Wydarzenia

Mila szczęścia!

2014-09-26 22:55:01
Dzięki bramce w ostatniej minucie doliczonego czasu gry zdobytej przez Sebastiana Milę, Śląsk Wrocław pokonał Górnika Łęczna 2:1. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego nie mieli łatwego zadania z dobrze dysponowanym beniaminkiem, ale dzięki grze do końca zgarnęli komplet punktów.
Starcie z beniaminkiem wcale nie miało należeć do lekkich, łatwych i przyjemnych. Jak zapowiadał kapitan łęcznian - Sergiusz Prusak - "możemy wywieźć z Wrocławia jakieś punkty, nawet trzy". Już od pierwszych chwil jego koledzy pokazywali, że to wcale nie muszą być nazbyt ambitne zapowiedzi. W 2. min, po zamieszaniu w polu karnym Śląska, świetną okazję do zdobycia gola miał nie kto inny, jak były gracz WKS-u - Patrick Mraz. Jego strzał ze skraju pola karnego zablokowali jednak wrocławscy obrońcy, a dobitka Cernycha przeleciała kilkadziesiąt centymetrów obok słupka. Piłkarze zgotowali kibicom na Stadionie Wrocław sporo emocji na samym początku meczu bo Śląsk odpowiedział ładną dwójkową akcją Mila - Pich, zakończoną uderzeniem Słowaka z dystansu. Uderzeniem, dodajmy, niecelnym.

Goście potrafili dobrze operować piłką i przedostać się z nią pod bramkę Pawełka. Strzelać próbowali Bożok oraz Cernych. Ich próby nie dosięgły celu, ale z sam fakt, że do nich doszło, mógł niepokoić. Nie chcąc być dłużnym, wrocławianie napędzili strachu Prusakowi w 24. min - najpierw Mila z rzutu rożnego dośrodkował przed pole karne, a czekający tam Pich uderzył z powietrza. Kilka minut później Słowak uderzył już celnie, ale golkiper gości nie miał problemów z obroną. Dużo bardziej napocić musiał się Mariusz Pawełek, by obronić strzał Fedora Cernycha w 33. min - na szczęście udało mu się sparować piłkę na korner. Groźniejsi byli zawodnicy Jurija Szatałowa. Z dużą werwą budowali swoje ataki, na które piłkarze Śląska zostawiali im zbyt wiele miejsca.

Jeszcze przed przerwą Tadeusz Pawłowski musiał dokonać pierwszej zmiany. Kontuzjowanego Machaja zastąpił joker z ostatnich spotkań - Krzysztof Ostrowski. Na zakończenie pierwszej części gry celnie z rzutu wolnego uderzył Mila, ale to już wszystko, na co było stać piłkarzy jednej i drugiej drużyny. Do przerwy goli nie oglądaliśmy.

Początek drugiej połowy nie przyniósł takich emocji, jak pierwszej. Gra toczyła się głównie w środku boiska, brakowało akcji, strzałów oraz konceptu na to, jak przełamać obronę rywala. Nic nie zapowiadało więc prawdziwego tręsienia ziemi, do jakiego doszło po nieco ponad kwadransie gry. W 62. min dynamiczną akcję skrzydłem przeprowadzili goście. Po podaniu z prawej strony nogę dostawił Bożok i na prowadzenie wyszedł beniaminek z Łęcznej. Minęło zaledwie kilkadziesiąt sekund, a na tablicy wyników mieliśmy remis! Piłka po strzale Sebastiana Mili odbiła się od bramkarza gości, ale potem dopadł do niej Krzysztof Ostrowski i wbił do siatki! Trzesięnie ziemi trwało w najlepsze. Niezwykle blisko wyprowadzenia Śląska na prowadzenie byli Pich i Hołota. Z najwyższym trudem ich uderzenia (nogą Słowaka i głową Polaka) wybronił jednak Prusak.

Strata bramki podziałała na gospodarzy bardzo mobilizująco. Wyrównanie grającego setny mecz w ekstraklasie Krzysztofa Ostrowskiego (ma na swoim koncie 4 bramki) jeszcze dodało im skrzydeł. Od 63. minuty wrocławianie niemal nie schodzili z połowy rywali, często zapędzając się w ich pole karne. Łęcznianie wytrzymali jednak trwający około kwadransa napór Śląska. Po zmianach przeprowadzonych przez Jurija Szatałowa (wejścia Hasaniego i Bielaka) jego podopieczni znów potrafili wyjść z własnej połowy i konstruować akcje zaczepne. Nie były one jednak tak dynamiczne i groźne jak przed zmianą stron.

W końcówce to  Śląsk przeprowadził ostatnią "akcję marzeń". Świetnym strzałem z dystansu popisał się Sebastian Mila i w ostatniej minucie zapewnił gospodarzom zwycięstwo.

Mecz z beniaminkiem przysporzył Śląskowi wielu trudności, ale dzięki silnemu charakterowi i grze do końca to wrocławianie schodzili z boiska jako zwycięzcy. Trzynasty mecz bez porażki we Wrocławiu stał się faktem. Chwila, gdy strzał Mili wylądował w siatce, na długo zapadnie w pamięci kibiców WKS-u.

Śląsk Wrocław - Górnik Łęczna 2:1 (0:0)
Bramki:
Ostrowski 63, Mila 90+3 - Bożok 62
Żółte kartki:
Burkhardt, Mierzejewski

Śląsk: Pawełek - Zieliński, Hołota, Celeban, Dudu - Danielewicz, Droppa (83 Hateley) - Paixao, Mila, Pich - Machaj (40 Ostrowski)
Górnik: Prusak - Mierzejewski, Szmatiuk, Kalkowski, Mraz - Nowak, Burkhardt (70 Hasani), Bonin, Bożok (83 Szałachowski), Pruchnik (74 Bielak) - Cernych
Sędzia: Marcin Borski
Widzów: 11171
Autor: Jędrzej Rybak

Zobacz również