Wydarzenia

Kolejny wyjazd na zero

2014-08-09 19:53:00
Trzy punkty i fotel lidera - podopieczni Tadeusza Pawłowskiego mogli przywieźć do Wrocławia mnóstwo prezentów dla swoich kibiców. Mogli, ale wyjazd do Bełchatowa zakończył się porażką z beniaminkiem 0:2.

Początkowe minuty meczu upłynęły na spokojnym rozgrywaniu piłki przez Śląsk. Najczęściej futbolówka znajdowała się przy nodze Rafała Grodzickiego, grającego dziś 50. mecz w barwach WKS-u. Nasz środkowy obrońca wracał na stare śmieci, ponieważ właśnie w GKS-ie Bełchatów zaczynał granie w piłkarskiej elicie. 

Pierwszą sytuację goście stworzyli siedem minut po pierwszym gwizdku sędziego. Piłkę na połowie rywali wyłuskał Norambuenie Dankowski. Strzał młodego skrzydłowego WKS-u był celny, ale nie sprawił kłopotów Malarzowi. Po kwadransie gry zarysowała się optyczna przewaga zielono-biało-czerwonych, którzy częściej znajdowali się z piłką na połowie rywali. GKS zerwał się do kontrataku w 17. min. Wtedy to na lewe skrzydło do rozpędzonego Michała Maka zagrał Poźniak, a jeden z bełchatowskich braci bliźniaków próbował wymusić rzut karny. Próbował, ponieważ sędzia słusznie ukarał go żółtym kartonikiem za symulację.

Kolejne pretensje o niepodyktowany rzut karny piłkarze i kibice Gieksy mieli w 25. min, kiedy lecącą przez pole karne futbolówkę barkiem (a według bełchatowian ręką) wybił Piotr Celeban. Po raz wtóry pretensje gospodarzy okazały się nieskuteczne i niesłuszne. Niestety, inaczej było już w 30. min meczu. Prawym skrzydłem urwał się po raz kolejny Wroński, a jego dośrodkowanie najpierw głową, a potem ręką zatrzymał Ostrowski, który nie kontrolował lotu futbolówki. Tym razem zarówno gospodarze, jak i sędzia byli zgodni - jedenastka. Strzał w lewy róg bramki oddał Telichowski, ale tam na piłkę czekał już Pawełek! Świetną interwencją bramkarz WKS-u ochronił drużynę przed utratą gola.

Ostatnie kilkanaście minut pierwszej połowy należały do gospodarzy. Beniaminek dłużej utrzymywał się przy piłce i próbował znaleźć sposób na defensywę Śląska. W 41. min długie podanie Barana trafiło do Norambueny, ten ograł Zielińskiego i strzelił z ostrego kąta. Znów dobrze zachował się jednak Pawełek. Tuż przed przerwą kolejny rzut karny wywalczyli zawodnicy Kamila Kieresia. Drugi raz Krzysztof Ostrowski zagrał ręką we własnym polu karnym. Tym razem jedenastka była ewidentna, choć sam "Ostry" nie zgadzał się z decyzją arbitra. Telichowski to nie Vrdoljak - nie dostał drugiej szansy na gola... Do jedenastki podszedł Michał Mak. Również uderzył w lewy róg bramki, a Pawełek wyczuł jego intencję. Golkiper zdołał nawet dotknąć piłkę, ale ta - odbita od jego ręki - wpadła do siatki. 

Błyskawicznie próbował odpowiedzieć superstrzelec Śląska - Robert Pich. Jednak zarówno uderzenie zza pola karnego, jak i dobitkę z ostrego kąta zdołał wybronić Malarz. Również w drugiej doliczonej minucie bramkarz gospodarzy spisał się bez zarzutu. Odbił wtedy strzał Sebastiana Mili z rzutu wolnego i na przerwę piłkarze schodzili przy wyniku 1:0. 

Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia gospodarzy. Świetną dwójkową akcję na skrzydle przeprowadzili Wroński i Basta. Ten drugi dograł do Bartosiaka, który jeszcze przełożył piłkę na prawą nogę i uderzył. Na szczęście, w boczną siatkę. Po chwili swoja szansę miał Śląsk. Z rzutu wolnego dośrodkowywał wprowadzony na plac gry chwilę wcześniej Machaj. W zamieszaniu podbramkowym futbolówkę wybili defensorzy GKS-u. Tym razem to ławka rezerwowych wrocławian skoczyła do góry dopatrując się zagrania ręką Poźniaka w polu karnym. Gwizdek sędziego Musiała milczał.

Śląsk nie odpuszczał i już trzy minuty później dobrą szansę po dograniu Paixao miał Pich. Jego strzał z ok. 13. metrów został niestety zablokowany. W 62. min jeszcze lepszą okazje na gola miał Sebastian Mila. Doszedł on do podania Droppy z prawej strony i uderzył ze środka pola karnego. Piłkę z linii bramkowej wybili obrońcy GKS-u... Błyskawicznie nastąpiła odpowiedź gospodarzy. W odstępie dwóch minut dwukrotnie groźnie z prawego skrzydła dośrodkowywał Prokić. Nie udało się podwyższyć wyniku, gdyż dobrze w polu karnym zachowali się stoperzy wrocławian. W 73. min stoperów uratował Pawełek, świetnie parując na rzut rożny strzał Michała Maka. 

Nic nie pomogło już defensywie WKS-u w 81 min gry. Dośrodkowanie z lewej strony, strzał z powietrza Poźniaka i było już 2:0 dla gospodarzy. W końcówce to niestety nie Śląsk, a rozpędzony GKS stwarzał groźniejsze sytuacje. Dobre interwencje Pawełka uchroniły nas od utraty kolejnego gola. Do Wrocławia piłkarze Śląska niestety ponownie wracają bez choćby punktu. 

 

PGE GKS Bełchatów - Śląsk Wrocław 2:0 (1:0)

Bramki: Mak 31-karny, Poźniak 81

 

GKS: Malarz - Basta, Baranowski, Telichowski, Norambuena - Baran, Rachwał, Wroński (61  Prokić), Poźniak (90 Komolov), Mak - Bartosiak (69 Turkov)

Śląsk: Pawełek - Zieliński, Celeban, Grodzicki, Ostrowski (53 Machaj) - Hołota, Droppa (76 Plaku) - Dankowski, Mila, Pich - Flavio Paixao (86 Bartkowiak)
 

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

Żółte kartki: Mak, Rachwał, Norambuena, Bartosiak - Machaj

Widzów: 3500

 

Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również