Wydarzenia

Wybitni piłkarze: Zygmunt Garłowski

2020-03-28 14:00:00
Historia Śląska Wrocław pisana była wielu wspaniałych piłkarzy, którzy w trójkolorowych barwach wznosili się na wyżyny swoich umiejętności, zdobywając dla klubu ważne bramki, zwycięstwa i trofea. W serii "wybitni piłkarze" przypomnimy kilku największych z nich, prawdziwe legendy, które na długo zapisały się w pamięci kibiców WKS-u. W drugim odcinku Zygmunt Garłowski, czyli nieco zapomniany bohater Trójkolorowych.
Urodzony 5 października 1949 roku w Bielawie na Dolnym Śląsku, Zygmunt Garłowski był jednym z najważniejszych piłkarzy WKS-u w latach największych triumfów wrocławskiej drużyny. Nie jest tak znanym i pamiętanym zawodnikiem, jak chociażby Tadeusz Pawłowski i Janusz Sybis, ale z pewnością zasługuje na miejsce w gronie najjaśniejszych postaci w historii klubu. W organizowanym przez Śląsk Wrocław, Stowarzyszenie Kibice Razem Śląsk Wrocław, Wielki Śląsk oraz „Gazetę Wrocławską” plebiscycie na „Jedenastkę 70-lecia” kapituła przyznała mu jedno z ośmiu specjalnych wyróżnień. Organizatorzy docenili wkład Garłowskiego w ogromne sukcesy drużyny, jednak we wspomnianej „11 na 70-lecie” bielawianin się nie znalazł. Skład najlepszej drużyny w dziejach WKS-u wybierali kibice w internetowym głosowaniu. Od „Zygi” więcej głosów zgromadziło aż sześciu innych pomocników: Dariusz Sztylka, Krzysztof Ulatowski, Ryszard Tarasiewicz, Józef Kwiatkowski, Waldemar Prusik i Tadeusz Pawłowski. To dobrze pokazuje, że Garłowski wśród fanów zielono-biało-czerwonych nie jest pamiętany tak dobrze, jak należałoby sądzić po jego dokonaniach i pozycji, którą wywalczył sobie w czołowej drużynie Polski lat 70. A był przecież m.in. kapitanem i najlepszym strzelcem w mistrzowskim dla Śląska sezonie 1976/77.
 

Zanim trafił do Śląska

 
Garłowski urodził się w Bielawie, zatem naturalne było, że jego pierwszą drużyną została miejscowa Bielawianka (wówczas nosząca nazwę Bielawianka-Pogoń). To klub założony 2 kwietnia 1946 roku, zatem z długą historią (podobnie długą co Śląsk), ale bez wielkich sukcesów. Piłkarzom Bielawianki nigdy nie udało się awansować nawet do II ligi. Klub nie może się więc pochwalić trofeami, za to kilkoma znanymi zawodnikami – którzy grali w jego barwach – już tak. Niebiesko-biało-niebieskie stroje zakładali m.in. późniejsi gracze Śląska, jak Władysław Poręba, Janusz Góra, Jacek Jarecki oraz bracia Zygmunt i Ireneusz Garłowscy. Młodszy o nieco ponad trzy lata brat „Zygi” (urodzony 2 stycznia 1953) nigdy nie prezentował tak wielkich umiejętności jak starszy z rodzeństwa, jednak również ma na swoim koncie duże piłkarskie sukcesy. Do pewnego momentu jego ścieżka kariery była niemal tożsama z tą obraną przez Zygmunta. Obaj zaczynali w Bielawiance, potem przenosząc się do Górnika Wałbrzych (starszy w 1967 roku, młodszy rok później), a następnie – w 1973 roku – obaj trafili do Śląska Wrocław. Ireneusz opuścił szeregi najbardziej utytułowanego klubu w województwie już po sezonie 1977/78, występując później we wrocławskim Polarze i Pafawagu. Młodszy z braci Garłowskich ma na swoim koncie 77 meczów w barwach WKS-u, dla którego strzelił jednego gola. Jest mistrzem Polski z 1977, wicemistrzem z 1978 i zdobywcą Pucharu Polski z 1976 roku.
 
Dla Zygmunta Garłowskiego, choć oczywiście największe triumfy święcił ze Śląskiem, także okres spędzony w pozostałych klubach – Bielawiance oraz Górniku Wałbrzych – nie był czasem bezproduktywnym i mało znaczącym. W Bielawie był członkiem jednej z najlepszych drużyn w historii klubu, która w 1965 roku została mistrzem Dolnego Śląska i walczyła w barażach o awans do II ligi. Podobna sztuka udała się wcześniej tylko raz – w 1961 roku. Później – już nigdy. Juniorskie czasy Garłowskiego dobrze pamięta Romuald Szukiełowicz, wówczas występujący razem z „Zygą” w reprezentacjach Dolnego Śląska, a po latach m.in. trzykrotnie trener Śląska Wrocław.
 
„Dużo razem graliśmy w reprezentacji regionu. Z Dolnego Śląska było zresztą wtedy sporo dobrych chłopaków. Z Bielawy pamiętam jeszcze choćby Jurka Sznajdera. A z „Zygą” się bardzo dobrze kumplowaliśmy. Jak dla mnie absolutna ścisła czołówka na swojej pozycji. Obie nogi tak samo wyszkolone, do tego mądrość, nie tylko ta boiskowa”.

 
Również pobyt w Wałbrzychu był dla Garłowskiego owocny. Do Górnika trafił jako 18-latek i poza grą w drużynie seniorów z powodzeniem występował także w zespole juniorów. Co więcej – już rok po przeprowadzce nad Pełcznicę – poprowadził wałbrzyszan do mistrzostwa Polski juniorów, zostając królem strzelców turnieju finałowego. O mało co nie został też nim w sezonie 1971/72. Wtedy to w rozgrywkach II ligi Górnikom zabrakło tylko jednego punktu do awansu na najwyższy poziom rozgrywkowy, a Garłowski z 11 bramkami na koncie walkę o tytuł najskuteczniejszego piłkarza sezonu przegrał tylko z Andrzejem Szarmachem. Ustąpienie dwukrotnemu medaliście mistrzostw świata, królowi strzelców igrzysk olimpijskich i zdobywcy 32 bramek w reprezentacji Polski, ujmy jednak z pewnością nie przynosi. Rozgrywki 1972/73 były dla Górnika bardzo nieudane. Drużyna spadła do III ligi, a po sezonie z klubu odszedł Garłowski. Mógł to zrobić już wcześniej, w swoich szeregach widziały go bowiem kluby I-ligowe, ale on niechętnie zmieniał otoczenie. Po latach sam przyznał, że pobyt w Wałbrzychu był zbyt długi i nie pomógł mu w rozwoju piłkarskim.
 

Kapitan mistrzowskiej drużyny

 
Sezon 1972/73 dla Górnika Wałbrzych oznaczał spadek z II ligi do III, z kolei dla Śląska – awans z II do I. Właśnie wtedy do Wrocławia trafił Zygmunt Garłowski wraz z bratem Ireneuszem. Trener Władysław Żmuda, który wówczas dowodził szatnią WKS-u, przestawił „Zygę” z ataku na pozycję ofensywnego środkowego pomocnika. W pierwszej linii szkoleniowiec decydował się wystawiać Józefa Kwiatkowskiego i Janusza Sybisa, dlatego Garłowskiego wolał oglądać nieco bardziej z tyłu. Taką pozycję w piłce nożnej określa się numerem „10” i pojawienie się na niej bielawianina okazało się dla drużyny – i samego piłkarza – strzałem w dziesiątkę. Już w pierwszym sezonie gry dla zielono-biało-czerwonych barw były gracz Górnika stał się podstawowym zawodnikiem zespołu, rozgrywając 26 spotkań (na 30 możliwych). W Śląsku zadebiutował 25 sierpnia 1973 roku, a w swoim piątym występie zdobył pierwszą bramkę. Ostatecznie rozgrywki zakończył z czterema trafieniami na koncie. Beniaminek z Wrocławia furory w rozgrywkach nie zrobił (zaliczył m.in. najwyższą w swojej historii porażkę na własnym boisku – 0:5 ze Stalą Mielec), zajmując w tabeli 13. miejsce, trzy punkty nad strefą spadkową. To jednak wtedy tworzyła się drużyna, która już wkrótce miała zadziwić całą piłkarską Polskę.
 
Kto wie, ile bramek na koncie mieliby najlepsi strzelcy w historii WKS-u – Janusz Sybis i Tadeusz Pawłowski – gdyby w klubie nie pojawił się Garłowski ze swoimi doskonałymi umiejętnościami wykonywania stałych fragmentów gry. Również rzutów karnych. Już w swoim drugim sezonie jako piłkarza Śląska, „Zyga” stał się etatowym wykonawcą „jedenastek”. W ten sposób zdobył dla wrocławskiego zespołu dziesięć bramek. Gdyby nie strzelał on, możliwe, że tę możliwość mieliby dwaj wspomniani powyżej strzelcy, którzy rywalizowali o miano najskuteczniejszego zawodnika Wojskowych w historii (ostatecznie Sybis ma 110 goli, a Pawłowski 85, ale na najwyższym poziomie rozgrywkowym więcej razy do siatki rywali trafiał Pawłowski – 63 do 61). Garłowski był jednak na tyle opanowanym strzelcem, że nikogo nie zdziwiła decyzja trenera Żmudy, by to właśnie on egzekwował uderzenia z „wapna”. W sezonie 74/75 jedną z czterech swoich bramek zdobył właśnie w ten sposób. Te rozgrywki były bardzo udane nie tylko dla bielawianina. Świetnie spisywał się Sybis, a rewelacyjnie grający wiosną WKS sezon zakończył na trzecim miejscu! Pierwsze w historii miejsce na podium oznaczało również pierwszą okazję do gry w europejskich pucharach.


Rozgrywki Pucharu UEFA wrocławska drużyna rozpoczeła od starć przeciwko GAIS Göteborg, 17 września 1975 roku. Ten mecz Śląsk przegrał, ale w rewanżu triumfował 4:2, awansując do kolejnej rundy. Tam zespół Władysława Żmudy I (wiosną 1975 roku do drużyny dołączył obrońca, Władysław Żmuda i od tej pory trenera określa się mianem „Władysław Żmuda I”, a zawodnika „Władysław Żmuda II”) zmierzył się z belgijskim Royal Antwerp, również okazując się lepszym. Z meczem w Antwerpii wiąże się ciekawa - choć dla Garłowskiego  również bolesna - historia, którą przytacza Piotr Ruśniok, wówczas masażysta wrocławskiej drużyny:
 
„A swoją drogą w Antwerpii jedyny raz w swojej karierze zobaczyłem czerwoną kartkę od sędziego. Jeden z naszych chłopców, Zygmunt Garłowski, leżał na boisku, myślałem, że jest nieprzytomny, sędzia nie przerywał gry, a nie było raczej wówczas zwyczaju wybijania piłki przez przeciwnika. Bałem się o niego i wybiegłem z pomocą na płytę. Trzeba dodać, że jeździliśmy z reguły bez lekarza, bo nie było nigdy tyle miejsca w ekipie, więc byłem poniekąd i lekarzem. Piłkarza z pomocą belgijskiego medyka, postawiliśmy na nogi, ale z sędzią nie było żartów, klub dostał karę, a ja długo jechałem na golutkiej pensyjce”.
 
Masażysta drużyny, jak wspomina, ukarany został czerwoną kartką za próbę pomocy Garłowskiemu. Sam piłkarz słynął z elegancji w grze i czerwonej kartki nie otrzymał nigdy. Przez 220 meczów rozegranych dla Śląska ledwie czterokrotnie był napominany żółtym kartonikiem. Wracając do Pucharu UEFA sezonu 1975/76  - wrocławian zatrzymał dopiero Liverpool FC, jedna z najbardziej utytułowanych drużyn w historii piłki nożnej i najlepsza, z jaką kiedykolwiek rywalizowali Wojskowi z Wrocławia. W dwumeczu skazywani na porażkę Polacy ulegli faworytowi 1:5, a jedyną bramkę dla Śląska zdobył Pawłowski. Po asyście Garłowskiego. Liverpoolczycy ostatecznie wygrali całe rozgrywki.

 
Jesienią 1975 formalnie kapitanemdrużyny był Rachwalski, a jego zastępcą Wanat. Pod koniec rundy opaskę przejął 26-letni Garłowski. „Zyga” świetnie sprawdzał się w roli kapitana, dyrygował drużyną na boisku. W sezonie 1975/76 znów strzelił cztery gole, a Śląsk zakończył zmagania w polskiej lidze na siódmym miejscu. Poza murawą nie był jednak hegemonem:
 
„Widać było, że jest przywódcą drużyny na boisku. To paradoks, bo poza nim był już inny. Każdy się jednak mocno liczył z jego zdaniem. A z tego co wiem, to i potrafił rozmawiać z szefami klubu. Co wówczas również sporo znaczyło. Był lubiany przez panów pułkowników” – wspomina Waldemar Niedźwiecki, dziennikarz sportowy. - „Zyga” był wiodącą postacią w tamtym Śląsku. Pamiętam jednak, że do wywiadów wypychał najczęściej innych kolegów. Sympatyczny, skromny facet poza boiskiem, a na nim – prawdziwy dyrygent drużyny. I to w Śląsku, który miał w swoim składzie wiele wielkich nazwisk” .
 
Podobnie o Garłowskim wypowiada się Janusz Sybis:
 
„Razem z Tadkiem Pawłowskim był mózgiem drużyny. Myślał na boisku za kilku. I był też dość skryty. Ułożony. Po meczach nawet nie chciał słyszeć o pójściu do kawiarni Celina, gdzie tradycyjnie przy piwku świętowaliśmy sukcesy. Taki typ samotnika”.
 
Rolą kapitana jest nie tylko kierowanie zespołem w meczowych zmaganiach, ale i podnoszenie nad głowę nagród wywalczonych na boisku. Pierwsze ogólnopolskie trofeum dla Śląska jako pierwszy uniósł właśnie Zygmunt Garłowski. W sezonie 1975/76 WKS jak burza przechodził kolejne szczeble Pucharu Polski, eliminując kolejno Orła Brzeziny, Arkę Gdynia, Gwardię Koszalin i Stoczniowca Gdańsk. W finale wrocławianie zmierzyli się ze Stalą Mielec, której gwiazdą był wówczas Grzegorz Lato, król strzelców mistrzostw świata 1974 roku. 1 maja 1976 roku w Warszawie górą był jednak Śląsk. Prowadzenie zapewnił Jan Erlich, a decydujący cios zadał „Zyga”, pewnie wykorzystując rzut karny. Wojskowi triumfowali 2:0 i cieszyli się z pierwszego tak znaczącego sukcesu na krajowym podwórku.
 
„Dopingowało nas 10 tysięcy kibiców z Wrocławia” – wspomina Tadeusz Pawłowski. „Po meczu nasz kapitan "Zyga" Garłowski wziął puchar i podszedł z nim do sektora fanów. Mówię podszedł, bo puchar był tak strasznie ciężki, że ledwo go trzymał”.
 
Przełom roku 1976 i 1977 to kolejne zmagania wrocławian na międzynarodowym froncie. Jako zwycięzcy poprzedniej edycji Pucharu Polski, wystąpili tym razem w Pucharze Zdobywców Pucharów. W 1/16 finału Śląsk wylosował zespół ze stolicy Malty – Florianę La Valetta. Pierwsze, wyjazdowe, spotkanie było historycznym meczem dla braci Garłowskich. Pierwszy i jedyny raz zdarzyło się, że obaj wpisali się na listę strzelców. Zygmunt trafił w 31. minucie, a Ireneusz w 57. WKS pewnie wyeliminował Maltańczyków, a kolejnej rundzie rozprawił się z irlandzkim Bohemiansem Dublin, odpadając dopiero w ćwierćfinale z włoskim SSC Napoli.
 
Najlepszym sezonem dla Garłowskiego, ale i dla całego ówczesnego Śląska, były rozgrywki 1976/77. Wrocławianie zdobyli mistrzostwo Polski, a najlepszym strzelcem drużyny był nie kto inny jak jej kapitan. Strzelił 12 goli (czwarty wynik całej ligi), więcej i od Sybisa, i Pawłowskiego, prowadząc zespół do końcowego triumfu. Po sezonie to właśnie „Zyga” mógł jako pierwszy unieść w górę trofeum dla najlepszej drużyny w kraju.

 
Bardzo udany był dla Garłowskiego również sezon 1977/78. Strzelił 7 goli, a WKS potwierdził przynależność do ścisłej krajowej czołówki, zdobywając wicemistrzostwo. Przed rundą wiosenną „Zyga” stracił jednak opaskę kapitana. Było to wynikiem zmiany trenera. Władysława Żmudę I, który przeniósł się do Górnika Zabrze, zastąpił Aleksander Papiewski, wcześniej szkolący zespół rezerw. Nowy szkoleniowiec kapitanem drużyny uczynił Tadeusza Pawłowskiego.
 
Jedną z największych zalet Garłowskiego było to, że potrafił utrzymać równą, wysoką formę przez długie sezony. Właściwie całe lata 70. grał na dobrym poziomie, będąc kluczową postacią drużyny. Z biegiem czasu „Zyga” zmieniał jednak styl gry, stając się coraz bardziej defensywnym zawodnikiem, mniej przebojowym w ataku, za to solidnym w obronie. Gdy w sezonie 1978/79 ciężkiej kontuzji doznał Żmuda II, niespodziewanie na pozycji stopera zastąpił go właśnie Garłowski. Spisywał się bardzo dobrze i na tej pozycji rozegrał też sezon 1979/80. WKS wrócił na ligowe podium, zajmując 3. miejsce, a „Zyga” strzelił gola w ostatnim meczu sezonu. To była jego ostatnia bramka w zielono-biało-czerwonych barwach. Rozegrał jeszcze rundę jesienną następnego sezonu, po czym wyemigrował, wspólnie z bratem, do Australii. Wrócił w 1985 roku, zagrał pół sezonu w Polarze Wrocław i ponownie wyjechał na Antypody. Tym razem – już na stałe.
 

Niespełnione marzenie

 
Zygmunt Garłowski był wielkim piłkarzem Śląska Wrocław, najlepszym strzelcem w mistrzowskim sezonie, dyrygentem i kapitanem drużyny, która przez kilka lat plasowała się w czołówce polskiej ligi i udanie prezentowała w europejskich pucharach. Niestety dla niego, ówczesna reprezentacja Polski była naszpikowana wspaniałymi zawodnikami światowego formatu. Jego bezpośrednim rywalem do miejsca w składzie był sam Kazimierz Deyna. W narodowych barwach Garłowski zagrał tylko trzykrotnie. Był bliski wyjazdu na niezwykle udane dla biało-czerwonych mistrzostwa świata do Niemiec w 1974 roku. Jego szanse przekreśliły jednak dwa wydarzenia. Pierwsze to mecz sparingowy z Gracją, debiut „Zygi” w kadrze. Polacy, grający w nieco rezerwowym składzie, co prawda wygrali 2:0, ale powinni wyżej, bo gracz WKS-u fatalnie przestrzelił, nie trafiając do pustej bramki.
 
„Pamiętam to - mówi Henryk Kowalczyk, który grał wspólnie z Garłowskim w WKS-ie. - "Czasami rozmawialiśmy o kadrze. I Zyga ze smutkiem mówił, że nie jest z tego miasta, z którego powołują. Warszawa, Kraków, Górny Śląsk - oni mieli lepiej”.

 
Według Romualda Szukiełowicza, o tym, że „Zyga” ostatecznie nie pojechał na mundial, mogła zdecydować też odniesiona w sezonie 1973/74 kontuzja, której doznał podczas meczu z Legią w Warszawie. Sfaulował go wówczas… Kazimierz Deyna. Potem w kadrze na pozycji Garłowskiego grał Zbigniew Boniek, inny wybitny gracz, jeden z najlepszych w dziejach polskiego piłkarstwa.
 
Zygmunt Garłowski zmarł na zawał serca 1 czerwca 2007 roku. Informacja o tym dotarła do jego ojczyzny dopiero 8 lutego 2008 roku i do dziś w większości źródeł za datę śmierci byłego gracza WKS-u błędnie uznaje się 28 grudnia 2007. „Jego żona była ciężko chora i nie mogła przywieźć zwłok do kraju. I jakoś tak się stało, że ta informacja nie dotarła do Polski” – mówi Paweł Śpiewok, w przeszłości piłkarz Śląska oraz kolega Garłowskiego. „Zygę” pochowano na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu.

Przeczytaj też pozostałe artykuły z serii "Wybitni piłkarze":
Janusz Sybis
Zygmunt Garłowski
Tadeusz Pawłowski
Ryszard Tarasiewicz
Sebastian Mila

 
Źródła:
F. Podolski, "Śląsk Wrocław. 30 sezonów w ekstraklasie", Wrocław 2009
Ł. Idowiak, S. Bąba, "Dzieje piłki nożnej we Wrocławiu w latach 1945 - 1980", Warszawa 2016
J. Tomczyk, D. Bednarek, "Śląsk w europejskich pucharach" Kraków 2001
Archiwum Krzysztofa Mielczarka
slaskopedia.pl
sportempooczach.blogspot.pl
slasknet.com
slaskwroclaw.pl
wroclaw.naszemiasto.pl
Autor: Jędrzej Rybak, Fot. Archiwum

Zobacz również