Wydarzenia

Od karnego do karnego

2020-06-07 16:50:00
Wrocławianie nie wykorzystali świetnej szansy na zapewnienie sobie udziału w grupie mistrzowskiej sezonu 2019/20. WKS mimo prowadzenia po bramce Chrapka przegrał w Gdyni z Arką 1:2. Decydująca bramka padła w 97. min gry. Już w środę kolejne spotkanie - w Płocku z Wisłą.
Pierwszy wyjazdowy mecz po wznowieniu rozgrywek był dla Śląska wielką szansą na zapewnienie sobie miejsca w grupie mistrzowskiej na koniec sezonu zasadniczego. Tę pewność, wobec innych wyników tej kolejki, wrocławianom dawało pokonanie Arki na Stadionie Miejskim w Gdyni. Żółto-niebiescy przed tygodniem przegrała w derbach Trójmiasta z Lechią 3:4, tracąc dwie bramki po rzutach karnych. I w ten sam sposób gospodarze stracili pierwszą bramkę w niedzielnym spotkaniu. Dla Śląska była to z kolei bardzo podobna "jedenastka" do tej ze starcia przeciwko Rakowowi Częstochowa. Ponownie faulowany był Pich, a z "wapna" skutecznie uderzył Chrapek, otwierając wynik meczu w 12. minucie.
 
Goście z Wrocławia byli zdecydowanie groźniejsi, dobrze wykorzystywali okazje do kontr i szybkich ataków. Prym wiódł w nich oczywiście Płacheta, najszybszy piłkarz PKO Ekstraklasy. Najbliżej powodzenia takiej akcji piłkarze trenera Lavički byli w 35. min gry. Wtedy to piękny strzał Płachety zza pola karnego trafił w słupek. Gospodarze nie mieli za bardzo pomysłu na sforsowanie bloku obronnego Śląska. W najlepszej okazji uderzenie Zawady pewnie wybronił Putnocky.
 
Nieco więcej problemów słowackiemu bramkarzowi sprawił Vejinović swoim strzałem w drugiej części gry. Śląsk grał dojrzalej i dokładniej, jednak z czasem, zmuszeni niekorzystnym rezultatem, gospodarze zaczęli odważniej przedostawać się z piłką na połowę rywala. Ponownie mocniej zagrozili bramce wrocławian kwadrans przed końcem, kiedy to głową uderzył Zbozień.
 
Podobieństwa z poprzednią kolejką mieliśmy na początku, przy okazji rzutu karnego, ale i w końcówce meczu. Bo znów, podobnie jak w spotkaniu z Rakowem, WKS stracił gola dokładnie w 82. min meczu. I tym razem bramka padła po uderzeniu głową. Po rzucie rożnym najlepiej w "szesnastce" odnalazł się Danch, doprowadzając do wyrównania. Śląsk ruszył do odzyskania prowadzenia i mogło się to udać w niewiarygodny sposób. Kapitalną "przewrotką" popisał się Łabojko, jednak niemal równie wspaniałą interwencją piłkę przed linią bramkową zatrzymał Steinbors. Chwilę później o włos od pięknej bramki był Vejinović, który "kropnął" z dystansu, trafiając w poprzeczkę.
 
Gdy wydawało się, że drużyny podzielą się punktami, swoją wielką szansę dostali gospodarze. Niefortunnie piłkę w polu karnym ręką zagrał Puerto, a sędzia po analizie VAR wskazał na 11. metr. Do piłki podszedł Vejinović, strzelił, ale Putnocky obronił jego uderzenie! Niestety, Holender doił odbitą przez bramkarza piłkę i ustalił wynik meczu.
 
Porażka oddala WKS od ścisłej czołówki, ale szansa, by znów zbliżyć się do "czuba" tabeli już w środę, kiedy to wrocławianie zmierzą się w Płocku z Arką. Za tydzień, 14 czerwca, mecz u siebie z ŁKS-em, kończący rundę zasadniczą.


Arka Gdynia - Śląsk Wrocław 2:1 (0:1)
Bramki:
0:1 - Chrapek 12' (k)
1:1 - Danch 82'
2:1 - Vejinović 97' (k)

Arka: Steinbors - Zbozień, Marić, Danch, Marciniak, Kopczyński (78' Jankowski), Nalepa, Samanes (46' Siemaszko), Vejinović, Młyński, Zawada (62' Skirtladze)
Śląsk: Putnocky - Stiglec, Tamas, Puerto, Cotugno (77' Dankowski) - Żivulić, Mączyński (70' Łabojko) - Płacheta, Chrapek, Pich - Exposito (80' Bergier)

Żółte kartki: Kopczyński, Siemaszko - Żivulić, Chrapek
Sędzia:
 Paweł Raczkowski
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również