Wydarzenia

Pawełek: Jaga ma duże ambicje

2017-12-15 13:10:00
Mecz we Wrocławiu będzie szczególny przede wszystkim dla Mariusza Pawełka, który w poprzednim sezonie był zawodnikiem WKS-u. Z bramkarzem Jagiellonii porozmawialiśmy o nowym klubie, planach na przyszłość, współpracy z Kelemenem, a także naturalnie, o Śląsku.

Wywiad z Mariuszem Pawełkiem ukazał się w klubowym magazynie "Wokół Śląska". Do pobrania TUTAJ

 
Wokół Śląska: Mariusz Pawełek w Jagiellonii Białystok. Transfer, którego chyba nikt się nie spodziewał. Jak to wyglądało z twojej perspektywy?

Mariusz Pawełek: Zacznijmy od tego, że praktycznie cztery miesiące byłem bez klubu i nie był to dla mnie przyjemny czas. Do końca jednak wierzyłem w transfer, więc bardzo ucieszyłem się z zainteresowania Jagiellonii. Trzeba przyznać, że jest to drużyna, która w ostatnich latach odnosiła spore sukcesy na krajowym podwórku i na pewno nie chce zwalniać tempa. Zdaję sobie sprawę, że moja obecność w tym zespole to też konsekwencja urazów Kelemena i Węglarza w jednym czasie. To spowodowało, że klub się mną konkretniej zainteresował, choć nie wiem, który byłem „na liście”. Cieszę się, że ostatecznie tu wylądowałem i już z pewnej perspektywy mogę powiedzieć, że był to dobry ruch.

Fizycznie byłeś przygotowany na powrót do Ekstraklasy, czy musiałeś nadrobić zaległości?

Cały czas coś się działo. Nie było tak, że po rozstaniu ze Śląskiem odpuściłem, usiadłem na kanapie i oglądałem telewizję. Mimo że nie grałem, to starałem się podtrzymywać sprawność fizyczną na wysokim poziomie. Najczęściej rano ćwiczyłem indywidualnie z Bartkiem Sochą na siłowni, po południu zaś z IV-ligową Odrą Wodzisław, w której Bartek jest trenerem. Byłem więc w treningu piłkarskim i nie miałem problemów z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości. Dodatkowo w Odrze zaproponowano mi również prowadzenie zespołu z rocznika 2005. Dla mnie to było kolejne wyzwanie i chętnie się tego podjąłem. 

Do Białegostoku zabrałeś rodzinę?

Nie, ostatecznie rodzina mieszka nadal pod Wodzisławiem Śląskim. Widujemy się jednak regularnie i da się to połączyć z graniem w Jagiellonii. Jeśli ja nie jadę do nich, to rodzina przyjeżdża do mnie i tak to wygląda. Radzimy sobie.

Samemu chyba trudniej odnaleźć się w zupełnie nowym miejscu.

Jestem tu już dwa miesiące i naprawdę nie mogę narzekać. Atmosfera jest bardzo fajna. Mamy zespół zbudowany z wielu obcokrajowców, ale nie czuć tego na co dzień. Trzymamy się razem i pod tym względem jest super. Ja sam nigdy nie miałem problemów z aklimatyzacją. Jestem sobą i zawsze byłem dla drużyny, a nie ona dla mnie. Od razu złapałem bardzo dobry kontakt z Marianem Kelemenem. On też jest tu bez rodziny, więc mamy więcej czasu wolnego. Tak się złożyło, że zakumplowaliśmy się i dużo czasu spędzamy razem. On sam mówi, że jest ode mnie dwa lata starszy i gra, więc ja też jeszcze mam sporo przed sobą (śmiech).

Jak wygląda Wasza współpraca na co dzień? Obaj jesteście bardzo doświadczonymi bramkarzami, notabene z przeszłością w Śląsku.

Marian od wielu lat gra na bardzo wysokim poziomie i ciągle mogę się od niego czegoś nauczyć. Na treningu rywalizujemy i nikt nie odpuszcza. Jeden drugiego podpatruje, ale każdy z nas ma już wyrobione pewne mechanizmy i już na takim etapie trudno je zmienić. W kadrze jest też Damian Węglarz i Krzysiek Karpieszuk, więc rywalizacja jest bardzo mocna. Najważniejsze, że mnie dalej cieszy to, co robię. Gdybym miał z przymusu trenować i marudzić, to nie ciągnąłbym tego. To samo mogę powiedzieć o Marianie. On jedynie narzeka, gdy tylko się ochłodzi. Zdecydowanie nie lubi zimy (śmiech). 

Twój kontrakt obowiązuje do końca obecnego sezonu. Zastanawiałeś się co potem?

Wszystko zależy ode mnie. Jeśli z moim zdrowiem i formą będzie „ok”, to może uda się usiąść i porozmawiać o czymś nowym. Zobaczymy, na razie skupiam się na każdym kolejnym dniu. Nie myślę o emeryturze bramkarskiej. Miałem ostatnio problemy zdrowotne, ale nie były one związane z moim wiekiem, a bardziej z mechanicznymi przeciążeniami. Nabawiłem się kontuzji łokcia, ale to pokłosie tego, że czasem broniło się na zmrożonym boisku, a nikt na to nie zwracał uwagi. Zmagałem się z nią dłuższy czas, ale tak naprawdę w trakcie sezonu nie było czasu na leczenie, bo trenerzy liczyli na mnie w lidze. Bywało z tym raz lepiej, raz gorzej. „Faszerowałem się” środkami przeciwbólowymi, chciałem grać i dotrwałem do końca sezonu. Potem zająłem się tym urazem i już wszystko jest w najlepszym porządku. 

Aktualna miejsce w tabeli Jagi oddaje potencjał tego klubu?

Ostatnie lata pokazały, że Jaga to mocny zespół, który liczy się w naszej lidze. Jesteśmy w top 5, ale nie da się ukryć, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nie mówi się tego głośno, ale marzy się o mistrzostwie kraju. Nie ukrywam, że chciałbym też do tego się przyczynić, ale czas pokaże, na co nas stać. 

Potrafisz porównać „dzisiejszy” Śląsk z tym, w którym Ty jeszcze grałeś?

Choć tabela tego nie pokazuje, to uważam, że bardzo duży potencjał drzemie w drużynie Śląska. Zespół został mocno przebudowany, ja sam chciałem uczestniczyć w tym projekcie, ale inaczej potoczyły się nasze losy. We Wrocławiu zawsze są duże oczekiwania. Wiem, że chłopaki mają też większe ambicje i będą starać się to udowadniać na boisku. To jest jednak futbol. Gdy ja grałem w Śląsku, również mieliśmy mocną ekipę, ale wydaje mi się, że teraz ta drużyna jest jeszcze mocniejsza. 
 
Dla Ciebie będzie to szczególny mecz. Jak do niego podchodzisz?

Wrocław zawsze będę dobrze wspominać. Cały czas utrzymuję kontakt z przyjaciółmi, szczególnie z Mario Pawelcem, bo nasze rodziny się przyjaźnią. Często piszemy ze sobą i jesteśmy ze wszystkim na bieżąco. Jeśli będzie okazja, to chętnie chwilę porozmawiam z kolegami. My chcemy jednak przede wszystkim dobrze zakończyć rok i być spokojni w przerwie zimowej. Dlatego też do Wrocławia przyjedziemy bardzo zmotywowani. 

 
Przypuszczalny skład Jagiellonii: Pawełek – Burliga, Runje, Mitrovic, Guilherme – Grzyb, Wlazło – Novikovas, Cernych, Frankowski – Sekulski.
 
 
 
Autor: Michał Krzyminski, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również