Wydarzenia

Pich: Naszą siłą jest kolektyw [WYWIAD]

2019-11-22 12:00:00
Zapisał się już w historii Śląska jako obcokrajowiec z największą liczbą występów w jego barwach, a także jako najskuteczniejszy straniero. Indywidualne osiągnięcia mają dla niego jednak drugorzędne znaczenie. Robert Pich przekonuje w wywiadzie, że WKS będzie wygrywał tylko wtedy, gdy na pierwszym planie będzie zespół.
Jesteś postacią dobrze znaną każdemu kibicowi WKS-u, natomiast chyba nie każdy wie, jak wyglądały Twoje początki.
 
Robert Pich: Pochodzę ze Svidnika. To mała miejscowość, położona blisko polskiej granicy, około 40 km. Mam też dwóch braci i jedną siostrę. Gdy byłem dzieckiem, często z rodzicami jeździliśmy do Polski na zakupy. Do dziś wielu Słowaków nadal tak robi, w ten sposób wychodzą one taniej.

To prawda, że jeden z Twoich braci zajmuje się muzyką?

Tak, stara się robić muzykę hiphopową. Ma 21 lat i jest na początku drogi, a to zazwyczaj jest najtrudniejsze. Urządził w swoim domu studio i ciągle się rozwija. Myślę, że ma spory talent. Wierzę, że odniesie sukces i będzie znany na Słowacji.

Jaki ma pseudonim?

Exact. Jego nagrania można znaleźć w internecie. Polecam!

Dziś jesteś najbardziej znaną osobą pochodzącą ze Svidnika?

Chyba tak, mieszka tam około 15 tysięcy mieszkańców. Jestem chyba jedynym sportowcem, który wszedł na taki poziom. Choć mamy też w drużynę siatkówki. I to w pierwszej lidze, co jak na tak niewielkie miasteczko może imponować. Ze Swidnika pochodzi także – choć długo już tam nie mieszka – popularna piosenkarka na Słowacji, Kristina Pelakova. Reprezentowała nawet kiedyś nasz kraj na Eurowizji.

Może nagra coś z Twoim bratem.

Kto wie, może kiedyś się uda (śmiech). Wracając do pytania - gdy przyjeżdżam do domu, to ludzie mnie kojarzą. Moi rodzice są często o mnie pytani, ludzie wiedzą, że gram Śląsku, obserwują nasze wyniki. W domu spędzam jednak mało czasu, bo moja żona jest z innej miejscowości i gdy wracam na Słowację, to przebywam częściej tam.

Jak dużo w Twoim życiu zmienił syn Matias?

Życie jest całkiem inne, cały mój wolny czas kręci się wokół niego. Staramy się wszystko dostosować do Matiasa. Nie zmienia się tylko część związana z futbolem – wszystko jest zaplanowane i odbywa się tak, jak do tej pory. Zajmujemy się nim, bawimy się, chodzimy na spacery i jest to dla mnie bardzo przyjemne. Gdy wracam do domu, czasem w nie najlepszym humorze, to widząc go, natychmiast wszystko się zmienia. Dziecko dodaje optymizmu, a on jest zawsze bardzo uśmiechnięty. Gdy w piłce coś nie idzie po mojej myśli, to on zawsze poprawia mi humor.

No właśnie, gra w środku pola humoru Ci nie psuje, chyba już przywykłeś do tej pozycji?

Dopiero pierwszy sezon rozgrywam jako ofensywny środkowy pomocnik i myślę, że tak naprawdę nigdy mi to nie przeszkadzało. To chyba po prostu zostało rozdmuchane trochę w mediach – ja na pewno się na tym nie skupiałem. Może pierwsze mecze w moim wykonaniu nie były bardzo dobre, ale najważniejsze, że Śląsk osiągał wtedy świetne wyniki. Starałem się tak grać na tej pozycji, aby jak najbardziej pomóc drużynie. Przyzwyczaiłem się, choć nie mogę jednocześnie powiedzieć, że będę występował tam do końca sezonu. Myślę, że trener ma dzięki temu większe pole manewru. Chcę się uczyć, analizować, co mogę zrobić lepiej. Jestem przygotowany.

Byłeś porównywany też do Sebastiana Mili czy Ryoty Morioki. Choć Ty chyba grasz nieco inaczej – wchodzisz w wolne przestrzenie i często właśnie sam kończysz akcję. Statystyki są po Twojej stronie, na koncie masz już pięć goli.

Uważam, że łatwiej dochodzić mi do sytuacji strzeleckich, gdy gram w środku. Zdarza się, że to ja mam za plecami napastnika i podłączam się do akcji trochę jako druga „dziewiątka”. Mam częściej piłkę, ale z kolei otacza mnie więcej obrońców. Na razie strzeliłem cztery gole, być może mogło być ich więcej, ale podkreślę raz jeszcze – najważniejsze jest to, by drużyna wygrywała. Będę próbował poprawiać indywidualne statystyki, ale schodzą one dla mnie zawsze na dalszy plan. 

Dalszy ciąg wywiadu w listopadowym numerze magazynu "Wokół Śląska". Oficjalny miesięcznik wrocławskiego klubu można nabyć w FanShopie #Oporowska, FanShopie #NaStadionie, w wybranych salonach Kolportera i na Stadionie Wrocław podczas meczów. Można go również zakupić w sklepie on-line już teraz - TUTAJ.
Autor: Tomasz Szozda, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również