i sparingach z reguły się pojawiałeś, zresztą zwykle razem z Kubą Łabojką, który także na EURO nie pojechał.

Tak, dostawałem powołania, zagrałem na ostatniej konsultacji z Serbią i z Anglią, za co jestem selekcjonerowi bardzo wdzięczny i bardzo mu dziękuję. Nie było jednak wtedy jakiejś rozmowy, w której trener zasugerowałby, że w tej kadrze na mistrzostwa już się nie znajdę.

Na początku wspomniałeś, że rok minął Ci szybko, bo bardzo dużo się działo w Twoim życiu. Bynajmniej nie tylko zawodowym...

Urodził mi się syn i sądzę, że nie może być większej zmiany w życiu. To najważniejsze wydarzenie jakie można sobie wyobrazić i bardzo się cieszę z tego, że ta zmiana u mnie zaszła. Mam super synka, choć oczywiście pierwsze trzy miesiące były bardzo trudne. Mieszkamy we Wrocławiu z żoną, dzieckiem i psem. Rodzina często nas odwiedza i jesteśmy szczęśliwi.

Nocne wstawanie Cię omija?

Żona wstaje do młodego i jestem jej za to bardzo wdzięczny. Ona wie, że muszę być wypoczęty, nie mogę przyjść zaspany do pracy, bo będę gorzej wyglądał w treningu. Żona jest tego świadoma. A w dzień zajmujemy się synem wspólnie, on jest grzeczny i jest bardzo miło.

Leon, bo Leo Messi?

Nie, po prostu takie imię nam się podobało. Miało być inne, ale na szczęście zdecydowaliśmy się na Leona, które bardzo nam się podoba.

Obóz przygotowawczy jest ciężki, bo są wymagające treningi, czy dlatego, że trudno sobie poradzić przez 10 dni z tęsknotą za najbliższymi?

Te dni tęsknoty na pewno są bardzo trudne. Synek pojawił się w naszym życiu ledwie cztery miesiące temu, więc bardzo mi ich teraz brakuje. Codziennie dostaję zdjęcia i filmiki z domu od rodziny, więc jestem na bieżąco, co się dzieje. To pozwala mi również skupić się na piłce, nie martwić się, jak radzą sobie beze mnie, bo wiem, że wszystko jest dobrze. 

Na koniec - przez ten rok w Śląsku Damian Gąska stał się znacznie lepszym piłkarzem?

Myślę, że tak. Złapałem trochę doświadczenia w ekstraklasie, teraz rozpoczyna się drugi rok i mam nadzieję, że to wszystko zaprocentuje. Pierwszy sezon niekiedy jest trudniejszy, ja wiem, że mój potencjał jest wyższy, niż to pokazałem i w nadchodzącym sezonie zaprezentuję się lepiej.

Zmieniłeś się również jako człowiek?

Nie. Jestem takim samym człowiekiem, nic się nie zmieniło, nadal staram się być jak najlepszy dla rodziny, przyjaciół i wszystkich ludzi.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również