Wydarzenia

Józef Kurzeja, czyli Doktor

2020-01-08 15:00:00
W kolejnej części historycznego cyklu w magazynie "Wokół Śląska" przedstawiamy Józefa Kurzeję - ulubieńca wrocławskiej publiczności na początku lat 70. ubiegłego wieku. Kapitana drużyny, która w sezonie 1972/73, po raz drugi w historii klubu, awansowała do ekstraklasy.
Kurzeja dał się poznać wrocławskim kibicom jako wartościowy, pracowity i nieustępliwy pomocnik. Znany był z silnych i celnych strzałów. Urodził się 13 marca 1948 roku w Dziewiętlicach na Opolszczyźnie. Mając osiem lat, przeprowadził się z rodziną do Paczkowa. Zaczynał swoją przygodę z piłką w 1961 roku w miejscowej Sparcie. Do klubu przyjmowano 14-latków, jednak Kurzeja zostać piłkarzem chciał tak bardzo, że... sfałszował datę swoich urodzin! Potem swoją pasję do futbolu pokazywał już jednak głównie na murawie.
 
Najpierw studia, potem piłka

Bardzo szybko, bo już jako 16-latek, wiosną 1964 roku, grał w seniorach Sparty Paczków. Po maturze dostał propozycję przejścia do Odry Opole. Jesienią 1965 roku zadebiutował w jej barwach w ekstraklasie. W tym samym roku jego talent został poważnie doceniony - Kurzeja trafił do reprezentacji Polski juniorów, gdzie grał obok takich piłkarzy jak Kazimierz Deyna czy Lesław Ćmikiewicz.

Grę w piłkę godził ze studiami na kierunku chemicznym. Wkrótce jednak zmienił swoje zainteresowania i zaczął studiować medycynę. Został studentem Akademii Medycznej w Poznaniu i przeszedł z Odry do - wówczas drugoligowej - Olimpii Poznań. Jak przyznał w jednym z wywiadów  - na pierwszym miejscu stawiał naukę, a w piłkę grał dla przyjemności. Na pierwszym i drugim roku studiów był wyróżniającym się studentem, otrzymywał nawet nagrody rektorskie.



Na zwycięstwo jest nadzieja...

Po dwóch latach spędzonych w Poznaniu, chcąc za namową matki znaleźć się bliżej domu, od października 1971 kontynuuje studia medyczne we Wrocławiu i zaczyna trenować w Śląsku. Olimpia daje mu zwolnienie dopiero na początku 1972 roku, tym samym jesienią 1971 nie może w ogóle grać w meczach. Debiutuje w naszym klubie w marcu 1972, w pierwszym meczu rundy wiosennej. Wrocławianie podejmują zespół AKS z Niwki, pewnie wygrywając 3:0. Kurzeja wszedł na boisko po przerwie, zmieniając Pawła Śpiewoka. Z miejsca zdobył sympatię i uznanie wrocławskich kibiców, którzy już po kilku minutach skandowali jego nazwisko. Trzy tygodnie później był już wielkim bohaterem meczu z Uranią Ruda Śląska, zdobywając dwie kapitalne bramki.

Z racji studiów medycznych Kurzeja zyskuje we Wrocławiu pseudonim "Doktor". Kibice uwielbiali go za serce do walki i ogromną ambicję. Na stadionie przy Oporowskiej powstają wówczas o nim i na jego cześć piosenki: 
Na zwycięstwa jest nadzieja, póki w Śląsku gra Kurzeja! 
Gdy Kurzeja bramki strzela, cały Wrocław się raduje, gdy Kurzeja...
My chcemy gola.... Kurzeja....my chcemy gola...... (melodia....Guantanamera)
Hej ho, hej ho....Kurzeja jest i.......GOL. Hej ho, hej ho.......  

Jego znakiem rozpoznawczym była łysina na głowie. W związku z tym kibice śpiewali również: "Kurzeja choć bez włosów to narobi Wam bigosu".
Potwierdzeniem dużej popularności Kurzeji było zajęcie przez niego ósmego miejsca w plebiscycie "Słowa Polskiego" na najlepszego sportowca Dolnego Śląska 1972. Tak wysoka pozycja,w  roku olimpijskim, znamionowała sporą sympatię fanów, którą się cieszył.


Józef Kurzeja oraz autor tekstu podczas meczu Śląska w 2017 roku

... póki w Śląsku gra Kurzeja!

Jesienią 1972 roku kapitanem wojskowych był Tadeusz Rachwalski. Na początku 1973 roku opaskę przejął jednak od niego Józef Kurzeja. Po latach wspomina, jak do tego doszło: "W demokratycznych wyborach zostałem wybrany kapitanem przed rundą rewanżową sezonu 1972/73, a moim nominalnym zastępca był  poprzedni kapitan - "Bodzio" Rachwalski. Wybory odbyły się na obozie w Bułgarii. Rachwalski spóźnił się na wyjazd i zaistniał problem, czy taka postawa godna jest roli kapitana. Na propozycje trenera Żmudy i kierownictwa drużyny, odbyły się tajne wybory nowego kapitana i wybór padł na mnie".

Przed rundą wiosenną działacze i piłkarze zapowiadali szturm na ekstraklasę. Kurzeja, student IV roku Akademii Medycznej i nowy kapitan drużyny, oświadczył, że piłkarze dołożą wszelkich starań, by nie zawieść kibiców. Jak powiedział, tak zrobił. Będąc wyróżniającym się piłkarzem, pewnie poprowadził zespół do upragnionego awansu do ekstraklasy. Po wygranej z Hutnikiem Kraków (po bramce Kurzei), na cztery kolejki przed końcem, WKS potrzebował już tylko punktu, by zapewnić sobie awans. Udało się to już w następnej serii gier i na koniec sezonu przy Oporowskiej fetowano sukces wrocławskiej jedenastki.

Dalszy ciąg artykułu w najnowszym numerze magazynu "Wokół Śląska". Oficjalny miesięcznik wrocławskiego klubu można nabyć w FanShopie #NaStadionie oraz #Oporowska, w wybranych salonach Kolportera i na Stadionie Wrocław podczas meczów. Można go również zakupić w sklepie on-line już teraz - TUTAJ.
 
Autor: Krzysztof Mielczarek

Zobacz również