Wydarzenia

Hołownia i Boruń po pierwszym sparingu

2019-06-22 14:00:00
Mateusz Hołownia rozegrał najwięcej minut wśród zawodników z pola, a Bartosz Boruń po ładnym strzale w poprzeczkę był o włos od gola. Po sparingu z Odrą Opole obaj skomentowali dla nas ten mecz.
Mateusz Hołownia: Wygrana na pewno buduje zespół. Chcieliśmy zagrać tak, jak trener to nakreślił, mieliśmy swoje założenia. Jednak taki sparing to ciągle tak naprawdę większa jednostka treningowa. Trzeba wybiegać mecze, budować wytrzymałość i przygotować się do sezonu. Trenujemy w takim składzie dopiero kilka dni, jak zwykle na początku trochę brakuje zgrania i zrozumienia na boisku, ale myślę, że nie wyglądało to dzisiaj źle. Zwłaszcza w pierwszej połowie prezentowaliśmy się naprawdę porządnie. W drugiej trochę więcej nowych graczy się pojawiło i gra była nieco słabsza.
 
Jako jedyny gracz z pola zostałem na drugą połowę z tego względu, że nasz drugi lewy obrońca, Dino Stiglec, jeszcze z nami nie trenuje. Podzieliliśmy się na lewej obronie z Kamilem Dankowskim.
 
Bartosz Boruń: Oczywiście miło zacząć od wygranej, ale to nie jest najważniejsze. Liczy się dobre przygotowanie, by w lidze wygrywać. Teraz pracujemy, by kondycyjnie dobrze wyglądać w sezonie.
 
Dobrze się czułem na boisku, z tymi doświadczonymi zawodnikami już trenowałem, a z tymi wracającymi z wypożyczenia grałem w juniorach w poprzednich sezonach. Rozumiałem się dobrze z wszystkimi. Po pierwszym, ciężkim tygodniu przygotowawczym nie można się było spodziewać fajerwerków, bo jeszcze wiele pracy przed nami, ale nasza gra wyglądała nieźle.
 
W tej chwili przygotowujemy się wytrzymałościowo, by w sezonie wyglądać dobrze pod tym względem. Do taktyki przejdziemy pewnie trochę później. W pierwszym tygodniu niewiele było zajęć typowo z piłką, ale na razie z obciążeń nie schodzimy.
 
Byłem blisko bramki, piłka po moim strzale trafiła w poprzeczkę. Rozmawiałem z bramkarzem po meczu i mówił, że on ją sparował - musnął palcami i skierował na poprzeczkę. Niewiele zabrakło, ale to dobry prognostyk.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również