Wydarzenia

Raicević: Lubię techniczny futbol

2020-01-31 10:00:00
Karierę zaczynał w słynnym Partizanie Belgrad, ale najwięcej czasu spędził na włoskich boiskach. O swojej drodze do Śląska, niedoszłym transferze do Napoli, preferowanym stylu gry i mentalności południowca w pierwszym wywiadzie po dołączeniu do WKS-u opowiada Filip Raicević, nowy napastnik Trójkolorowych.
Twoja kariera zaczęła się z wysokiego C, bo od jednego z największych klubów na Bałkanach - Partizana Belgrad.
 
Sprowadzili mnie do siebie w wieku 13 lat. Chcieli już jak miałem 11 lat, ale moja mama powiedziała im, że jestem za młody i nie puści mnie samego do Belgradu. Dopiero po dwóch latach, gdy przedstawiciele Partizana wrócili, mama powiedziała "W porządku, teraz możesz iść". Wyjechałem sam, ale mieli bardzo dobrą szkołę dla młodych zawodników i dobrze się tam czułem. Wszystko było świetnie zorganizowane. Szkoła, treningi, posiłki - miałeś wszystko, co potrzebne. To była na pewno najlepsza akademia na Bałkanach, a nawet jedna z najlepszych w całej Europie. Uważam, że niemal na tym samym poziomie co Ajax czy Barcelona. Spędziłem w Belgradzie niemal pięć lat i spotkałem naprawdę dobrych piłkarzy. Chociażby Nastasić, obecnie występujący w Schalke, a wcześniej w City. Poznałem też Filipa Markovicia, z którym teraz będę grać w Śląsku. On był w starszym roczniku, z kolei jego brat - Lazar - był ode mnie o rok młodszy, więc też nie graliśmy w jednym zespole, ale poznaliśmy się. Mieliśmy tam około 10 boisk, często było tak, że na jednym grał mój rocznik, a obok oni.
 
Z Partizana trafiłeś do Włoch.
 
Dokładnie do Chievo Verona, grającego wówczas w Serie A. Ze względu na przepisy o graczach spoza Unii Europejskiej przez dwa lata jednak nie grałem. Byłem wówczas jeszcze nastolatkiem. Zostałem wypożyczony do niższej ligi, co było potrzebne ze względu na przepisy. Z tego powodu moja sytuacja była skomplikowana. Ostatecznie trafiłem do Vicenzy. Grałem naprawdę dobrze, strzeliłem tam sporo goli i zainteresowały się mną wielkie kluby - Juventus i Napoli. Zimą, w ostatni dzień okienka transferowego, o godz. 21 miałem podpisaną wstępną umowę z Napoli. Kilka minut później przyszedł jednak prezydent Vicenzy i zablokował ten transfer. To był trudny dla mnie moment. Poszedłem na wypożyczenie do Bari, a tam przytrafiło mi się spore nieszczęście.
 
Kontuzja?
 
Tak i to na ostatnim, lekkim treningu przed meczem. Wypadłem na kilka miesięcy z gry. W sumie w Bari spędziłem jednak 1,5 roku, skąd najpierw wypożyczyli mnie do Pro Vercelli, a potem odszedłem do AS Livorno.

 
Jak ocenisz swój pobyt w tym ostatnim klubie?
 
Poprzedni sezon był jednym z najlepszych w mojej karierze. Nie strzeliłem może tylu goli co kiedyś w barwach Vicenzy, bo zdobyłem sześć bramek, do tego kilka asyst, ale mogłem być naprawę zadowolony ze swojej gry. Byłem jednym z najważniejszych zawodników w drużynie.
 
Obecne rozgrywki nie są jednak dla Livorno zbyt udane.
 
Drużynie nie idzie tak jak byśmy chcieli. To trudna sytuacja, nie chcę za dużo komentować czy oceniać. Może zrobiliśmy coś źle przed sezonem, na początku rozgrywek, może zmiany zawodników w drużynie jeszcze nie "zaskoczyły".
 
Spędziłeś we Włoszech siedem lat, więc chyba dobrze poznałeś tamtejszy futbol. Jakie są Twoje odczucia na temat tamtejszej piłki?
 
Na boisku widać naprawdę dużą jakość, jednak najbardziej liczy się tam taktyka. Analizowany jest każdy ruch danego zawodnika, jego ustawienie, zagranie. Nie tylko piłkarzy z Twojej drużyny, ale i przeciwników. Włoscy trenerzy są pozytywnie zakręceni pod tym względem. Wielu z nich myśli o futbolu 24 godziny na dobę. Podobnie zresztą mają kibice. Jeśli zapytasz Włocha, co jest dla nich najważniejsze w życiu, dostaniesz mnóstwo odpowiedzi, że piłka nożna. Oni nawet jak śpią, marzą o futbolu i swojej drużynie! Nie wydaje mi się, żeby w którymś kraju było podobnie, by aż tak kochać ten sport. Może w Argentynie. W telewizji, w gazetach, ciągle jest coś o futbolu. To oczywiście pozytywne, ale ma też ciemniejsze strony. Czasem nie możesz nawet wybrać się na spacer z rodziną, bo tak wielu fanów cię rozpoznaje, chce porozmawiać, zrobić zdjęcie.

 
Podczas gry na Półwyspie Apenińskim spotkałeś się z polskim piłkarzem, Tomaszem Kupiszem.
 
Graliśmy razem w Livorno. Rozmawiałem z nim o Polsce i tutejszej lidze. Zawsze mówił mi, że to naprawdę dobry kraj, z pozytywnymi ludźmi. Jest tu trochę zimniej, ale na razie czuję się dobrze. Życzył mi powodzenia w nowym wyzwaniu.
 
Przejąłeś mentalność i styl życia Włochów?
 
W pewnym sensie tak. Tam poznałem moją narzeczoną, tam występowałem wiele lat i Włochy to duża część mnie. Teraz przede mną nowe wyzwania i nowe miejsce. Mój agent opowiadał mi o Śląsku i bardzo się zapaliłem do tego pomysłu. Powiedziałem, że nie ma teraz nic ważniejszego, tylko tutaj trafić. Jestem niezwykle zadowolony, że się udało.
 
Czego oczekujesz po czekającym Cię czasie w Śląsku?
 
Pierwszą i najważniejszą rzeczą to poznać skład, klub. Chcę grać jak najwięcej i pomagać zespołowi. Nie stawiam sobie żadnych celów pod względem liczby strzelonych goli. Jestem wysoki, mam 1,90 wzrostu, ale lubię grę piłką, po ziemi. Ludzie często wyobrażają sobie, że ja gram tylko głową, walczę w powietrzu i nic więcej. A ja bardzo lubię techniczny futbol, z piłką przy nodze, wymianą podać. Mam nadzieję, że będę to mógł to pokazać fanom Śląska. Nie jestem może bardzo szybki, ale dobrze się czuję w wielu miejscach na boisku, nie tylko "przyspawany" do pola karnego. Tak żeby dostawać sporo piłek, brać udział w akcjach, szukać gry. Oczywiście, jako dla napastnika najważniejsze są dla mnie gole, ale dużą radość dają mi również asysty i po prostu pomoc zespołowi w tworzeniu okazji i zdobywaniu bramek.

Autor: Tomasz Szozda, Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również