Wydarzenia

Tamás: Przeszło mi to przez głowę

2020-05-13 11:00:00
O treningach, czytaniu, "katowaniu" Netflixa, drużynowych przyjaźniach i trawie jak na Wembley w wywiadzie opowiada Márk Tamás, węgierski obrońca Śląska Wrocław. - Ostatni mecz przegraliśmy po rzucie karnym za mój faul, a stracony punkt mógł nam dać drugie miejsce w tabeli. Przeszły mi przez głowy obawy, co stracimy, jeśli liga nie ruszy. Na szczęście to już przeszłość i pracujemy, by wrócić jak najsilniejsi - mówi stoper.
Jak obecnie wyglądają treningi w grupach - znacznie już większych, ale jednak nie z udziałem pełnej kadry? Zajęcia bardzo różnią się od tych w trakcie "normalnego" sezonu?
 
Zdecydowanie widać różnicę, przede wszystkim utrudniona jest praca nad taktyką. To taka część futbolu, w której najbardziej potrzebna jest cała drużyna. Jednak wiele zajęć z piłką oraz skupiających się na wydolności możemy już wykonywać, mamy kontakt z trenerami. Jest inaczej niż w czasie zwykłego sezonu ligowego, ale cieszę się, że możemy już się spotkać w klubie i pracować.
 
Wymogi bezpieczeństwa - maseczki, zachowywanie dystansu, brak spotkań w szatni - utrudniają jakoś treningi?
 
Wiesz, taka jest sytuacja, takie są zasady i nie możemy z tym dyskutować. Jeśli będziemy się do nich stosować, będziemy bezpieczniejsi, jeśli nie - zagrożenie wirusem może wzrosnąć. Oczywiście zawsze wygodniej spotkać się w szatni, porozmawiać całą drużyną itd. Teraz jednak musimy z tego zrezygnować na rzecz dbania o siebie, więc nie ma co mówić, czy to przeszkadza.
 
Obecny czas przed powrotem ligi można porównać do okresu przygotowawczego przed sezonem? To trochę jak obóz w środku rundy?
 
Zdecydowanie. Mieliśmy około 6 tygodni przerwy. Może nie od ruchu, bo trenowaliśmy w domach indywidualnie, a gdy obostrzenia na to pozwalały to również biegaliśmy w parku czy lesie, ale jednak przerwy od pracy z drużyną na boisku. Po takim czasie potrzebny jest kolejny okres przygotowawczy przed startem ligi i tak to obecnie wygląda.
 
W jakiej formie wróciłeś do treningów w klubie? Fizycznie odczułeś mocno tę przerwę?
 
Realizowaliśmy w domach plan nakreślony przez trenerów, choć to oczywiście nie to samo co treningi w klubie, ale mimo tej indywidualnej pracy pierwszy trening po powrocie był dla mnie dosyć wymagający. Teraz jednak czuję się dobrze, krok po kroku będzie wracać dyspozycja i siła na ostatnią część sezonu.



Opowiedz o tym, jak wyglądały te treningi indywidualne, w domu. Co byliście w stanie wykonać?
 
Były dwa typy treningów. Pierwszy z nich to wykonywanie ćwiczeń biegowych na zewnątrz, na przykład w parku. Drugi - gdy trzeba było bezwzględnie zostać w domu - polegał na wykonywaniu treningów w mieszkaniu lub ogrodzie. Mieliśmy sesje video z Michałem Polczykiem (trener przygotowania motorycznego, red.), który dawał nam przykłady w jaki sposób coś powinno być wykonywane. Oczywiście było przy tym również trochę śmiechu, bo to zawsze kontakt z resztą drużyny, nawet jeśli tylko on-line. Korzystaliśmy też z aplikacji mobilnych, wspomagających ćwiczenia w domu.
 
Jak spędzałeś czas na izolacji? Pochwaliłeś się m.in. lekturą książki o Francesco Tottim, więc na pewno było produktywnie.
 
Tak, starałem się czytać naprawdę dużo. Sporo czasu poświęciłem również na pracę w ogrodzie. Moja trawa wygląda teraz jak na Wembley! Lubię też grać w PUBG, więc wiele razy razem z przyjaciółmi graliśmy on-line. No i oczywiście "katowałem" Netflixa. Obejrzałem już niemal wszystko, co tam mają (śmiech).
 
Gdy można już było się spotykać w większym gronie sporo czasu spędzałeś z hiszpańskojęzycznymi piłkarzami - Erikiem Exposito, Guillermo "Toto" Cotugno i Israelem Puerto.
 
To prawda, polubiliśmy się. Erik jest niemal moim sąsiadem, mieszka bardzo blisko i również z tego powodu często się spotykamy. Z kolei Toto jest moim kolegą z pokoju na zgrupowaniach przedmeczowych. Jeśli chodzi o Isrę to obaj byliśmy w tej samej sytuacji - zostaliśmy we Wrocławiu sami, rodziny nie mogły do nas przyjechać i również dlatego zakumplowaliśmy się trochę bardziej. Gdy można było, to spotykaliśmy się i robiliśmy sobie różne sportowe rywalizacje, jak siatkówka plażowa z Isrą albo piłkarski tenis z Erikiem.
 
Śledzisz informacje na temat koronawirusa na Węgrzech? Jak tam wygląda sytuacja z epidemią i powrotem piłki nożnej?
 
Oczywiście, śledzę doniesienia z mojego kraju i bardzo często rozmawiam z moją rodziną. Sytuacja jest tam trochę lepsza, na przykład restauracje są otwarte. Również trzeba używać masek czy rękawic, ale obecnie życie toczy się już właściwie normalnie. Co do powrotu piłki nożnej - plany są bardzo podobne jak w Polsce. 23 mają się odbyć mecze pucharowe, a w ostatni weekend maja wznowiona zostanie liga.
 
Ostatni mecz przed przerwą to spotkanie z Jagiellonią. Przegrane po golu z rzutu karnego, podyktowanego za Twój faul. Miałeś obawy, że sezon nie ruszy i Śląsk straci drugie miejsce w tabeli ze względu na tę sytuację?
 
Mówić szczerze to tak, przeszło mi to przez głowę. Nienawidzę przegrywać, zwłaszcza, gdy dzieje się to w takich okolicznościach... Teraz jednak to już przeszłość. Mogę to naprawić tylko na murawie, pomagając drużynie w odnoszeniu zwycięstw. Chciałbym, byśmy byli jak najwyżej w tabeli, jesteśmy bardzo blisko pierwszej trójki i na każdym treningu skupiamy się na naszym celu, którym zawsze jest wygranie najbliższego meczu.
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Krystyna Pączkowska

Zobacz również