Wydarzenia

Piłkarska kariera Władysława Żmudy I | Wokół Śląska

2021-01-04 14:45:00
W kolejnym odcinku naszego cyklu, przybliżającego dzieje Śląska i wybitnych szkoleniowców naszego klubu, przedstawiamy jedną z ikon WKS-u – Władysława Żmudę. Trenera wszech czasów, ale również zasłużonego dla Wojskowych piłkarza. I to właśnie zawodnicze dokonania prezentujemy w pierwszej części jego historii.
Władysław Żmuda często jest określany, jako najlepszy trener, jakiego miał w swojej historii wrocławski Śląsk. Wielu kibiców wspomina jego wielkie dokonania, sukcesy oraz triumfy - i słusznie - ale nie pamięta o tym, że wybitny szkoleniowiec jest legendą WKS-u również ze względu na swój długi i owocny piłkarski staż w barwach Śląska, którego był zawodnikiem przez 10 lat!

HUTA, SLAVIA i KOPALNIA

Władysław Żmuda urodził się 10 lutego 1939 w Rudzie (obecnie Ruda Śląska). W wieku 12 lat rozpoczął treningi w trampkarzach tamtejszej Slavii. Grał tam już jego starszy brat Bogusław. Jako dziecko chciał zostać nauczycielem wychowania fizycznego, jednak rodzicom ten pomysł się nie spodobał. Za ich namową skończył więc technikum ze specjalnością budowy urządzeń hutniczych. Zgodnie ze swoim wykształceniem przez rok pracował w Hucie Zabrze, ale jak twierdzi - praca ta go nie pociągała. Kolejny trener Slavii, Hubert Skolik, zaproponował mu angaż w zakładzie, gdzie był jednym z dyrektorów. Było mu już wówczas łatwiej łączyć pracę z grą w piłkę, tym bardziej, że w 1961 awansował ze Slavią do II ligi.
 
Był też powoływany do reprezentacji młodzieżowej Górnego Śląska, w której wystąpił w 10 meczach. Cały czas nie rezygnował ze swoich marzeń pedagogicznych i w międzyczasie skończył Studium Nauczycielskie w Katowicach ze specjalnością wychowanie fizyczne. Jednak w szkole nie dane było mu pracować, choć zaliczył w niej wszystkie wymagane praktyki.
 
Chcąc uniknąć służby w wojsku wraz z dwoma kolegami ze Slavii postanowił zatrudnić się w kopalni w Rudzie Śląskiej - górnicy nie byli wówczas powoływani do wojska. Decyzja nie okazała się jednak zbyt fortunna - pod ziemią przeżył wypadek, którego skutki odczuwa do dziś (problemy z kręgosłupem), a do armii i tak w końcu trafił.

TRANSFER DO ŚLĄSKA

 
W sezonie 1962/63 jego Slavia rywalizowałaze Śląskiem w II lidze. 28 października 1962 przyjechał z nią na Oporowską. Gospodarze wygrali co prawda 2:0, ale młody obrońca zrobił dobre wrażenie na trenerze WKS-u, Władysławie Giergielu. Żmuda trafił do Śląska niewiele po tym spotkaniu. Pewnie nie przypuszczał wtedy, że spędzi w tym klubie kolejne 15 lat...

Władysław Żmuda w barwach Śląska (ciemna koszulka) 

Za zgodą wrocławskich działaczy 11 listopada, już jako żołnierz - zagrał jeszcze ostatnie spotkanie w barwach Slavii - na wyjeździe z Cracovią. Jego drużyna przegrała 3:4. Żmuda do dziś bardzo dobrze pamięta ten mecz. Do Krakowa wybrał się razem z opiekunem (będąc jeszcze przed przysięgą nie mógł jechać sam), którym był starszy szeregowy, a na boisku bramkarz, Klaus Masseli. Obaj wysiedli na Górnym Śląsku. Żmuda w rodzinnym domu zostawił mundur i przebrał się w cywilne ubrania. Na mecz pojechał sam, bo Masseli został u rodziny w Nowym Bytomiu. Po meczu czekał go szybki powrót do Wrocławia z przesiadką na Górnym Śląsku po zostawiony mundur. Po szalonym dniu zdołał o wyznaczonej godzinie zameldować się na kompanii sportowej. Tydzień później, 18 listopada 1962, zadebiutował w Śląsku w wyjazdowym meczu z Unią w Raciborzu. Było to ostatnie starcie rundy jesiennej. Wiosną Żmuda szybko zaaklimatyzował się we wrocławskiej drużynie i został jej podstawowym zawodnikiem. Nie zagrał tylko w jednym spotkaniu… ze Slavią w Rudzie Śląskiej. Przed tym meczem odbył męską rozmowę z trenerem Giergielem. Zawodnik oznajmił, że nie chciałby grać przeciwko klubowi, którego jest wychowankiem. Trener ze zrozumieniem podszedł do prośby piłkarza, a Wojskowi i bez niego w składzie i tak wygrali 1:0.

AWANS Z OPASKĄ NA RAMIENIU

 
Latem 1963 roku Żmuda po rozegraniu zaledwie 15 meczów ligowych w barwach Śląska dość niespodziewanie został kapitanem drużyny. Tak zapamiętał to wydarzenie. - Koledzy wybrali mnie kapitanem jednogłośnie. Powiedzieli wprost: wiesz co Władek, jesteś dobrym kolegą, potrafisz spokojnie i rzeczowo rozmawiać z sędziami i działaczami – zostań kapitanem! No i stało się - wspomina Żmuda. Wybór drużyny zaakceptował trener Giergiel.
 
W grudniu 1963 roku Żmuda wraz trzema kolegami ze Śląska: Rudolfem Siegertem, Pawłem Śpiewokiem i Joachimem Stachułą bronił barw reprezentacji Wojska Polskiego opartej głównie na zawodnikach Legii w III Mistrzostwach Armii Zaprzyjaźnionych. Zawody odbyły się w dalekim Wietnamie. Po latach bardzo dobrze wspomina ten pierwszy w jego życiu tak egzotyczny wyjazd. A niewiele później, wiosną 1964 Śląsk ze Żmudą w roli kapitana, wywalczył pierwszy w historii klubu awans do ekstraklasy. W tym historycznym sezonie kapitan nie zagrał tylko w jednym meczu. W kwietniu z powodu grypy nie wystąpił w Bydgoszczy przeciwko Polonii. W maju i czerwcu w decydujących o awansie meczach zagrał z konieczności jako skrzydłowy. Trener Giergiel uznał, że zastąpi wówczas Huberta Skowronka, który nie mógł zagrać. Nie pomylił się. Żmuda poradził sobie bardzo dobrze, a jego akcje na lewym skrzydle były szybkie i pomysłowe. W ekipie trenera Giergiela zyskał sobie wówczas przydomek Profesor. Z wykształcenia był przecież nauczycielem wf-u, a na boisku kapitanem. 

Władysław Żmuda jako kapitan Śląska, pierwszy z prawej 

Jesienią 1964 Żmuda zadebiutował ze Śląskiem w ekstraklasie. I była to kolejna dobra runda w jego wykonaniu. Zaliczył komplet spotkań. Z dobrej strony pokazał się też w starciach, w których ponownie z konieczności grał nie na swojej pozycji. W wygranym 1:0 meczu Pucharu Polski z Arkonią w Szczecinie z powodzeniem zastąpił kontuzjowanego stopera Siegerta. Zaś w pojedynku ligowym z Zagłębiem Sosnowiec (3:1) zagrał na lewej obronie i dobrze przypilnował gwiazdę gości Józefa Gałeczkę. Niestety, w meczu inaugurującym rundę wiosenną z Szombierkami doznał kontuzji, która praktycznie wykluczyła go z gry do końca sezonu. Opaskę kapitana przejął od niego Joachim Stachuła.

PIŁKARZ - MAGISTER

 
Osiem miesięcy przed zakońceniem służby wojskowej Żmuda mocno zaskoczył działaczy Śląska. Obiecał, że po wojsku zostanie we Wrocławiu i będzie dalej grał w barwach WKS-u, ale chce też później zostać trenerem młodzieży, dlatego prosił o pozwolenie na rozpoczęcie studiów zaocznych na AWF w Warszawie. Nie mógł studiować we Wrocławiu, bo tutejsza WSWF prowadziła tylko studia dzienne. Działacze Śląska niechętnie, ale zgodzili się, licząc chyba, że zawodnik się na wymarzone studia po prostu nie dostanie. Problem pojawił się, gdy... Żmuda zdobył miejsce na warszawskiej uczelni. Okazało się bowiem, że przepisy nie pozwalają, by żołnierz odbywający czynną służbę we Wrocławiu mógł studiować w Warszawie. Jego sprawa obiła się o najwyższe szczeble wojskowe i osatecznie otrzymał zgodę, a jesienią 1964 roku rozpoczął studia.

Władysław Żmuda w mundurze, pierwszy z lewej
 
Do stolicy Żmuda nie mógł jeździć w mundurze. Wyjątek zrobił tylko raz, gdy czekał go trudny egzamin z fizyki. Mundur przyniósł szczęście, egzaminator wziął też pod uwagę, że student łączy naukę w stolicy z  grą w klubie z innego miasta na poziomie ekstraklasy i egzamin został zaliczony. Specjalizację piłkarską na studiach Żmuda robił już we Wrocławiu, bo z kolei warszawska uczelnia w swojej ofercie nie miała piłki nożnej. Co ciekawe, jednym z jego egzaminatorów był sam Kazimierz Górski, przyszły trener reprezentacji Polski, z którym nie raz przyjdzie mu się jeszcze spotkać. I tak w 1968 roku Władysław Żmuda został magistrem wychowania fizycznego. Jak przyznaje, kosztowało go to wiele wyrzeczeń.

SPADEK W SOCZEWKACH

 
Żmuda był jednym z pierwszych, o ile nie pierwszym piłkarzem w Polsce, który występował na boisku w soczewkach kontaktowych. Był krótkowidzem i wada wzroku coraz bardziej przeszkadzała mu w grze. W 1966 roku dowiedział się, że w Bydgoszczy jest okulista, który może mu pomóc. Po jednym z meczów ligowych w mieście nad Brdą dostał przepustkę na następny dzień, który poświęcił na wizytę u lekarza. Okulista po badaniach przepisał mu wymarzone soczewki, do których przez pierwsze tygodnie trudno się było jednak piłkarzowi przyzwyczaić. Podczas jednego z meczów we Wrocławiu po silnym uderzeniu głową piłki zaczął słabiej widzieć. Wydawało mu się, że… zgubił soczewki. Na jego prośbę sędzia na krótko przerwał mecz. Dość szybko okazało się, że jedna soczewka lekko odkleiła się od oka. Założenie soczewek nie było wówczas takie proste. Najczęściej przed każdym meczem pomagał mu w tym Klaus Masseli.
 
W kolejnych sezonach trapiony kontuzjami Żmuda grał mniej. W rozgrywkach 1965/66 wystąpił w połowie ligowych meczów, w następnym sezonie tylko w dziewięciu. W latach 1967-69 wrócił jednak do zdrowia i grał w większości spotkań. Niestety, Śląsk spadł wówczas z ekstraklasy. W sumie w ciągu pierwszych pięciu sezonów Wojskowych na najwyższym poziomie rozgrywkowym wystąpił w 80 meczach.

NIEFORMALNY TRENER

 
Po spadku klubu do II ligi Żmuda był jednym z bardziej doświadczonych graczy WKS-u. W sezonie 1969/70 Śląsk był w czołówce II ligi, ale nie zdołał awansować do ekstraklasy. Żmuda, jako świeżo upieczony absolwent AWF-u nieformalnie pomagał w prowadzenie treningów trenerowi Arturowi Woźniakowi. W trakcie kolejnego sezonu doszło do zmiany szkoleniowca w Śląsku. Woźniaka zastąpił słowacki trener Josef Stanko, który wcześniej prowadził wrocławski Pafawag. W lutym 1971 roku Wojskowi przygotowywali się do rundy wiosennej na zgrupowaniu w Świeradowie-Zdroju. I wówczas, delikatnie mówiąc, zawodnikom Śląska nie spodobały się metody treningowe słowackiego szkoleniowca. Co ciekawe nie uznali, że pracują za dużo tylko... za mało. Trener nie miał autorytetu wśród piłkarzy, którzy dość szybko zwątpili w jego kompetencje. Podczas zgrupowania udało się jednak dojść do porozumienia. Uzgodniono, że trener bardziej skupi się na pracy z bramkarzami, bo w przeszłości grał na tej pozycji, a pozostałą częśc treningów miał zaś poprowadzić... magister Władysław Żmuda. W trakcie rundy wiosennej niewiele się zmieniło. Formalnie trenerem był Stanko, zaś w dużej mierze jego pracę wykonywał Żmuda. Śląsk na papierze miał dobrych piłkarzy, ale grał słabo i zajął dopiero 10. miejsce. Żmuda miał już skończone 32 lata i postanowił zawiesić buty na kołku. Zagrał po raz ostatni 5 czerwca 1971 roku w wygranym 4:2 meczu z Garbarnią w Krakowie. 20 czerwca przed ostatnim meczem sezonu u siebie z ŁKS-em uroczyście podziękowano mu za prawie dziewięć lat gry w Śląsku. W jednej z wrocławskich gazet napisano, że Żmuda zapisał się w historii wrocławskiego piłkarstwa z jak najlepszej strony i był zawsze tym zawodnikiem, na którego Śląsk mógł liczyć w każdych okolicznościach.

W tych barwach wyglądał najlepiej! 

W sezonie 1971/72 Żmuda miał objąć stanowisko drugiego trenera Śląska u boku … Jozefa Stanko. Ale o trenerskim rozdziale pracy Władysława Żmudy w Śląsku już wkrótce w drugiej części jego historii.

W serii o wybitnych trenerach WKS-u można przeczytać również:
Władysław Giergiel

Autor: Krzysztof Mielczarek, Fot. archiwum

Zobacz również