Wydarzenia

Wasz rok ze Śląskiem - zwycięska praca

2017-12-28 11:30:00
W konkursie "Wasz rok ze Śląskiem" wspominaliście najlepsze momenty minionych dwunastu miesięcy związane ze Śląskiem Wrocław. Poniżej prezentujemy zwycięską pracę. Gratulujemy autorowi - jest nim Daniel Szwaja - oraz dziękujemy wszystkim uczestnikom zabawy. Na meczu kochanego WKS-u widzimy się już w 2018 roku!
„To my kibice Śląska…” *

Na rok 2017 czekałem z wielką niecierpliwością i wiązałem z nim wielkie nadzieje. Miał być lepszy, bardziej szczęśliwy i pełen sukcesów. Rok 2017 wiązał się z czymś co od wielu lat definiuje moje życie, coś co sprawia, że co tydzień przeżywam huśtawkę emocji - od smutku, rozczarowań aż po miłe niespodzianki i niesamowite momenty radości. Tym czymś jest klub, klub z pięknego miasta, klub o wojskowych korzeniach, klub łączący wiele miast i mnóstwo ludzi- WKS ŚLĄSK WROCŁAW.

To już 70 lat ludzie związani 3 kolorami piszą historię miasta, regionu i polskiej piłki. Ta okrągła rocznica była wspaniałą okazją do przypomnienia wszystkim dookoła jak wielką marką jest Śląsk.

Mnóstwo akcji związanych z historią klubu, ludźmi, pamiętnymi meczami tylko uświadamiało mi, że duma, która czuję jest uzasadniona, a ludziom którzy przyczynili się do budowy legendy Śląska należy się dożywotni szacunek.

W 2017 roku dopingowałem tylko i wyłącznie na stadionie, z wysokości trybun czy to naszym Stadionie Miejskim czy na meczach wyjazdowych. Dla mnie definicja słowa „dom” już dawno nabrała innego znaczenia. Wchodząc na trybunę „Oporowska” czuję się dokładnie jak w domu. Tam mogę być sobą, zapominam o wszystkich problemach, nie martwię się jutrem, żyję chwilą, a najważniejsze, że mogę je dzielić z odpowiednimi ludźmi. Bo Śląsk to właśnie ludzie, piłkarze, działacze, trenerzy, legendy, a dla mnie przede wszystkim kibice, a wśród nich masa przyjaciół. A łączy nas jedno-  wspólna pasja, jedna wiara w jeden klub WKS Śląsk.

Nie da się ukryć, że od kilku lat Śląsk nie jest w najwyższej formie, a za sukces trzeba uznać awans do górnej ósemki. Muszę jednak przyznać, że wśród kibiców apetyty są znacznie większe, a przyśpiewka „Mistrzostwa Polski nadszedł czas…” jest jak najbardziej trafiona. Śląsk to klub o wielkiej tradycji i każdy piłkarz zakładając naszą koszulkę musi wiedzieć, że u nas się gra o najwyższe cele, a walka i poświęcenie to obowiązek. Cieszę się patrząc na takie postacie jak Mariusz Pawelec czy Piotr Celeban, którzy na boisku zostawiają serca dla naszego wielkiego klubu. 
 
„Jesteśmy zawsze tam”
 
  Mimo gorszych momentów w naszym klubie, nie odwróciłem się, nikt z nas nie chciałby zostać pozostawiony w trudnej sytuacji.  Na każdym wyjeździe, na którym dane mi było być,  Śląsk nie odniósł zwycięstwa, a  nie jest to zachęcająca okoliczność do dalszego jeżdżenia. Jednak kilometry przejechane z odpowiednimi ludźmi u  boku rekompensują brak wyników. I tak spełniłem swoje ciche marzenie jakim był wyjazd do Białegostoku (4:1 dla Jagi). Około 1200 kilometrów pociągiem w jeden weekend- coś pięknego!  Szkoda, że nie doczekałem się  naocznie doświadczyć zwycięstwa naszych Orłów, nie znaczy to jednak, że nie było dobrych meczy.  Pozytywnie wspominam chociażby wyjazd do  Zabrza (2:2), gdzie udało się urwać punkty Górnikowi na bardzo gorącym terenie. W 2017 roku doświadczyłem pierwszych wyjazdowych derbów, niestety przegranych,  jednak wspomnienia zostają ze mną na zawsze. 

„Jesteśmy tu, by wspierać go!”
 
 W meczach domowych  naszej drużynie szło już nieco lepiej, ale najpierw wspomnę o dwóch jakże dla mnie istotnych wydarzeniach. W sezonie 17/18 stałem się dumnym posiadaczem karnetu. Nie musze mówić, że grafik w pracy i zajęcia na uczelni dobierałem z terminarzem w ręku. Była to dla mnie bardzo udana inwestycja, zainspirowała mnie do tego akcja „7000karnetów na 70-lecie Śląska”.

W 2017 roku poznałem również moją ukochaną, najwspanialszą dziewczynę na świecie. Wiele osób pytało mnie co bym wybrał-  Dziewczynę czy Śląsk, odpowiedź brzmi: nie musze wybierać, bo udało mi się ją zarazić fenomenem WKS-u i tego  sezonu chodzimy na mecze razem.

 Po wrześniowej porażce w Lubinie w derbach po golu w ostatniej minucie, w listopadowym meczu u siebie marzyłem o zemście. Jak się okazało przed meczem długa lista nieobecnych kluczowych zawodników nie napawała optymizmem. Na szczęście godnie zastąpiła ich młodzież, która pokazała jak należy walczyć dla naszego Ślązeczka. Świetnie w bramce spisywał się Jakub Słowik, który dopiero wskoczył do pierwszego składu. Do ostatniej minuty utrzymywał się wynik 0:0. gdy został podyktowany rzut wolny do piłki podszedł Sito Riera. W tym momencie powiedziałem: „bramka”.  Odtąd wszystko jakby działo się w spowolnionym tempie. Piłka zmierzała na długi słupek, tam dobrze wyskoczył debiutujący Mathieu  Scalet, zagrał piłkę wzdłuż bramki  i strzałem głową nasz kapitan Piotr Celeban daje nam zwycięstwo. Euforia, szał, radość, łzy szczęścia, zdarte gardło, krzyk, a za chwilę nogi ugięły mi się w kolanach. Czy może być coś piękniejszego niż zwycięstwo w najważniejszym meczu rundy, w derbach, po golu strzelonym w ostatniej minucie przez kapitana?  Do tego wszystkiego wspaniała atmosfera i oprawa godna meczu i 70-lecia Śląska.

Mecze z Warszawską Legią, zawsze budziły u mnie wyjątkowe emocje, tym razem było podobnie. Znacie to uczucie, kiedy czekacie na mecz cały tydzień, aż w końcu budzicie się w ten dzień i od rana chodzicie jakby z podwójną dawką energii, wsiadacie do tramwaju, ścisk, śpiewy, wszędzie nasze barwy, obok kibice z dalekich zaprzyjaźnionych miast, fankluby- nasza siła, jedna wielka rodzina. Tego dnia każdy chce tylko jednego- zwycięstwa. Doping od pierwszej do ostatniej minuty, nawet gdy przyszedł trudny moment i przegrywaliśmy 1:0, każdy wierzył w zwycięstwo. Było to widać i czuć dookoła, że nic, ani nikt nie popsuje nam tego święta. Pamiętam ciarki na ciele, które przechodziły mnie gdy cały stadion dołączał się do dopingu. W drugiej połowie rozpoczął się „Robak Show”. Nasz nowy napastnik zdobył dwie bramki mogliśmy się delektować zwycięstwem, a wszystko to na oczach naszych legend, które licznie zebrały się na Stadionie Miejskim we Wrocławiu.

Kolejny mecz z wielkim rywalem, tym razem gościliśmy Lecha Poznań, scenariusz jakby ten sam, znowu ponad 20 tys. ludzi na stadionie, wspaniała atmosfera i dobra gra piłkarzy, tym razem udało się zachować czyste konto,  a nasi gracze strzelili 2 bramki. Po tym meczu naszła mnie refleksja, że w naszym mieście, w naszym klubie kumuluje się ogromny niewykorzystany potencjał i mam nadzieję, że jeszcze zdąży eksplodować. 
 
„Jestem ze Śląskiem i zawsze przy Nim będę…”
 
Komentatorzy  i  eksperci piłkarscy często posługują się  stwierdzeniem „mecz bez historii”, a dla mnie wręcz przeciwnie każdy mecz to zupełnie inna historia, inne emocje, nowe twarze, to wszystko sprawia, że mogę trwać przy moim klubie.  Rok 2017 był różnorodny, opiewający we wzloty i upadki, spektakularne zwycięstwa i niespodziewane porażki, bez względu na wyniki ze Śląskiem będę zawsze i wszędzie. Rok 2017 był rokiem nadziei na lepsze jutro w Śląsku Wrocław, sporo zamieszania z nowym właścicielem, wymieniona niemal cała drużyna. Mimo wysokich oczekiwań drużyna i klub są w miejscu jakim są, dlatego tym bardziej potrzebują naszego wsparcia. Mam nadzieję, że następne 70 lat, będzie obfitowało w jeszcze więcej sukcesów, a kibice będą mogli jeszcze raz świętować na Wrocławskim rynku! HEJ ŚLĄSK!

Daniel Szwaja

Tekst jest zwycięską pracą w konkursie "Wasz rok ze Śląskiem". Pisownia oryginalna.
 
Autor: Daniel Szwaja, Fot. Biuro Prasowe

Zobacz również